Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

KAPITALIZM PO POLSKU

0 458

Nie mamy w sobie typowych cech kapitalistów - pracę niespecjalnie szanujemy, marnowanie czasu to dla nas nie jest przestępstwo, oszczędność nie jest naszą cnotą, a do bogatych podchodzimy z nieufnością.

Już przeszło sto lat temu Max Weber dowodził, że istnieje zależność między religią dominującą w danym kraju a jego rozwojem gospodarczym, sposobem funkcjonowania społecznego i zamożnością. Korzeni kapitalizmu doszukiwał się w mentalności i świadomości ludzi, a więc w czynnikach psychologicznych, a nie ekonomicznych (np. twardym, wymienialnym pieniądzu, wolnym rynku, konkurencji). Studiując kulturę poszczególnych krajów (skupiał się głównie na charakterystycznych dla danych krajów religiach), doszedł do wniosku, że mentalność prokapitalistyczna rozwinięta jest najlepiej w państwach protestanckich. W protestanckim systemie etycznym Weber wyróżnił cztery wartości, które jego zdaniem posłużyły za fundament kapitalizmu.

Pierwszą jest stosunek do pracy i solidność zawodowa. Dla protestantów praca to powszechny obowiązek (jako nieproduktywne zlikwidowano np. zakony, potępiono jałmużnę dla próżniaków i żebraków). Drugą wartością jest stosunek do czasu. Protestanci bardzo wysoko go cenią, jest on dla nich synonimem pieniądza i dlatego ma być wypełniony pracą, a nie marnowany na rozrywki i życie towarzyskie. Czas wolny i próżniactwo uznają oni za źródło grzechu. Trzecią wartość – sukces ekonomiczny i dorobienie się – wyznawcy religii reformowanej traktują jako widomy rezultat uczciwego życia, natomiast ubóstwo uważają za skutek lenistwa i innych wad. Ich zdaniem bowiem Bóg pomaga tym, którzy sami sobie radzą, zaś charakter jest wszystkim, a okoliczności niczym. Czwarta wartość to szacunek dla oszczędności i skromności oraz potępienie dla rozrzutności i wystawności. Zdaniem protestantów człowiek religijny ma ciężko pracować, lecz mało wydawać, czyli gromadzić kapitał, a nie używać życia.

Idee Webera spotkały się z dużym zainteresowaniem nauk społecznych. Tezę o przyczynieniu się etyki protestanckiej do rozwoju kapitalizmu potwierdzili też inni badacze. W psychologii najbardziej znane są prace Davida McClellanda, który z jednej strony wykazał związek poziomu ekonomicznego kraju z dominującą w nim religią, z drugiej zaś to, że proces socjalizacji w rodzinach protestanckich bardziej (niż w rodzinach katolickich) stymuluje i rozwija potrzebę osiągnięć. Związek pomiędzy protestantyzmem jako dominującą religią a produktywnością nie ulega wątpliwości, choć otwarta pozostaje kwestia, co tu jest przyczyną, a co skutkiem – czy akceptacja etyki protestanckiej prowadzi do wzrostu produktywności, czy na odwrót.

Wielu badaczy, zainspirowanych ideą Webera, próbowało skonstruować narzędzia mierzące „protestancką etykę pracy”. Stworzyli kilka różnych skal, za pomocą których starali się empirycznie określić związki pomiędzy akceptacją etyki protestanckiej a różnymi czynnikami psychologicznymi. Przy ich użyciu dokonywali również porównań międzykulturowych, natrafiając przy tym na pewne trudności interpretacyjne. Na przykład badanie Adriana Furnhama i Rangaswamy Rajamanickama pokazało między innymi, że etyka protestancka bliższa jest Hindusom niż Anglikom. W innym badaniu mieszkańcy Indii także osiągali najwyższe wyniki, mieszkańcy Hongkongu i Izraela – przeciętne, a żyjący w kulturowym kręgu protestantyzmu Amerykanie, Anglicy czy Nowozelandczycy – najniższe. Oczywiste też jest, że licznych wyznawców i realizatorów etyki protestanckiej znaleźć można w krajach, w których poglądy Jana Kalwina czy Marcina Lutra nie cieszą się zbytnią popularnością (by wspomnieć Japonię, Singapur czy inne „tygrysy” południowoazjatyckie).

Problemy tego typu powodują, że często kwestionowana bywa zasadność samego terminu „etyka protestancka” (zarzuca się mu zbyt mocne zakotwiczenie historyczne i geograficzne). Dlatego też Bogdan Wojciszke zaproponował termin „etyka produktywności”, który oznacza system przekonań opierający się na takich wartościach, jak pracowitość, skuteczność, użyteczność, oszczędność, odraczanie gratyfikacji i sukces, oraz odrzucający takie grzechy, jak lenistwo, bezproduktywność, marnotrawstwo (dóbr i czasu), nadmierna konsumpcja, porażka.

Ponieważ w Polsce „budujemy kapitalizm”, ważne jest pytanie o to, czy i jak dalece wyznajemy etykę produktywności. Zacznijmy więc od pierwszej kwestii – praca. Podstawowym problemem jest tu szacunek dla niej. Choć w Polsce utrzymuje się dosyć wysokie bezrobocie, przedsiębiorcy skarżą się jednocześnie, że miewają ogromne trudności ze znalezieniem solidnych i godnych zaufania pracowników. Z raportu „Polityki” wynika, że ponad 20 mln Polaków korzysta z różnego rodzaju zasiłków – dla 10 mln są one jedynym lub głównym źródłem utrzymania. Wśród pracujących kult pracy, jak się wydaje, także jest pojęciem dość abstrakcyjnym. W jednym z badań socjologicznych pytano respondentów, co spotyka w ich zakładzie pracy kogoś, kto źle pracuje. Zaledwie jedna czwarta odpowiedziała, że człowiek taki jest zwalniany, 35 proc. – że daje się mu szansę poprawy, 15 proc. – że przesuwa się na inne stanowisko, 17 proc. – że toleruje się takie zachowania, 9 proc. – że po prostu takiej postawy się nie dostrzega.

Praca nie wydaje się Polakom odpowiednim środkiem do uporania się z finansowymi problemami. Dlatego też w obliczu niedoboru pieniędzy większość skłonna jest raczej zapożyczyć się lub skorzystać z pomocy krewnych (56 proc.) albo zacisnąć pasa (87 proc.) niż podjąć dodatkową pracę (15 proc.). Choć nasz stosunek do pracy jest daleki od ideału, to jednak większość z nas wcale nie marzy o tym, żeby w ogóle nie pracować. Z badań Dariusza Dolińskiego wynika, że wcale nie pracować chciałoby tylko (lub aż) 24 proc. badanych. Najczęściej chcieliby pracować troszkę – nie więcej niż dwie godziny dziennie (48 proc.). Natomiast pracować przez 8 godzin dziennie (wliczając w to obowiązki domowe) chciałoby 8 proc. badanych. Ogólnie powiedzieć można, że większość wie, iż całkowita bezczynność mogłaby być dokuczliwa, i dla higieny chcieliby coś czasem zrobić.

Kolejna kwestia to nasz stosunek do czasu. Według etyki protestanckiej jego marnowanie jest jednym z najcięższych grzechów. Naganne są więc rozrywki, pogaduszki towarzyskie i spanie dłuższe niż od sześciu do ośmiu godzin. A ile my śpimy? Można się o tym dowiedzieć z badań Demoskopu. Okazało się, że czas, jaki poświęcamy na sen, mieści się w granicach protestanckiej „przyzwoitości” – 7 godzin i 50 minut (a w miastach powyżej 200 tys. mieszkańców nawet 7 godzin i 26 minut). Z kolei Doliński zapytał badanych, ile chcieliby spać, gdyby mogli. Okazało się, że znakomita większość chciałaby spać ponad 9 godzin (średnia: 9 godzin i 26 minut).

Stosunek do czasu to rzecz jasna nie tylko kwestia długości snu. Zdaniem Jadwigi Mizińskiej osoby wychowujące się w rzeczywistości komunistycznej traktują czas tak, jak trakto...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy