Kto chce umrzeć, niech umiera

Wstęp

W poprzednim numerze „Charakterów" opublikowaliśmy pierwszą część wywiadu z niemieckim terapeutą Bertem Hellingerem, twórcą metody ustawień rodzinnych. Uzasadniał on między innymi, dlaczego uważa, że za zto trzeba odpłacać ztem, i dlaczego dzieci nie powinny buntować się przeciw rodzicom. Hellinger (ur. 1925) przez 16 lat pracował jako misjonarz wśród Zulusów w Afryce Południowej. Studiował pedagogikę. Poprzez doświadczenia dynamiki grupowej, analizy relacji i hipnoterapii doszedł do własnej metody terapii, w której ustawienia rodzinne są podstawową formą pracy.

Małgorzata Fajkowska-Stanik: - W rozmowie opublikowanej 22 listopada 2004 roku w „Dużym Formacie", magazynie „Gazety Wyborczej", odniósł się Pan do sytuacji, w której jedna z uczestniczek prowadzonego przez Pana ustawienia popełniła samobójstwo. Powiedział Pan, że powszechnie uważamy śmierć za coś strasznego, przed czym trzeba ratować za wszelką cenę. Ale dalej mówił Pan tak: „(...) my nie wiemy, co jest lepsze. Czy wcześniejsza śmierć jest zawsze stratą? Śmierć jest czasem wybawieniem, uniemożliwia coś jeszcze gorszego".
Bert Hellinger: - Opowiem coś jeszcze o tym przypadku. Sprawę do prokuratury wniosła matka tej kobiety. Dowodem mojej winy była kaseta wideo z nagraniem sekwencji wydarzeń, które miały doprowadzić tę kobietę do samobójstwa. Prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia, ale sąd uniewinnił mnie. W całej tej sprawie rodzina samobójczyni przemilczała jednak, że ta kobieta chciała się zabić już w wieku 20 lat. Włamała się do szafy matki, profesor farmakologii, i wzięła truciznę. Uratował ją jej późniejszy mąż. Matka twierdziła, że nic takiego się nie zdarzyło, ale ja wiem od przyjaciół samobójczyni, że ona kłamie. W ustawieniu okazało się, że ta kobieta jest zła na męża o to, że on ją wtedy uratował. Nie chciała żyć. Czy jej wczesna śmierć byłaby czymś złym? Czy być może lepiej by było, gdyby on jej wtedy nie uratował? To są pytania.

- Mam gęsią skórkę, kiedy Pana słucham. Zgodzi się Pan, że to nie są pytania, na które ktokolwiek może odpowiedzieć?
- Tak, ale nie można też nikogo oskarżać. Nie można oskarżać tego mężczyzny, że ją uratował, nie można mnie oskarżać o spowodowanie tej śmierci. Ktoś, kto popełnia samobójstwo, bierze za ten czyn odpowiedzialność. Jednak opinia publiczna oczekuje od lekarza i terapeuty, by za wszellq cenę ratowali kogoś zagrożonego samobójstwem.

- A Pan tak nie uważa?
- Staram się to robić tak długo, jak tylko się da. Zazwyczaj uratowani są potem wdzięczni. Ale czy ta kobieta też byłaby wdzięczna?

- W naszej kulturze przyjmuje się, że powinno moralną człowieka jest chronienie życia swojego i innych. Pan właściwie występuje przeciwko temu.
- Zanim odpowiem, to chciałbym jeszcze coś wyjaśnić. Po pierwsze, niemoralne jest ciągłe powtarzanie zarzutu, że ponoszę winę za śmierć tej kobiety, chociaż sąd stwierdził co innego. Każdy, kto tak mówi, jest po prostu nieuczciwy. Po drugie, w czasopiśmie „Psychologie Heute" profesor psychiatrii Fritz Simon, niebę-dący wcale moim zwolennikiem, powiedział, że podniesienie tego oskarżenia jest obłudne. Jego zdaniem każdemu psychiatrze i terapeucie pracującemu z poważnymi przypadkami, na przykład z ludźmi w głębokiej depresji, coś podobnego się przytrafiło. Nie można więc lekkomyślnie powtarzać tego zarzutu pod moim adresem. Teraz wrócę do tego, co pani powiedziała. Chcemy zachować życie za każdą cenę - zmusza nas do tego nasza wola przeżycia. Jednak jesteśmy też zdolni do ofiarowania życia za innych. Na przykład kiedy dziecko tonie, to chyba każdy z nas skoczy mu na ratunek, nawet jeśli grozi to utonięciem. Wtedy własne życie nie jest najwyższą wartością. Ważniejsza staje się wspólnota. W psychoterapii często spotykamy się z przeżywaniem żałoby z powodu utraty bliskiej osoby. Niekiedy trwa ona przez całe życie. A może jednak czasem lepiej, że ten bliski odszedł, bo życie mogłoby być dla niego czymś gorszym? Na przykład ktoś przecina sznur, na którym inny człowiek się powiesił. Ratujący ma dobre samopoczucie, bo uchronił kogoś od śmierci. U uratowanego powstaje jednak zaburzenie z powodu niedotlenienia mózgu i nie może już żyć normalnie. Pojawia się więc pytanie, czy dla niedoszłego samobójcy uratowanie mu życia było dobre. W czasie wojny bywało tak, że z całego oddziału przeżywał jeden człowiek, często przez przypadek. W takich sytuacjac...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy