Karolina Mazgaj: Możemy dbać o siebie, poprawiać kondycję skóry, pracować z napięciami i nie prowadzić wojny z własnym odbiciem w lustrze. Właśnie na tym polega dojrzałe podejście do piękna

Materiały partnera

Zaciskamy szczękę, marszczymy czoło, unosimy barki, wstrzymujemy oddech. Często nawet nie wiemy, że żyjemy w stanie ciągłego napięcia, dopóki nie zaczyna ono być widoczne na twarzy. Czy stres i niewyrażone emocje rzeczywiście mogą zostawiać na niej swój ślad? I co mówią o naszym sposobie życia napięta szyja, zaciśnięta szczęka czy barki?

W rozmowie z Karoliną Mazgaj, znaną w sieci jako @mazgajevska, przyglądamy się twarzy nie tylko jako części ciała, o którą chcemy zadbać, lecz także jako przestrzeni, w której spotykają się emocje, stres, codzienne nawyki i sposób, w jaki funkcjonujemy. Rozmawiamy też o tym, czym jest powięź, jak napięcia w jednej części ciała mogą wpływać na inne i dlaczego tak trudno nam naprawdę odpocząć. A także o starzeniu się i presji młodego wyglądu, której ulega większość z nas.

Zarówno w swoich social mediach, jak i w książce „Z masażem Ci do twarzy” pokazuje Pani twarz nie jako odrębny element, ale część całego ciała. Jak bardzo to, co dzieje się z szyją, barkami, klatką piersiową, może być widoczne na twarzy?

Bardzo. I myślę, że to jest jedna z najważniejszych rzeczy, które chciałabym przekazać kobietom. Twarz nie kończy się na linii żuchwy. Jest częścią całego ciała. Jeśli mamy napięcia w okolicy szyi, uniesione i spięte barki, zamkniętą klatkę piersiową i godzinami siedzimy z głową wysuniętą do przodu, prędzej czy później zobaczymy tego konsekwencje również na twarzy.

Dlatego w swojej pracy nigdy nie skupiam się wyłącznie na policzkach czy czole. Zanim zaczniemy intensywnie pracować z twarzą, warto rozluźnić barki, szyję, popracować z oddechem i postawą. Działamy holistycznie na całe ciało. To bardzo ważne. Czasami największą różnicę w wyglądzie twarzy daje właśnie to, co robimy z ciałem, z napięciami.

Dużo mówi Pani o powięzi. Ten termin coraz częściej pojawia się w sieci w kontekście pracy z ciałem, ale wiele osób nadal niewiele o tym wie. Czym właściwie jest powięź i dlaczego ma ona tak duże znaczenie dla wyglądu twarzy?

Najprościej mówiąc, powięź to tkanka łączna, która otacza i łączy mięśnie i inne struktury ciała. Lubię ją porównywać do przestrzennej sieci, która przebiega przez całe ciało. Dzięki temu łatwiej zrozumieć, dlaczego napięcie w jednym miejscu może mieć wpływ na inne.

Na twarzy również mamy powięź. Jeśli przez lata utrwalamy określoną postawę, zaciskamy szczękę, marszczymy czoło czy wysuwamy głowę do przodu, może to wpływać na napięcia tkanek. Dlatego masaż twarzy traktuję szerzej. Nie jako „prasowanie zmarszczek”, ale jako świadomą pracę z tkankami i napięciem.

Czy zastój w ciele może być metaforą tego, jak żyjemy, czyli zatrzymujemy napięcia, mamy mało ruchu, nieuważnie oddychamy i wciąż zapewniamy siebie: jeszcze tylko zrobię jedną rzecz i odpocznę?

Myślę, że wiele kobiet świetnie zna ten schemat. Jeszcze jeden mail, jeszcze zakupy, jeszcze dzieci, jeszcze jedna rzecz do zrobienia i dopiero wtedy odpocznę. Tylko że ten moment często nie przychodzi.

Ciało potrzebuje ruchu, oddechu i regeneracji. Układ limfatyczny też korzysta z ruchu mięśni i oddechu, bo nie ma własnej pompy takiej jak serce. Dlatego czasami kilka minut spaceru, spokojnego oddechu czy automasażu jest dla ciała bardziej wartościowe niż kolejny kosmetyk nałożony w pośpiechu.

Czy twarz może wyglądać starzej nie dlatego, że mamy „złą skórę”, ale dlatego, że jesteśmy permanentnie spięci? Co stres robi z mięśniami, powięzią i naszym ogólnym wyglądem?

Oczywiście na starzenie wpływa wiele czynników, między innymi genetyka, hormony, słońce czy naturalne zmiany zachodzące z wiekiem. Ale przewlekłe napięcie również może być widoczne na twarzy. Prosty przykład to zaciskanie szczęki albo ciągłe marszczenie czoła. Jeżeli powtarzamy taki wzorzec każdego dnia, mięśnie są stale angażowane, a mimika zaczyna się utrwalać. Stres wpływa też na sen, regenerację i nasze codzienne nawyki. Dlatego nie lubię patrzeć na zmarszczkę jak na wroga. Czasami warto najpierw zapytać: dlaczego cały czas marszczę czoło?

Zaciskanie szczęki, marszczenie czoła, unoszenie brwi, napięta szyja – czy są to czasem fizyczne ślady emocji, których nie potrafimy albo nie mamy jak rozładować?

Tak, chociaż byłabym ostrożna z przypisywaniem konkretnej emocji do konkretnej zmarszczki. Nie możemy spojrzeć na czyjąś twarz i powiedzieć: „Tu masz smutek, a tutaj złość”. To byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Możemy natomiast obserwować swoje reakcje. Jedna osoba w stresie zaciska szczękę, druga unosi barki, ktoś inny marszczy czoło lub mruży oczy. Jeżeli robimy to przez wiele godzin każdego dnia, ciało przyzwyczaja się do takiego napięcia. I właśnie dlatego automasaż może być też chwilą zatrzymania i zauważenia własnego ciała.

O emocjach właśnie bardzo dużo piszę w mojej książce, a także o tym, jaki wpływ mogą mieć na naszą twarz.

W książce pojawia się „mapa napięć twarzy”. Czy z twarzy rzeczywiście można wyczytać, gdzie dokładnie kumulujemy stres i emocje? Które miejsca najczęściej zdradzają, że jesteśmy przeciążeni?

„Mapa napięć” może nam bardzo pomóc zaobserwować siebie. Nasze emocje czy reakcje. Pomaga zwrócić uwagę, jak twarz reaguje w danej sytuacji.

Najczęściej swoje emocje przenosimy na okolice żuchwy, skroni, czoła, przestrzeń między brwiami, szyję i barki. Tu mogą się kumulować napięcia związane na przykład ze stresem. Wiele osób dopiero podczas masażu odkrywa, jak mocno ma napięte te miejsca.

Mówi Pani również o limfie. Jak rozpoznać, że warto popracować nad jej przepływem? Czy obrzęknięta twarz może być tego dowodem? Co radziłaby Pani kobietom, które zwróciłyby się do Pani z takim problemem?

Obrzęk twarzy może mieć wiele przyczyn, dlatego nie każdy obrzęk oznacza problem z limfą. Układ limfatyczny natomiast rzeczywiście odpowiada między innymi za odprowadzanie nadmiaru płynu z tkanek na przykład twarzy.

Jeżeli mówimy o typowej porannej opuchliźnie, można zacząć bardzo delikatnie. Od ruchu, spokojnego oddechu i łagodnego masażu, opukiwania twarzy opuszkami palców. W przypadku twarzy zawsze podkreślam, że mocniej nie znaczy lepiej. Drenaż powinien być delikatny. Jeżeli jednak obrzęk jest nagły, jednostronny, bolesny albo długo się utrzymuje, nie próbowałabym rozwiązywać go masażem. Wtedy warto skonsultować się z lekarzem i znaleźć jego przyczynę.

Tech neck, czyli tzw. szyja technologiczna, to dziś temat dotyczący niemal każdego, kto godzinami patrzy w telefon lub komputer. Co dokładnie dzieje się wtedy z mięśniami, tkankami i wyglądem twarzy?

Spójrzmy, jak trzymamy telefon. Głowa idzie do przodu i w dół, szyja jest zgięta, barki często zaokrąglają się do przodu. I tak potrafimy spędzić kilka godzin dziennie. Taka postawa bardzo szkodzi właśnie twarzy. Odpowiada między innymi za powstawanie drugiej brody.

Jeżeli powtarzamy to każdego dnia, przeciążamy określone struktury szyi i utrwalamy niekorzystną postawę. Dlatego zamiast kupować kolejny „cudowny” produkt na szyję, czasami warto zacząć od banalnej rzeczy: podnieść telefon wyżej, robić przerwy, rozciągać szyję i klatkę piersiową. Pamiętajmy, że nasze codzienne nawyki mają ogromne znaczenie.

Czy można codziennie wydawać fortunę na kosmetyki, a jednocześnie własnymi nawykami sabotować wygląd twarzy? Jakie zachowania robią jej największą krzywdę?

Można mieć pół łazienki kosmetyków, a jednocześnie spać po pięć godzin, cały dzień siedzieć bez ruchu, zaciskać szczękę, nie chronić skóry przed słońcem i przez kilka godzin patrzeć w telefon z głową opuszczoną w dół.

Nie jestem przeciwniczką kosmetyków. Sama bardzo lubię. Ale żaden krem nie zastąpi snu, ruchu, ochrony przeciwsłonecznej czy zdrowych nawyków, które mają wpływ na nasze ciało, twarz i zdrowie. Zawsze to powtarzam, nawyki są bardzo ważne. Uważam, że pielęgnacja działa najlepiej wtedy, kiedy przestajemy patrzeć wyłącznie na słoiczek kremu jak na remedium na wszystkie problemy, a zaczynamy patrzeć na siebie całościowo. Podchodzimy holistycznie do ciała. Odstawiamy to, co nam nie służy, i robimy to, co dla nas jest najlepsze.

Zdradziła Pani również, że zmaga się z lipodemią, czyli obrzękiem tłuszczowym najczęściej związanym z hormonami. Choroba ta bardzo często odbiera kobietom poczucie sprawczości. Co powiedziałaby Pani kobiecie, która przez lata uważała, że jej ciało jest „jej winą”?

Powiedziałabym przede wszystkim, żeby przestała oceniać swoje ciało wyłącznie przez pryzmat tego, jak wygląda. Warto przyjrzeć się swoim nogom i w razie wątpliwości zasięgnąć porady flebologa [lekarz od żył – przyp. red.]. Lipodemia nie jest po prostu kwestią „za dużej ilości jedzenia” czy braku silnej woli. To przewlekła choroba tkanki tłuszczowej. Powtarzam – choroba, która dotyczy aż dziesięciu procent kobiet na świecie! Jest nieuleczalna, ale można złagodzić jej objawy. Jest często genetyczna, ma związek również z hormonami, lecz nie zawsze. Jej całkowita przyczyna nadal pozostaje nieznana.

Dla mnie bardzo ważne było zrozumienie własnego ciała. Kiedy wiemy, z czym mamy do czynienia, możemy szukać właściwej pomocy i przestajemy prowadzić ze sobą nieustanną walkę. Ciało nie zawsze zachowuje się tak, jak byśmy chciały, ale nadal zasługuje na troskę, ruch, dotyk i szacunek.

Na szczęście o lipodemii wie już coraz więcej lekarzy, to bardzo dobra wiadomość dla nas – kobiet z tą choroba.

W pewnym momencie życia przestajemy wyglądać tak, jak wyglądaliśmy dwadzieścia czy nawet dziesięć lat wcześniej. Czy Pani zdaniem można się nauczyć starzeć bez ciągłego poczucia, że coś z nami jest nie tak?

Myślę, że właśnie tego powinniśmy się nauczyć. Social media bardzo zmieniają postrzeganie nas samych, niekoniecznie pozytywnie. Nie chcę wyglądać tak jak dwudziestolatka, bo nią nie jestem i już nie będę. Ale mogę się czuć świetnie w wieku, w którym jestem obecnie, czyli po czterdziestce!

Masaż twarzy nie jest dla mnie walką ze starzeniem. To sposób dbania o siebie, o swoje ciało i o to, jak się w nim czuję. Zmarszczka nie oznacza, że coś z nami jest nie tak. Starzenie się jest naturalne. Ale my również możemy wpłynąć realnie na zdrowie naszych tkanek, a także na ich wygląd. Możemy dbać o siebie, poprawiać kondycję skóry, pracować z napięciami i jednocześnie nie prowadzić wojny z własnym odbiciem w lustrze. Dla mnie właśnie na tym polega dojrzałe podejście do piękna.

Po prostu podejdźmy do siebie z troską i dajmy sobie kilka minut odpoczynku w ciągu dnia, wykonując na przykład masaż twarzy.

Więcej w książce Karoliny Mazgaj: Z masażem Ci do twarzy, wyd. Sensus, Gliwice 2026, link do księgarni: https://editio.pl/go-z-masazem-charaktery

Przypisy

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI