Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

22 lutego 2016

Gdy światło nie rozjaśnia, a świat nie ma barw

16

Człowiek w depresji jest jak czarna dziura. Pochłania energię innych ludzi, próbując wypełnić próżnię, którą w sobie czuje, i zagłuszyć własną rozpacz.

O depresji słyszał chyba każdy z nas. I chyba każdy, przynajmniej w przybliżeniu wie, co to słowo nazywa, w przeciwieństwie do takich pojęć, jak schizofrenia, która dla wielu oznacza jedynie bliżej nieokreślone szaleństwo. W rzeczywistości jednak to nie depresja jest powszechnie znana, lecz podstawowy jej objaw – smutek. Niekiedy niesłusznie stawiamy pomiędzy nimi znak równości. Sam smutek nie zawsze przecież musi być czymś niezdrowym, patologicznym. W naturalny sposób reagujemy smutkiem, gdy wydarza się coś przykrego, gdy wszystko idzie nie po naszej myśli, gdy nasze marzenia rozmijają się z rzeczywistością, gdy myślimy o przemijaniu. Smutek jest potrzebny. Można się w nim zanurzyć, oczyścić, znaleźć ukojenie. Niekiedy zatrzymuje nas, gdy pędzimy przez życie zaślepieni egoizmem, głupotą czy nieuzasadnionym samozadowoleniem.

Smutek towarzyszący depresji jest jednak inny. Może pojawić się nagle, bez żadnej uchwytnej przyczyny. Trwa długo i właściwie nie jest podatny na żadne zewnętrzne zmiany. Towarzyszy mu wiele innych dolegliwości. Taki smutek czyni człowieka niezdolnym do normalnego życia. Dla kogoś patrzącego z boku stan osoby pochłoniętej przez depresję bywa niezrozumiały, nieuzasadniony. A depresja jest poważną chorobą. Zdarza się, że zbiera śmiertelne żniwo. Cierpienie płynące z depresyjnego przeżywania siebie i świata zmusza do samobójstwa od 15 do blisko 25 proc. dotkniętych nim ludzi.

Typowa depresja jest z reguły dość łatwa do rozpoznania. Pojawia się obniżenie nastroju i zahamowanie lub spowolnienie normalnej aktywności psychicznej i ruchowej, a także dolegliwości somatyczne. Czasem dołącza się silny lęk, a w niektórych przypadkach także objawy psychotyczne: urojenia depresyjne, halucynacje słuchowe. Niekiedy na pierwszy plan wysuwają się: bezsenność, stany lękowe, natręctwa, nastawienia hipochondryczne czy uporczywe bóle głowy. Typowych objawów albo nie ma, albo występują w niewielkim nasileniu. Mamy wtedy do czynienia z tzw. depresją atypową bądź maskowaną (maskami są właśnie te nietypowe objawy). Często trudno ją rozpoznać. Zdarza się, że osoby dotknięte taką postacią depresji mogą być przez wiele lat leczone – oczywiście nieskutecznie – na przykład z powodu nerwicy lub bliżej nieokreślonych zaburzeń somatycznych.

Ponieważ depresja należy do zaburzeń nastroju, więc jego zmiany stanowią najbardziej typowy objaw tego cierpienia. Osoby chore na depresję przeżywają dotkliwe uczucie smutku, rozpaczy, choć mogą też odczuwać zobojętnienie lub zupełny brak uczuć nawet wobec najbliższych osób, czyli swoiste „zlodowacenie” emocjonalne. Taki stan świadczy prawdopodobnie o głębszym poziomie depresji.

W depresji człowiek ma poczucie beznadziejności własnej sytuacji i całkowitej niemożności odmiany swego losu. Chwilową ulgę przynosi płacz, choć w głębokiej depresji on również staje się niemożliwy. Chorego dręczy cierpienie, które kojarzy z samym swym istnieniem. Źródłem dotkliwego bólu psychicznego może być samo poruszanie się, wykonywanie prostych czynności, a nawet oddychanie. Towarzyszy mu też anhedonia, czyli całkowita niemożność przeżywania radości i zadowolenia, także w przyjemnych okolicznościach.

Nastrój jak reflektor oświetla rzeczywistość wokół nas. Radość „oświetla” światłem jasnym i przyjaznym, smutek to światło czarne, lub co najwyżej szare. Takiej też barwy jest rzeczywistość oświetlona przez depresję. W tej czerni lub szarości poruszają się ludzie, jeżdżą samochody, ale kontury są rozmyte, wszystko dzieje się wolniej, w tle nie widać zieleni wiosny, nie słychać śpiewu ptaków, a dźwięki, które są słyszalne, mogą sprawiać ból. Otaczający świat albo przeraża, albo jest oddalony, nierzeczywisty i obojętny. Czas zdaje się płynąć wolniej.

Cierpienie depresyjne sprawia, że ktoś, jeszcze wczoraj aktywny i towarzyski, zamienia się w inwalidę. Problemem jest wstanie z łóżka, postawienie kilku kroków, umycie się, ubranie lub zaparzenie kawy. Te proste czynności pochłaniają wiele czasu i wymagają niewyobrażalnego wysiłku. Znacznie pogarszają się koncentracja uwagi i pamięć, szczególnie o bieżących wydarzeniach. Człowiek w depresji nie jest w stanie uczestniczyć w dłuższej rozmowie, nie może niczego czytać czy oglądać telewizji, odczuwa ciągłe osłabienie i zmęczenie.

Obok smutku, spowolnienia i utrudnionej komunikacji ze światem, w depresji pojawiają się też objawy świadczące o zaburzeniach funkcjonowania ośrodkowego układu nerwowego. To przede wszystkim kłopoty ze snem, zmiany dobowego rytmu aktywności, zaburzenia popędu płciowego i łaknienia oraz inne dolegliwości cielesne. Niektórzy autorzy sugerują, że ta właśnie grupa objawów wskazuje na depresję endogenną (wewnątrzpochodną, nieuwarunkowaną czyn-nikami zewnętrznymi).

Jeden z najdotkliwiej odczuwanych objawów depresji to bezsenność. Ludzie cierpiący na depresję mniej śpią, budzą się bardzo wcześnie (godzina trzecia, czwarta nad ranem), nie mogą ponownie zasnąć. Czasem wydaje im się, że w ogóle nie spali w nocy. Od lekarza domagają się leków nasennych, chcą przespać koszmar. Obserwacje kliniczne wskazują jednak, że bezsenność w depresji może pełnić rolę jakiegoś wewnętrznego mechanizmu radzenia sobie z nią. Zaobserwowano bowiem, że pozbawienie snu na okres 1-2 nocy wyraźnie zmniejsza lub usuwa jej objawy. Niestety, efekt ten nie jest trwały.

Dla depresji dość typowe jest także odwrócenie dobowego rytmu aktywności. Polega to na tym, że największe nasilenie dolegliwości, a więc i najmniejszą sprawność, chorzy odczuwają właśnie wtedy, gdy większość ludzi bywa najbardziej aktywna, tzn. w pierwszej połowie dnia. Zdrowy człowiek z upływem dnia traci poranny zapas sił i energii, zaczyna stopniowo „wyhamowywać”, by wreszcie w godzinach popołudniowych odczuć zmęczenie, a wieczorem położyć się spać. Dla wielu osób z depresją poranki są najgorszą porą dnia. Poprawa nastroju i aktywności przychodzi dopiero po południu, a szczególnie wieczorem. Wtedy zmniejsza się też cierpienie, poprawia nastrój i aktywność, ciało zaczyna „oddychać”, znów trochę chce się żyć. Ta wieczorna poprawa powoduje, że cierpiący na depresję pragnie się nią nacieszyć, więc odwleka położenie się do łóżka, skracając w ten sposób i tak krótki, płytki sen.

Depresji towarzyszy również brak apetytu i utrata wagi. Człowiek nie ma ochoty na jedzenie. Jeśli już coś weźmie do ust, to nawet ulubiona potrawa smakuje jak trawa. Czasem, szczególnie gdy depresji towarzyszy lęk i niepokój, dzieje się odwrotnie – chory objada się, głównie wieczorem albo w nocy. Stara się w ten sposób nieświadomie złagodzić dręczący go niepokój.

Całości obrazu depresji dopełnia pesymistyczna ocena własnej przeszłości i teraźniejszości, brak wiary we własne możliwości, umniejszanie siebie, samooskarżanie oraz poczucie winy. Poczucie winy może mieć po części związek z rzeczywistością, gdy wynika z gorszego radzenia sobie w pracy i w domu. Bywa rów...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy