Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Ile człowieka jest w zwierzęciu

0 213

Badanie umysłów zwierząt to także poznawanie tego, co tkwi w ludziach.

Pogląd na to, ile zwierzęcia jest w ludziach lub – odwracając pytanie – jak ludzkie są zwierzęta, decyduje w znacznym stopniu o naszym stosunku do „braci mniejszych”. Od zawsze przybierał on dwie skrajne postaci. W czasach starożytnych symbolizowały je z jednej strony prace Arystotelesa, który dostrzegał w organizacji świata przyrody dążenie do doskonałości, z drugiej zaś Platona, który wykopywał przepaść między światem ludzi a zwierząt. Podobnie skrajne stanowiska pojawiają się w późniejszych wiekach, a ich egzemplifikacją mogą być np. poglądy św. Franciszka z Asyżu, znanego ze swej miłości do zwierząt, czy Kartezjusza, wedle którego dusza przynależna ludziom nie jest obecna u zwierząt, co czyni je podobnymi do maszyn. I rzeczywiście, w XVIII wieku, pełnym fascynacji techniką, pod wpływem filozofii Kartezjusza zwierzęta traktowano jak maszyny – pozbawione duszy, a także podstawowych doznań psychicznych, np. bólu. Doprowadziło to do pokazowych wiwisekcji. Ich celem było zademonstrowanie sposobu działania „mechanizmów” organizmu, np. serca, przepony, płuc itp.
W tak ukształtowany system poglądów wdarła się teoria ewolucji biologicznej Karola Darwina. Jej konsekwencje były nie do przecenienia. Oto bowiem angielski uczony twierdził, że między ludźmi a zwierzętami nie istnieje przepaść, która dzieliłaby te dwa całkiem odrębne światy zjawisk, istnieje natomiast dający się mierzyć dystans, większy lub mniejszy w zależności od analizowanego gatunku. Jeśli więc sensowną jest analiza porównawcza rozwoju filogenetycznego budowy serca czy szkieletu, równie sensowną będzie analiza porównawcza zachowania, a więc także psychiki. Badacze reprezentujący ten pogląd poszukiwali łączności między procesami psychicznymi ludzi i zwierząt. Rozumowanie było następujące: ponieważ można wykazać ciągłość rozwoju morfologicznego, anatomicznego i fizjologicznego, to prawdopodobnie tę samą regułę można zastosować do procesów psychicznych. Jeśli budowa gniazda przez ptaka da się porównać, na zasadzie analogii, do budowy domu i jeśli funkcje obu miejsc okażą się podobne, to bardzo łatwo wysunąć hipotezę, że procesy psychiczne leżące u podłoża tych zachowań są podobne.
Takie podejście do badań nad zwierzętami spotkało się z ostrą krytyką. Na przykład C. L. Morgan, rozwijając argumentację przeciwko antropomorficznej interpretacji zachowania się zwierząt, sformułował w 1894 r. taki pogląd: „W żadnym wypadku nie możemy interpretować działania jako wyniku wyższej czynności psychicznej, jeśli może ono być interpretowane jako wynik procesu przebiegającego na niższym poziomie”.

Akceptacja bądź odrzucenie zasady Morgana zapoczątkowały powstanie dwóch równoległych szkół badania zachowań zwierząt. Teoria ruchów wymuszonych J. Loeba była wyrazem mechanicystycznej wizji, rodem z filozofii Kartezjusza. Posługując się modelami zwierząt o prostej budowie ciała (płazińce, pierścienice), Loeb wykazywał, że znaczna część zachowań zwierząt jest generowana przez proste odruchy występujące w odpowiedzi na działające bodźce środowiskowe, a co ważniejsze, sterowane lokalnie, bez udziału centralnego układu nerwowego. Te proste, kierunkowe odpowiedzi organizmu nazwał tropizmami, a ich działania dopatrywał się także u organizmów wyższych.
W zdecydowanej opozycji do tej szkoły myślenia pozostawał H. Jennings, który rozwijał argumentację przeczącą spostrzeganiu zwierząt (nawet tych bardzo prostych, np. dżdżownicy) jako automatów reagujących sztywno na bodźce dopływające z otoczenia. W swym obszernym opracowaniu poświęconym zachowaniu się organizmów prostych szeroko cytował przykłady zachowań, które określał jako ruchy testujące (dzisiaj nazwalibyśmy je eksploracyjnymi).
Począwszy od lat trzydziestych XX stulecia pogląd o ciągłości rozwoju filogenetycznego wyższych zdolności psychicznych stał się fundamentem rozwoju nauki o zachowaniach zwierząt. Stało się tak za sprawą słynnych badań W. Kählera nad zjawiskiem wglądu podczas rozwiązywania problemów przez szympansy. Ponieważ człowiekowi trudno było (i jest) pogodzić się z rezygnacją z uznawania myślenia za przywilej wyłącznie ludzki, praca Kählera cytowana była często jako materiał dowodowy zarówno na rzecz istnienia myślenia u zwierząt, jak i na rzecz poglądu, że zjawiska pokrewne myśleniu występują wyłącznie u naczelnych człekokształtnych.

Za prekursora współczesnego myślenia o poznawczych procesach u zwierząt uznać można L. V. Kruszyńskiego. Pracował on w ZSRR, w środowisku zdomino...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy