Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Laboratorium

28 maja 2018

Kobieta – termin ważności

81

Obserwuję wiecznie niedowartościowane dziewczyny – zawsze za grube, za niskie, za jakieś. Muszą też pamiętać o „terminie przydatności do spożycia". Bo po przekroczeniu pewnego wieku przestają być pożądane, tracą na wartości - mówi Gail Dines.

KAROLINA ROGASKA: – Powiedziała Pani, że media dają kobietom mocny komunikat: albo sprawiasz, że mężczyźni chcieliby cię „mieć”, albo jesteś niewidzialna. Czy rzeczywiście kobiety nie mają innego wyboru? Zwłaszcza te, które chcą zaistnieć w mediach?
GAIL DINES: – Jeśli chcesz, by cię dostrzegli w świecie celebrytów, to rzeczywiście nie masz innego wyboru. Świetnym przykładem jest to, co stało się z Miley Cyrus czy Taylor Swift. Aby dalej liczyć się na rynku, musiały zmienić wizerunek – ze słodkich dziewczynek przeistoczyły się w kobiety-wampy. W mediach pełno jest teraz „gwiazdek”, które są znane tylko z tego, że... są znane. Wchodzisz w ten biznes jako kobieta i musisz konkurować na przykład z Kim Kardashian, mając ponadto świadomość, że gdy dobijesz do 35. roku życia i tak będziesz musiała zniknąć. Mężczyźni są w zupełnie innej sytuacji. Weźmy takiego George’a Clooneya – jest po pięćdziesiątce, jednak to nie przeszkadza mu być etatowym przystojniakiem Hollywood. Ile jest kobiet w tym wieku, które wciąż uważane są za bardzo atrakcyjne? Za mało. Większość z nich po prostu znika z życia publicznego.

Większość kobiet nie pracuje w mediach. Czy na nie ta sytuacja też ma wpływ?
– Ogromny. Pytam czasem moich studentów, co przede wszystkim czytają w magazynach ilustrowanych. Okazuje się, że bardzo interesują ich wieści ze świata celebrytów. Długie godziny spędzają też na poświęconych temu stronach internetowych. To sprawia, że moda na bycie widzialnym przenika całe społeczeństwo. A jej przejawem jest robienie selfie. Widzę, jak młodzi wrzucają na Face[-]booka: „Piję kawę w Starbucksie”, i myślę sobie: kogo to obchodzi?! Wielu jednak widzi w tym jakiś sens. Zwycięża pragnienie, by stać się częścią celebryckiej kultury. Prywatność odkłada się na bok. Kiedyś byłam z koleżanką na kolacji w pięknej, drogiej restauracji. Kelner przynosił dania do stolików obok, ale nikt nie zaczynał jeść, dopóki nie zrobił zdjęcia i nie wrzucił go do sieci. Goście nie przejmowali się, że jedzenie zaraz wystygnie i straci walory smakowe. Zamiast być i doświadczać, ludzie wolą obsesyjnie dokumentować, co dzieje się dookoła nich. Zero intymności.

Aby być, trzeba dobrze wyglądać, jeść w eleganckich restauracjach i wyjeżdżać na drogie wakacje, a przynajmniej tak się prezentować w internecie.
– Zupełnie się w tym zatracamy. Jest taki program „Girls Gone Wild”, gdzie kobiety, ku uciesze widzów, pokazują piersi. Obejrzałam kiedyś filmik dobitnie ukazujący, do czego prowadzi pragnienie bycia widzialnym. Jakaś dziewczyna była na plaży z przyjaciółmi, podeszli ludzie z „Girls Gone Wild" i poprosili, by pokazała piersi. Stwierdziła, że nie zrobi tego przy kolegach, bo się wstydzi, ale mogą pójść do pobliskiej przebieralni i tam bez problemu spełni prośbę. Nie chciała się rozebrać przy znajomych, ale nie krępowała się, że miliony osób na całym świecie zobaczą ją nagą. Żyjemy w kulturze, w której kobiety same zaczynają się uprzedmiotawiać.

Jaką rolę odgrywa tu pornografia? Niektórzy mówią, że jest ona swoistym rodzajem niewolnictwa.
– Jeżeli zawęzimy ten termin do niewolnictwa seksualnego, to tak jest. Aktorkami w przemyśle pornograficznym zajmuje się człowiek, którego z łatwością można nazwać alfonsem. Te kobiety nie są w pełni wolne. W normalnej pracy masz nad sobą szefa przez osiem godzin dziennie, przez resztę czasu robisz, co chcesz. Tutaj musisz być dostępna przez całą dobę. Ponadto bardzo trudno wyjść z tego świata, stajesz się ekonomicznie i wizerunkowo zależna od przełożonych. W uprzedmiotawianiu kobiet pornografia odgrywa ogromną rolę. W filmach przedstawiane są zazwyczaj jako nic niewarte przedmioty, stworzone po to, by zaspokajać żądze
mężczyzn.

Podobno wiele kobiet pracujących w branży pornograficznej cierpi na zespół stresu pourazowego...
– Niestety tak. Dane z badań dotyczą wprawdzie kobiet pracujących jako prostytutki, jednak ten problem na pewno obejmuje także aktorki porno. Wyniki tych badań pokazały, że prostytuowane kobiety miały wyższy poziom stresu pourazowego niż weterani wracający z wojny! Co więcej, grupą najbardziej cierpiącą na tego typu zaburzenia były te, które zanim stały się prostytutkami, pracowały w przemyśle pornograficznym. Czemu tak się dzieje? Przede wszystkim dlatego, że nie można zostać „byłą aktorką porno”. Dziewczyny, które odeszły z prostytucji, często tworzą grupy wsparcia, głośno mówią o tym, jak wyglądało ich życie, walczą o zmianę systemu. Nie obserwujemy czegoś takiego wśród porno-gwiazd.

Dlaczego?
– Bo kiedy zagrasz w takim filmie, twój wizerunek krąży potem po całym świecie, a ty nie masz nad tym kontroli. Możesz od dawna już nie pracować w pornografii, ale nadal będziesz z nią kojarzona. Będziesz na ulicy spotykać mężczyzn, którzy masturbowali się, oglądając cię na ekranie... Robiłam kiedyś wywiad z dziewczyną, która odeszła z tego biznesu. Wydawała się pewna siebie, szczęśliwa, założyła własną firmę, miała wielkie plany na przyszłość. Byłam pozytywnie zaskoczona, że tak dobrze sobie radzi. Kiedy już się żegnałyśmy, złapała mnie za rękę i powiedziała, że chciałaby coś dodać. Oznajmiła, że gdyby ktoś dał jej wybór: możesz żyć długo i szczęśliwie lub żyć tylko rok, jednak wszystkie filmy porno z twoim wizerunkiem zostaną zniszczone, nie wahałaby się ani chwili – wybrałaby drugą opcję. To pokazuje, jak silny wpływ na życie ma udział w filmach porno.

PTSD to jeden z problemów. Psychicznych i fizycznych skutków, których doświadczają kobiety pracujące w przemyślę pornograficznym, jest znacznie więcej.
– Zdecydowanie. Mają problemy z dziąsłami, z układem pokarmowym, są nosicielkami wirusa HPV i HIV. Poza tym ta branża zmienia świadomość kobiet. Uczą się, że będą równe mężczyznom, jeżeli będą uprawiały tak dużo seksu jak oni. Traktują to jako wyznacznik wolności. Trochę jak w Nowym wspaniałym świecie Huxleya. Zero emocji, brak więzi, ważne jest tylko, by „zaliczyć”. Niestety, o ile mężczyznom posiadanie wielu partnerek seksualnych podnosi poczucie własnej wartości, w przypadku kobiet działa to zupełnie odwrotnie. W jednym z czasopism kobiecych przeczytałam radę, jak się zachować, kiedy zostało się na noc u przygodnego faceta...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy