Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

8 marca 2016

Krzywdy (nie)świadomie pielęgnowane

18

Ciągle rozpamiętujemy doznane w przeszłości krzywdy, rozdrapujemy rany, choć można by je łatwo zaleczyć. Dlaczego? Bo dla niektórych poczucie krzywdy to usprawiedliwienie własnych niepowodzeń albo jedyne spoiwo rodziny.

Często i chętnie odwołujemy się do nieświadomości. Na ogół łatwo przyjmujemy, że ludzie kierują się nieświadomymi motywami, że część uczuć nie jest im dostępna i zdarza się, że nie wiedzą czegoś istotnego na temat swojego przeżywania i odczuwania. Jest jednak ogromna różnica między czytaniem o nieświadomości a doświadczaniem jej działania i obserwacją tego działania w psychoterapii.

Nieświadomość to taka instancja, której funkcjonowanie w pełni odnosi się do naszych emocji, a nie do świata myśli i tego, co racjonalne. Decyzje podejmowane nieświadomie nie są podyktowane rozsądkiem, ale potrzebą emocjonalną. Niekiedy rozsądek podpowiada inne postępowanie niż nieświadomość. Dzieje się tak np. w przypadku poczucia krzywdy.

Jedyne spoiwo
Każdy z nas stwierdzi, że poczucie krzywdy jest uczuciem nieprzyjemnym i niechcianym. Zatem rozpamiętywanie tego, że ktoś zachował się wobec nas w sposób nieuczciwy, zadał nam cierpienie, zranił, wydaje się z oczywistych powodów niepożądane. Tak właśnie na ogół myślimy, jednak robimy co innego. A ponieważ jesteśmy w tym postępowaniu konsekwentni i wytrwali, można przypuszczać, że istnieje pewna siła psychiczna, która popycha nas ku takiemu właśnie działaniu, i że siła ta ma charakter nieświadomy.

Jako przykład trwania w poczuciu krzywdy może służyć rodzina, w której doszło do zerwania kontaktu między jej członkami. Od czasu zerwania jedynym spoiwem tej rodziny jest właśnie poczucie krzywdy, czyli głębokie przeświadczenie każdej ze stron, że ta druga strona zraniła, zachowała się nie w porządku, niesprawiedliwie. Zagadkowe jest to, że rany nie są tak głębokie, by nie mogły się zagoić, a jednak nie goją się. Postronnemu obserwatorowi może się wydawać, że istnieją proste sposoby przezwyciężenia kryzysu, jednak w rodzinie nie korzysta się z nich. Co więcej, podgrzewa się konflikt tak, że urazy nie znikają przez lata – bliscy krewni nie spotykają się i nie odzywają do siebie – a często pozostają w rodzinie aż do śmierci któregoś z uczestników sporu.

Na ogół wszyscy członkowie rodziny zgodnie twierdzą, że chcieliby zakończyć spór. Rzeczywistość przeczy jednak takim deklaracjo...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy