Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Ja wiedziałem, że tak będzie

0 536

Skłonni jesteśmy postrzegać minione wydarzenia jako bardziej prawdopodobne, wręcz nieuchronne. I nabieramy przekonania, że byliśmy w stanie je przewidzieć. Złudzenie mądrości po fakcie prowadzić może do podejmowania ryzykownych decyzji i naraża nas na niepowodzenia.

Po wygranej Prawa i Sprawiedliwości w ostatnich wyborach parlamentarnych tylko nieliczni wydawali się zaskoczeni. Wielu natomiast zachowało się jak bohater piosenki Grzegorza Halamy i twierdziło: „Ja wiedziałem, że tak będzie”. A jeszcze w tygodniu poprzedzającym wybory przeciętny obywatel (bez względu na to, kogo popierał) skłaniał się ku opinii, że prawdopodobnie liderem będzie Platforma Obywatelska. Skąd ta nagła zmiana zdania?
Wyjaśnienia dostarcza nam zjawisko znane jako złudzenie mądrości po fakcie (ang. hindsight bias). Pierwszy opisał je Baruch Fischhoff w połowie lat 70. dwudziestego wieku. Zauważył on, że ludzie mają tendencję do przeceniania prawdopodobieństwa tych zdarzeń, których rezultaty znają. Gdy już wiemy, co się stało, nabieramy przekonania, że przewidzieliśmy albo byliśmy w stanie przewidzieć to zdarzenie. Tak było w przypadku komentarzy po atakach z 11 września 2001 roku. Kiedy opadło napięcie, zaczęły pojawiać się głosy obwiniające rząd o brak wyobraźni. Dla wielu osób stało się oczywiste, że ataki można było przewidzieć, a co za tym idzie – zapobiec im. Choć sytuacja przed nimi wcale nie była tak jednoznaczna, jak post factum sugerują krytycy.

Wyborca mądry po fakcie

Teraz, gdy już znamy wyniki wyborów, zapewne większość z nas podałaby zniekształcone prognozy wyborcze. Szanse na wygraną PiS-u i PO oceniane post factum byłyby odpowiednio: zawyżone i zaniżone. Podczas wyborów do Bundestagu w 1998 roku trzej niemieccy badacze – Hartmut Blank, Volkhard Fischer i Edgar Erdfelder – postanowili sprawdzić, czy i w jakim stopniu głosujący ulegają złudzeniu mądrości po fakcie. Cztery miesiące przed wyborami poprosili studentów o ocenę szans poszczególnych partii na wygraną i o wskazanie, która partia (lub koalicja) zwycięży. Po wyborach te same osoby miały przypomnieć sobie swoje przewidywania. Okazało się, że większość ocen przypominanych sobie przez studentów była zniekształcona i przesunięta w kierunku znanego im już wówczas wyniku. Wyborcy zmienili swoje wcześniejsze opinie, przypisali sobie większą niż w rzeczywistości zdolność przewidywania! Można powiedzieć, że dali się złapać w pułapkę myślenia wstecznego.

Niewinny po wyroku


Złudzenie mądrości po fakcie zaobserwowano w wielu sferach, na przykład w diagnozowaniu medycznym, ocenie werdyktów sądowych, prognozowaniu pogody, grze na giełdzie czy sporcie – czyli wszędzie tam, gdzie konieczne są jakieś przewidywania. Fred Bryant i Jennifer Brockway prosili studentów przed i po ogłoszeniu wyroku, by ocenili prawdopodobieństwo skazania bądź uniewinnienia amerykańskiego futbolisty OJ Simpsona. Okazało się, że osoby, które przed wyrokiem były przekonane, że będzie on skazujący, dwa dni po jego ogłoszeniu niżej szacowały prawdopodobieństwo takiego werdyktu sędziów.
Wygląda na to, że deformacje spowodowane mądrością po fakcie są zjawiskiem powszechnym. Gdy ludzie retrospektywnie oceniają prawdopodobieństwo jakiegoś zdarzenia (np. sukcesu programu „Praca dla absolwenta”), nie są w stanie zignorować informacji o jego ostatecznym wyniku (np. o spadku bezrobocia wśród absolwentów o 2 proc.). Dlatego często sądzą, że przewidzieli więcej, niż mogli rzeczywiście przewidzieć. Bywają i tacy, którym z perspektywy czasu wydaje się, że byli w stanie przewidzieć niemal wszystko.
Nasza aktualna wiedza, na przykład o tym, że zwyciężyło Prawo i Sprawiedliwość, może zniekształcać wizję tego, co minione. Szukając wyjaśnień danego stanu rzeczy, patrzymy wstecz i mimowolnie zaczynamy postrzegać kampanię wyborczą w kontekście zwycięstwa PiS-u. Zwracamy szczególną uwagę na efektywne posunięcia speców od marketingu politycznego (np. spoty reklamowe z ogołoconą lodówką i apteczką) i wyszukujemy (często selektywnie) inne przesłanki wskazujące na wygraną Prawa i Sprawiedliwości. Jednocześnie nie doceniamy czynników, które mogłyby doprowadzić do alternatywnych rozwiązań, w tym przypadku – zwycięstwa Platformy Obywatelskiej. W ten sposób niejako nadajemy sens minionym wydarzeniom. Fischhoff twierdzi, że za tę retrospektywnie uporządkowaną, aczkolwiek zniekształconą wizję przeszłości odpowiada mechanizm nazwany przez niego pełzającym determinizmem (ang. creeping determinism).
Pełzający determinizm odnosi się do postrzegania przeszłości przez pryzmat wiedzy o tym, co już się zdarzyło. Jeśli wiemy, że pomarańczowa rewolucja na Ukrainie zakończyła się sukcesem opozycji, to analizując historię tego kraju na przestrzeni ostatnich lat, możemy dojść do mylnego wniosku, że w zasadzie rewolucja była nieunikniona i wszystko wskazywało na to, że wcześniej czy później wybuchnie. Równocześnie fakty, które byłyby niezgodne z takim biegiem historii, często są przez nas pomijane. A stąd już blisko do deterministycznej wizji historii, w której to, co się wydarzyło, jawi się jako nieuchronne i nieuniknione.

Stało się, więc było nieuchronne

Przeceniamy trafność swojej wcześniejszej wiedzy, mimowolnie zapominamy o swoich błędnych prognozach i często skłonni jesteśmy postrzegać minione zdarzenia jako nieuchronne. Skąd się bierze ta tendencja? Badacze odwołują się do dwojakiego rodzaju mechanizmów odpowiedzialnych za pewność...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy