Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

6 lutego 2018

Zła kobieta dobra jest

22

Z całej palety emocji, które wolno przeżywać „uczuciowym” kobietom, wykreślono jedno uczucie: złość. Zarezerwowano ją tylko dla „twardych” mężczyzn. Ten arbitralny podział uczuć na kobiece i męskie wyrządza wiele szkód. Kobiety potrzebują swojej złości. Nie są w stanie jej ukryć, schować pod płaszczykiem łagodności. Tłumiona złość wybucha, obracając się i przeciw kobiecie, i przeciw jej bliskim.

TYLKO DO 4 LUTEGO! NIE ZWLEKAJ. ZAMÓW TERAZ!

Mężczyźnie można wybaczyć złość, ale kobiecie – nigdy! Kobieta może się bać, martwić, smucić, ale złościć?... Nie! Taka opinia dominuje w powszechnej świadomości. A przecież, jak dowodzi amerykański psycholog Robert Plutchik, złość jest podstawową emocją. Pojawia się jako naturalna reakcja na ograniczenia i przeszkody, które stoją nam na drodze i uniemożliwiają zaspokojenie ważnych dla nas potrzeb. Złość odczuwają i kobiety, i mężczyźni, tylko różnie ją wyrażają.

Mężczyźni wprost ujawniają swój gniew, sprzeciw, stosują agresję fizyczną. Kobiety skrywają swą złość za woalką ironii, uszczypliwości, irytacji, obrażania się i kobiecych fochów. Stąd już krok do – karykaturalnie ujmowanych w dowcipach – żon i teściowych, co to cały czas mają wszystko wszystkim za złe. Dlaczego tak się dzieje?

Azjatka czy megiera?

Amerykańska psycholog i psychoterapeutka Phyllis Chester, autorka książki Woman’s inhumanity to woman (Kobiece bestialstwo wobec kobiet) twierdzi, że kobiety ewolucyjnie wykształciły umiejętność wyrażania złości nie wprost, ponieważ doskonale zdają sobie sprawę, iż jest to cecha społecznie niepożądana u płci pięknej. Przyznając się do wrogości i zachowując się agresywnie, stałyby się – w oczach otoczenia – mniej kobiece, a przez to mniej atrakcyjne.

W naszym społeczeństwie nie ma przyzwolenia na kobiecą złość. Kobiety przedstawiane w literaturze, filmach są uczuciowe, łagodne, wszystko rozumieją i wybaczają. Można powiedzieć, że kobieta jest jak Azjata. Kulturowa definicja kobiecości obejmuje bowiem cechy charakterystyczne dla kolektywistycznej kultury Dalekiego Wschodu: nastawienie wspólnotowe, dbanie o harmonię w grupie, troska o dobre relacje z innymi ludźmi, opiekuńczość i udzielanie wsparcia, dążenie do łagodzenia wszelkich sporów. Nie ma tu miejsca na złość, gniew, walkę „o swoje”. Jak zauważają John Williams i Deborah Best w książce Measuring Sex Stereotypes (Stereotypy związane z płcią), w różnych kulturach stereotyp kobiety jest podobny i przypisuje jej pasywność i słabość. Agresja zarezerwowana jest głównie dla mężczyzn. Oni reprezentują cechy charakterystyczne dla amerykańskiej i zachodnioeuropejskiej kultury indywidualistycznej: niezależność, autonomię.

Oni osadzani są najczęściej w roli niezależnych, zorientowanych na osiągnięcia przywódców – nastawionych instrumentalnie, skoncentrowanych na zadaniu, rozwiązaniu problemu i odniesieniu indywidualnego sukcesu. Kobiety, jeśli mają jakieś osiągnięcia, sukcesy życiowe, to zawdzięczają je swojej urodzie, intuicji, łagodności i seksapilowi. Gdy zdecydowanie, wprost wyrażają swoją opinię, próbują jasno wyznaczać granice, kategorycznie nie zgadzając się na coś – to natychmiast zyskują miano walczących feministek, babochłopów i kastrujących megier.

Mężczyźni najczęściej nawet nie słuchają wtedy, co kobieta mówi, nie ustosunkowują się do treści wypowiedzi, użytych argumentów – skupiają się jedynie na tym, w jaki sposób została sformułowana. Kwitują wypowiedź stwierdzeniem: „złość piękności szkodzi” i sugerują koleżance, żonie lub córce, żeby się już dłużej nie spierała. Jeśli kobieta nie ulegnie tej sugestii, to – jak dosadnie ujmuje to psychoterapeuta William Gray DeFoore – „bardzo często ryzykuje, że zostanie określona suką lub jędzą”.

Złość nie taka zła

Kobietom przypisujemy większą emocjonalność. Kultura daje im prawo do przeżywania smutku, lęku, strachu. Jednak jest to tylko część z bogatej palety emocji, i to tych związanych z bezsilnością. Tylko męskość kojarzona jest z doświadczaniem emocji władczych, złości i gniewu. Ten podział uczuć na kobiece i męskie jest nieuzasadniony i wyrządza wiele szkód. Obu stronom. Kobiety potrzebują swojej złości, podobnie jak mężczyźni prawa do odczuwania strachu i smutku. Wszystkie emocje, których doświadczamy, można zrozumieć i wykorzystywać w zdrowy sposób.

PONIŻEJ DALSZA CZĘŚĆ ARTYKUŁU

Złość, której doświadczamy, napotykając na jakieś przeszkody, pomaga je pokonać, uporać się z trudną sytuacją, osiągnąć ważne dla nas cele. Mylnie utożsamiana z wściekłością i utratą kontroli, złość jest uczuciem stworzonym przez naturę dla naszej ochrony. Pojawia się w reakcji na coś, co nas obraża, pozwala stawić opór, wyznaczyć granice. Jest naszym sprzymierzeńcem w zdobywaniu tego, czego pragniemy i egzekwowaniu tego, co w naszym odczuciu nam się należy.

Towarzyszy jej przeświadczenie, że daną sytuację – jakkolwiek byłaby trudna – można zmienić, naprawić. Jeżeli jedyną naszą reakcją byłby wtedy smutek, nie bylibyśmy skłonni działać. Pozostałaby bezsilność, rezygnacja i przeświadczenie o niemożności wpływu na sytuację. Złość niekiedy decyduje o naszym przetrwaniu. Bez niej w obliczu niebezpieczeństwa odczuwamy jedynie paraliżujący strach. Pod względem fizjologicznym złość przygotowuje organizm do działania, do podjęcia i podtrzymania na najwyższym poziomie aktywności ukierunkowanej na cel.

Jest ona także istotną częścią zdrowego systemu granic. Bez umiejętności wyrażania niezgody, sprzeciwu, niezwykle trudno o poczucie bezpieczeństwa w relacji z kimś i zaufanie do siebie. Stajemy się wówczas podatni na zranienia, bliskość z drugim człowiekiem jawi się nam jako coś niebezpiecznego, zagrażającego. By...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy