Wiosna przyszła cicho, jakby ktoś odkręcił światło po długiej zimie. Na bulwarach znów pojawili się rowerzyści, psy ciągnęły swoich właścicieli w stronę trawy, dzieci rozsypały się po placach zabaw jak kolorowe klocki. Poszedłem na spacer bez większego planu, trochę żeby się przewietrzyć, trochę żeby zobaczyć, czy wszystko jest na swoim miejscu. I przez chwilę było. Bo kiedy patrzyłem na dzieci, przypomniałem sobie siebie. Asfaltowe boisko, kapsle, które miały większą wagę niż niejeden dzisiejszy problem. Patyki zamieniające się w broń, krzaki w bazy, a zwykłe popołudnie w coś na kształt przygody. Świat był wtedy prostszy. Albo przynajmniej tak go pamiętam. Pod koniec podstawówki chcieliśmy już czegoś więcej. Być kimś. Najlepiej kimś widocznym. Marzyliśmy o nagrywaniu filmów, o śmiesznych scenkach, o tym, żeby ktoś nas oglądał. Żeby ktoś nas zauważył. To była nasza wersja „bycia kimś”. Patrzę na te dzieci dziś i widzę, że coś się przesunęło. Nie budują baz. Nie ganiają z patykami. Mogłyby, przestrzeń jest ta sama, ale wy...
Dołącz do 50 000+ czytelników, którzy dbają o swoje zdrowie psychiczne
Otrzymuj co miesiąc sprawdzone narzędzia psychologiczne od ekspertów-praktyków. Buduj odporność psychiczną, lepsze relacje i poczucie spełnienia.