Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

HISTORIA PEWNEJ ZAZDROŚCI

126

Większość z nas doświadcza uczucia zazdrości. Najczęściej pojawia się ono i odchodzi, mniej lub bardziej burzliwie.O zazdrości nieuzasadnionej i pracy nad jej poskromieniem pisze JAKUB JABŁOŃSKI.

Są jednak osoby, które mają w sobie coś, co sprawia, że uczucie zazdrości zatrzymuje się w nich i rozwija. Nie pozwalają mu przemknąć, nachylają się nad nim, czasem wręcz je pielęgnują. Podatny grunt, na którym rozwija się zazdrość, to przede wszystkim złość, niskie poczucie własnej wartości oraz nieuświadomione przekonanie, czy może doświadczenie tego, że utrzymywanie bliskości z ważną dla nas osobą bywa związane z jednej strony z jej oszukiwaniem, z drugiej zaś – z koniecznością kontrolowania, czy nie jest się oszukiwanym. W takich przypadkach cierpienie powodowane zazdrością ma związek z brakiem zaufania.
Ewa, 26-letnia studentka jednej z wyższych uczelni, przyszła do psychologa, ponieważ stwierdziła, że tak dłużej być nie może. Od półtora roku jest w stałym związku z chłopakiem, również studentem. Myślą o sobie bardzo poważnie, za parę miesięcy zamierzają się pobrać. Ewa czuje się bardzo szczęśliwa z Adamem, kocha go, imponuje jej jego wiedza, ceni jego delikatność i troskliwość, ale... nie może sobie poradzić z jednym: czuje się zazdrosna o inne koleżanki Adama, w ogóle jest zazdrosna o niego. Nie lubi, gdy sam gdzieś idzie lub wyjeżdża. Do tej pory – z pomocą i zrozumieniem ze strony narzeczonego – jakoś sobie z tym radziła. Sprawa jednak stała się nie do zniesienia, kiedy okazało się, że Adam może wyjechać na kilkumiesięczne stypendium na Uniwersytet Harvarda. Nigdy dotąd nie rozstawali się na tak długo. Ewa na samą myśl o tym, że Adam może wyjechać bez niej, dostawała – jak to określiła – na zmianę napadów wściekłości i lęków. Bała się, że ukochany zdradzi ją z jakąś atrakcyjną Amerykanką, a ona nigdy się o tym nie dowie. Przestraszyła się tego, zaniepokoiła się i zupełnie nie umiała poradzić sobie z tym uczuciem. Ewa uświadomiła sobie nagle, że czuje niczym nieuzasadnioną zazdrość i że nie potrafiłaby uwierzyć Adamowi w to, że był jej wierny.

Oboje często rozmawiali o tym, jak ważne dla każdego związku jest wzajemne zaufanie, jakie szkody niesie za sobą zdrada – zarówno ta emocjonalna, jak i fizyczna. Ich systemy wartości nie różniły się pod tym względem. Adam zapewniał Ewę, że jest typem mężczyzny wiernym kobiecie, z którą się związał. Twierdził, że nie dopuszcza nawet myśli o zdradzie – nie tylko dlatego, że tak się nie robi, że sprawiłby Ewie ból, ale również dlatego, że jest przekonany o negatywnym wpływie zdrady na niego samego. Był pewien, że gdyby zdradził, sam by na tym ucierpiał. Ewa dobrze o tym wiedziała, nie mogła nic zarzucić zachowaniu Adama, ale niestety – myśli o samodzielnym wyjeździe narzeczonego do Stanów była nie do zniesienia. Cierpiała z tego powodu, bowiem lęk przed zdradą objawiał się spadkiem apetytu i bólami brzucha. Towarzyszyło jej także uporczywe przekonanie, że jeśli zaufa Adamowi – on zawiedzie jej zaufanie.
Ewa uważała, że ukochany nie będzie miał odwagi, aby jej powiedzieć o swojej zdradzie, nawet gdyby do niej doszło; że będzie zbyt słaby, aby się z tą sytuacją zmierzyć. Myślała: „Adam nie powie mi o swojej zdradzie nie ze względu na mnie, ale ze względu na siebie. Po prostu nie będzie umiał powiedzieć mi o niej i dlatego nigdy nie dowiem się o tym od niego. A jeśli nie od niego, to od kogo? Przecież będzie tam sam”.

Takie myślenie przyniosło w konsekwencji kompletny brak zaufania do partnera w sprawie tak ważnej, jak wierność. A brak zaufania do Adama sprawiał, że Ewa była zazdrosna i czuła lęk – lęk przed utratą ukochanego i przed odrzuceniem.

Zatem po pierwsze, Ewa była przekonana, że jeśli naprawdę zaufa Adamowi, to wtedy on ją może zdradzić, a po drugie, zakładając, że jest za słaby, aby przyznać się do niedochowania wierności, doszukiwała się w jego zachowaniu ukrytych intencji świadczących zdradzie.
W trakcie terapii okazało się, że Ewa ma za sobą doświadczenia z dwóch związków. W jednym sama oszukiwała, a w drugim była oszukiwana. Ten pierwszy to związek z matką (który trwa nadal), drugi – z Mariuszem.

Pierwszy chłopak, z którym Ewa związała się „na poważnie”, to Mariusz. Spotykali się ze sobą przez trzy lata. Ewa była wówczas osobą bardzo uległą i tolerancyjną. Mariusz często spóźniał się na umówione spotkania, później „kręcił”, próbując się usprawiedliwiać. Był przystojny, inteligentny, otwarty i bardzo wrażliwy. Ewa nie miała w narzeczonym oparcia, ale czuła się dowartościowana jako kobieta z powodu jego aparycji i tego, że mogła się nim opiekować. Mariusz wielokrotnie „wplątywał się” w dwuznaczne sytuacje z innymi kobietami, raz doszło nawet do zdrady. Jednak Ewa pod wpływem jego łez i żarliwych przeprosin wybaczyła mu – i ponownie byli razem. Mariusz bardzo łatwo wzbudzał w niej poczucie winy. A Ewa czuła się winna wszystkiemu, co było niedobre w ich związku i to powstrzymywało ją przed zerwaniem. Kiedy jednak dowiedziała się od „osób trzecich”, że ukochany ma „inną”, zdecydowała się zakończyć związek. Bardzo przy tym cierpiała, była zagubiona, czuła złość, zmęczenie i osamotnienie. Nie mogła się podzielić swoim smutkiem z matką, która była przeciwna jej związkowi z Mariuszem, więc Ewa ukrywała przed nią to, że są razem.

Ewa mieszka razem z rodzicami, ale nie ma dobrego...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy