Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

JĘZYK: NASZ ZNAK FIRMOWY

0 508

Czym się różni podejście psychologa do języka od podejścia psycholingwisty? Obaj, podobnie jak wielu innych badaczy, traktują język jako z jednej strony narzędzie myślenia (czy szerzej poznania), a z drugiej – porozumiewania się. IDA KURCZ wyjaśnia, czym jest Uniwersalna Gramatyka.

Tyle że w ujęciu czysto psychologicznym owo narzędzie staje się jakby przezroczyste dla treści, jakie wyraża. Semiotyczna teza o przezroczystości znaku dla przekazywanego przezeń znaczenia znajduje tu pełne zastosowanie. Psychologa interesuje przebieg i struktura myślenia czy interakcji werbalnych, a nie struktura języka. Psycholingwista natomiast zafascynowany jest przede wszystkim strukturą języka właśnie. Cóż takiego tkwi w tym narzędziu, w odróżnieniu od innych form naszego myślenia i komunikowania się, że wyrasta ono na znak firmowy gatunku „homo sapiens”?

Wiadomo, że wszystkie dotąd poznane plemiona ludzkie posługują się językiem. Co jest wspólnego we wszystkich językach, co by uprawomocniało tezę o wrodzonej naszemu gatunkowi zdolności językowej? I dlaczego taką wrodzoną zdolność coraz więcej autorów (za Noamem Chomskim) nazywa Uniwersalną Gramatyką, a nie na przykład Uniwersalną Fonologią czy Uniwersalną Semantyką? Ale czy owa Uniwersalna Gramatyka jest jedynym i wystarczającym wyznacznikiem biologicznych uwarunkowań języka?

Matematyczna teoria informacji wprowadza pojęcie kodu (znanego nadawcy i odbiorcy przekazu), tj. pewnego zbioru znaków czy sygnałów, którym przypisane są określone znaczenia. Istnieją kody sztuczne – stworzone przez człowieka (np. system znaków drogowych), i naturalne (np. różne „języki zwierząt”, czasem bardzo subtelnie różnicujące typowe dla danego gatunku zagrożenia: pewne gatunki małp wydają dêwięki inne na oznaczenie lamparta, inne na oznaczenie jastrzębia czy węża). Kody te nazywamy jednoklasowymi – jakiejś jednej klasie znaków odpowiadają ściśle określone znaczenia. Wielokrotne próby potraktowania w taki sposób języka okazały się nietrafne. Cóż bowiem stanowi tu znak? Dêwięk mowy (tzw. fonem), wyraz czy zdanie? Znaczenie zdania na ogół nie jest po prostu sumą znaczeń składających się na nie wyrazów, a fonemy z definicji znaczenia nie posiadają. W odróżnieniu od owych jednoklasowych kodów, język określa się jako system dwuklasowy (w lingwistyce mówi się o podwójnej artykulacji czy o dwóch poziomach artykulacji). W uproszczeniu możemy to przedstawić następująco: z możliwej puli fonemów (abstrakcyjnie wyodrębnionych jednostek dêwiękowych występujących w językach ludzkich), których jest około 100, każdy język ogranicza się średnio do około 30 – i z tych pozbawionych znaczenia jednostek buduje pewną liczbę wyrazów, czy ściślej morfemów, najmniejszych jednostek znaczących języka. Mamy więc Uniwersalną Fonologię – owe możliwe do artykulacji dêwięki mowy. Możemy też zastanawiać się nad Uniwersalną Semantyką, czyli nad zakresami bądê polami znaczeń, jakie ludzie różnym kombinacjom owych fonemów przypisują. Byłby to pierwszy poziom artykulacji językowej. Wyobraêmy go sobie w postaci jakiegoś słownika (w odniesieniu do pojedynczego człowieka mówimy o słowniku umysłowym). Drugi poziom artykulacji, czyli poziom kombinacji wyrazów w zdania, wymaga – jak pamiętamy ze szkoły – reguł składni. I tu pojawia się owa Uniwersalna Gramatyka (dalej UG).

Czy język nie mógłby jednak funkcjonować bez tej całej gramatyki? Mógłby i funkcjonuje – w warunkach utrudnionej komunikacji (tzw. styl telegraficzny) lub w warunkach braku wspólnego języka (tzw. pidżyn). Sądzi się, że zanim jakiś gatunek „homo” rozwinął ów podwójnie artykułowany język (i stał się tym samym „homo sapiens”), posługiwał się jakimś protojęzykiem w formie zbioru znaków dêwiękowych (i/lub manualnych) z odpowiadającymi im określonymi znaczeniami. Istota języka polega bowiem na tym, że na drugim poziomie artykulacji można przypisywać nowe znaczenia zdaniom powstałym w wyniku kombinacji jednostek już posiadających znaczenie i że posługując się skończonymi środkami (wyrazami danego języka i zbiorem reguł ich kombinacji), można tworzyć i rozumieć teoretycznie nieskończoną liczbę zdań.

Jak wynika z różnych prób symulacji ewolucji biologicznej języka (por. Nowak i in.), efektywność jednoklasowego kodu komunikacji jest nawet większa, jeśli liczba jego znaków (sygnałów) nie przekracza pewnego krytycznego progu (około 400 sygnałów). Powyżej tej granicy efektywniejszy okazuje się system dwuklasowy. Także współcześnie rozbudowywanie pidżynu (zwłaszcza w drugim pokoleniu) prowadzi w sposób nieunikniony do pojawienia się tzw. języka kreolskiego z pełną gramatyką. Tak więc UG staje się synonimem owej wrodzonej, biologicznie uwarunkowanej zdolności językowej, która pozwala tworzyć i rozumieć zdania w danym języku. Ale przecież reguły składniowe poszczególnych języków bardzo się między sobą różnią. Sądzi się jednak, że można je sprowadzić do kilku powszechnie obowiązujących zasad, które realizowane są za pomocą różnych parametrów, jakie poszczególne języki wybierają. Weêmy prosty przykład: wszystkie języki wyodrębniają orzeczenie zdania, czyli jakąś czynność (V), wykonawcę tej czynności (podmiot – S) oraz jej odbiorcę (osobę, przedmiot, miejsce itp., na które czynność jest skierowana, czyli dopełnienie – O). Kolejność występowania tych składników w zdaniu może być różna. Układ: SVO lub SOV przyjmuje większość języków. Pozostałe stosują jeszcze układy: VSO i VOS (ten ostatni bardzo rzadko). Innych kombinacji nie stwierdzono. W przykładzie parametrem jest taki czy inny układ, a zasadą – przyjmowanie owych strukturalnych składników zdania.

Można czasem spotkać się z opinią, że język manualny, którym posługują się osoby niesłyszące, to przykład języka bez składni. Nic bardziej błędnego! Charakteryzuje się on taką samą podwójną artykulacją (tyle że nie dêwięków, a znaków m...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy