Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

23 lutego 2016

Krzywda, która tkwi głęboko

92

Dzieci Dorosłych Alkoholików często noszą w sobie poczucie krzywdy, choć zwykle nie bardzo nawet zdają sobie z tego sprawę. Gdy pełni niepewności przychodzą pierwszy raz do mnie i opowiadają o swoim dzieciństwie, zaczynają im płynąć łzy.

Powtarzają jak mantrę: "Nie rozumiem, rodzice mnie kochali i ja ich też". Te łzy są wyrazem tkwiącego w nich bólu, związanego z relacjami, o których opowiadają. Upewniają mnie jako terapeutkę, że tkwi w nich cierń krzywdy, którym warto się zająć w terapii, by już więcej nie bolało, nie wywoływało lęku, nie obezwładniało, nie odbierało sił.

Partnerzy DDA także dostrzegają u nich przeżywanie krzywdy wciąż od nowa: „Kolejny raz opowiada swoje historie, obwinia wszystkich i wszystko za nieudane dzieciństwo, młodość oraz obecne niepowodzenia”. Same DDA rzadko zdają sobie z tego sprawę; mówią raczej o tzw. dołkach, czyli chwilach, w których bez powodu chce im się płakać, w których czują się tak, jakby cały świat chciał je skrzywdzić. Zwykle próbują ratować się same, mówiąc sobie: „Przestań się wreszcie mazać” czy „Nie histeryzuj”.
Poczucie krzywdy rodzi się w człowieku, kiedy – jak pisze prof. Jerzy Mellibruda w artykule „Pułapka nieprzebaczonej krzywdy” – doświadcza czegoś, co sprawia mu cierpienie, co uważa za niesprawiedliwe czy nieuzasadnione, ale nic nie może zrobić. Takie połączenie cierpienia, bezradności i złamania ważnych zasad tworzy poczucie skrzywdzenia. Niemal każdy z nas doświadczył go, kiedy jako dziecko przewrócił się i obtarł sobie kolano. Dziecko żyje w przeświadczeniu, że jego ciało jest nienaruszalną całością i kiedy ta całość zostaje zburzona, zaczyna się bać, bo coś jest nie tak, a ono nie umie sobie z tym poradzić. Płacze więc i poszukuje najbliższej mu osoby, by przywróciła zburzony porządek. W takich sytuacjach matka stara się zmniejszyć lęk dziecka („Nic się nie bój, dusza tędy nie wyleci”) i prosi je, by opowiedziało, co się stało. Potem sama tłumaczy, co się wydarzyło i co się wydarzy („Zaraz przestanie lecieć krew, a potem się zagoi”), pokazuje także dziecku, jak samo może sobie poradzić (przemyć ranę, nakleić plaster). Ze wsparcia i pomocy bliskich korzystamy także później, gdy musimy sobie radzić z ranami psychicznymi.
Dzieci, które z różnych powodów muszą wychowywać się same, większość zranień przeżywają w samotności. Utrwala się w nich lęk, bo coś ważnego zostało naruszone, a one nie potrafią tego naprawić. Utrwala się też w nich cierpienie, bowiem nie mają się komu wyżalić, opowiedzieć o doznanym nieszczęściu, muszą więc zachować je dla siebie. Wokół takich tajemnic kumuluje się napięcie, zbierają się niewypowiedziane słowa, niewypłakane łzy, strach i gniew.

Jedna z Czytelniczek napisała: „Najpierw nie miałam dzieciństwa. [...] Potem było trudne dojrzewanie. [...] Nigdy nie zaznałam prawdziwej miłości. Nie wiem, co to znaczy normalny dom z gorącym obiadem na czas. Z drugim śniadaniem szykowanym przez mamę do szkoły. Od kiedy pamiętam, byłam pozostawiana sama sobie, od kiedy pamiętam, wymagano ode mnie dojrzałości ponad mój wiek”. Często kiedy w rodzinie alkoholowej skrzywdzone dziecko płacze, słyszy zdania typu: „Nie rozczulaj się nad sobą”. Oczekiwanie dojrzałości od dziecka jest często oczekiwaniem, że nie będzie okazywało swoich potrzeb. A przecież gdy doznało krzywdy, szczególnie potrzebuje pocieszenia i opieki.
DDA szukają pocieszenia w różny sposób: w książkach, w szkole, w sporcie, w jedzeniu, ale także w używkach, w przedwcześnie zakładanych związkach, w pocieszaniu bliskich, którzy wydają się być bardziej skrzywdzeni od nich. Córka alkoholika tak opisuje doświadczenia z dzieciństwa: „Pamiętam ojca, który wracał z pracy pijany. Czasami potulnie szedł spać, ale częściej były awantury – krzyczał, wyzywał mamę i wszystkich dookoła. Nie używał przemocy fizycznej, chociaż często tym groził. Ojca uspokajałam ja lub mój młodszy brat. Tymczasem mama siedziała płacząc w moim pokoju i ją też musieliśmy pocieszać. Czasami dochodziło do tego, że ojciec chciał mamie coś zrobić: uderzyć w twarz czy poszarpać. Wtedy stawaliśmy między nimi i trzymając ich ręce, wręcz prosiliśmy, by się uspokoili. Dwoje małych bezbronnych dzieci potrzebujących miłości, wsparcia, poczucia bezpieczeństwa, odpowiedzialnych za swoich rodziców. [...] Dla mnie najgorsze było napięcie przed przyjściem ojca. Każde z nas wiedziało, że skoro nie wrócił z pracy, to pewnie przyjdzie pod wpływem alkoholu, ale o tym się nie mówiło. [...] Aktualnie ojciec nie pije [...]. W domu między nami wyczuwalne jest ogromne napięcie, żal, złość, poczucie krzywdy. Nadal o tym nie rozmawiamy, w ogóle mało ze sobą rozmawiamy”.

To nie jest w porządku, że małe dziecko musi uspokajać dorosłego, rozzłoszczonego mężczyznę. Ono ma prawo czuć się bezpieczne za plecami dorosłych, a w takiej sytuacji to oni odbierają mu beztroskę, prawo do zabawy, radości, a w zamian obarczają odpowiedzialnością za swoje problemy. Skrzywdzone dzieci często przez całe lata oczekują na to, że ktoś w końcu powie: „Przepraszam, nie wiedziałem, jak bardzo cię krzywdziłem”.
Bo jeśli ktoś skrzywdził nas słowem (kiedy wyzywał czy przeklinał), uczynkiem (kiedy szarpał lub bił) czy zaniedbaniem (kiedy zostawiał w trudnych sytuacjach), to krzywda ta kładzie się cieniem na naszej relacji z nim. Trudno nam z takim człowiekiem rozmawiać, trudno być blisko. Czekamy, że ten, kto skrzywdził, weźmie na siebie trud odbudowy porządku, który naruszył: przeprosi za wyzwiska, odda to, co zabrał bezprawnie, czy obieca, że już nigdy więcej
nie będzie ranił.
Jeśli nosimy w sobie poczucie krzywdy, to zwykle kiedy pomyślimy o krzywdzicielu, uczucia powracają z taką siłą, jakby wszystko stało się przed momentem. Często jest to trudne do rozdzielenia kłębowisko emocji i myśli, pozytywnych i negatywnych, dotyczących kogoś dla nas ważnego, od kogo oczekujemy miłości, wsparcia i opieki, których jednak nie dostaliśmy albo doświadczyliśmy w niewystarczającym stopniu.

Dziecko wiele razy krzywdzone lub ranione stara się na różne sposoby bronić przed poczuciem krzywdy albo przynajmniej zrobić coś z jego przeżywaniem. Bardzo plastycznie zjawisko to opisuje Jerzy Mellibruda. Porównuje on bliznę pozostającą po ranie po skrzywdzeniu do blizny po ranie spowodowanej oparzeniem. Blizna może być nadwrażliwa albo zupełnie nieczuła. Podobnie dzieci alkoholików, które doznały wielu krzywd – mogą być albo nadwrażliwe, albo zupełnie nie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy