Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Franek prowokator

100

Sarkazm, drwina i niewybredne aluzje stanowią lwią część wystąpień Franka Farrellego. Ale wbrew pozorom Farrelly nie jest komikiem. On leczy w ten sposób ludzkie charaktery.

Wiecie, jak człowiek ma, tak jak ja, 75 lat, to powinien pamiętać o kilku zasadach.
Po pierwsze, nigdy nie marnuj okazji do zjedzenia darmowego posiłku. Po drugie, nigdy nie marnuj okazji pójścia do toalety. Po trzecie, nigdy nie marnuj erekcji, bo rzadko się zdarza...
– mówi Frank Farrelly. Na jego słowa wszyscy pokładają się ze śmiechu. Sarkazm, drwina i niewybredne aluzje stanowią lwią część jego wystąpień. Ale wbrew pozorom Farrelly nie jest komikiem. On leczy w ten sposób ludzkie charaktery.

Frank Farrelly jest Irlandczykiem, co podkreśla, tłumacząc, jak wymawia się jego nazwisko. Wywodzi się z katolickiej rodziny, był dziewiątym dzieckiem pośród dwanaściorga rodzeństwa. Skończył nauki społeczne na Uniwersytecie Katolickim Maryland, przez wiele lat był wykładowcą na Uniwersytecie w Wisconsin i w tamtejszej Akademii Medycznej. Od 50 lat jest terapeutą, uczy opracowanej przez siebie terapii prowokatywnej. Chodzi w niej o to, by nie bagatelizując problemów pacjenta, ośmieszyć jego negatywne myśli i zachowania, i w ten sposób pomóc mu skupić się na pozytywnych rozwiązaniach. Narzędziem tej terapii są więc: paradoks, absurd, niespodzianka i humor – instrumenty, które już przed wiekami pojawiały się w przypowieściach buddyjskich, sufickich i taoistycznych.

Czujesz się martwa?

Terapia prowokatywna nie jest, jak dotąd, w Polsce zbyt popularna. Mało kto ją zna, mało kto się nią posługuje. W listopadzie ub. roku, w podwarszawskiej Jachrance odbyły się warsztaty, których uczestnicy mieli okazję zapoznać się z założeniami tej metody terapeutycznej. Mogli też, dzięki obecności twórcy teorii, zobaczyć, jak stosuje się ją w praktyce. Zjechało 48 osób. Wśród nich znalazło się kilka takich, które zajmują się w swojej pracy zawodowej psychoterapią, coachingiem, doradztwem biznesowym. Jednak zdecydowana większość przyjechała tam z powodów osobistych – potrzeby zmiany, rozwoju, czy rozwiązania problemów życiowych.
Frank Farrelly już od pierwszych chwil starał się rozładować atmosferę. Zaczął od wyliczenia tego, o czym trzeba pamiętać, mając 75 lat. Potem było trochę wykładu: Farrelly na przykładach wyjaśnił, że jego terapia ma wywołać u klienta pięć rodzajów zachowań: asertywność, afirmację własnej osoby, realistyczne i adekwatne zachowania obronne, realistyczne testowanie rzeczywistości psychospołecznej, angażowanie się w ryzykowne zachowania w bliskich relacjach interpersonalnych – okazywanie ciepła, przywiązania, przyjaźni, pociągu seksualnego i miłości. Podstawową zasadą terapeuty prowokatywnego ma być: „Myśl tak więcej, czuj tak więcej, rób tak więcej”. Chodzi o to, by za wszelką cenę pokazać klientowi, jak absurdalne jest jego podejście do problemu, do dotychczasowego funkcjonowania.
Po teorii przyszedł czas na praktykę. Pierwsza na „gorącym krześle” siada Anna – atrakcyjna czterdziestoletnia kobieta, która – jak sama mówi – „utknęła w życiu”. Frank pyta ją o pracę, małżeństwo, ocenia jej figurę. Potem „odpływa” zatopiony w swoich rubasznych opowieściach, pozornie niezwiązanych z problemem klientki. Ona patrzy na niego, jakby zastanawiała się: „Co ten facet opowiada? Co to ma wspólnego ze mną?”. Czasem Frank dotyka jej ręki. Niektórzy widzowie śmieją się, inni spoglądają na niego z przerażeniem czy zażenowaniem. I nagle, gdy 25-minutowa sesja zbliża się do końca, Frank pyta Annę: – Czujesz się, jakbyś była martwa?
Kobieta zaczyna płakać, podbródek drży jej ze wzruszenia, a Frank podaje jej chusteczki i z czułością ociera łzy. Niektórzy uczestnicy płaczą razem z Anną. Następnego dnia kobieta powie o swojej sesji na „gorącym krześle”:
Mam wiele przemyśleń. On trafił głęboko we mnie. Nie pamiętam, co dokładnie mówił, tylko tkwi we mnie to ostatnie zdanie, że jestem martwa. On to robi zupełnie intuicyjnie. Wie, jak zaatakować. Świetnie obserwuje, maksymalnie skupia się na drugim człowieku. Opowiada te głupoty, żeby uśpić świadomość i potem z zaskoczenia wrzuca kamyczek. Oczekuję zmian i na pewno będę słuchała nagrania z mojej sesji, tak jak zaleca Frank.

Frank świetnie się bawi

Kolejny klient na „gorącym krześle” to Andrzej. Nie interesuje go już seks z jego dziewczyną, a mimo to kupił jej pierścionek zaręczynowy. Tutaj Frank daje upust swoim aluzjom fizjologiczno-seksualnym, związanym z funkcjonowaniem męskich narządów płciowych. Skojarzenia z wyłączeniem prądu, czy propozycje amputacji, to tylko niektóre z metafor, którymi Frank „pociesza” Andrzeja. Publiczność wybucha salwami śmiechu, ale po sesji wśród komentarzy pojawia się również głos zarzucający Frankowi, że urządza show dla publiczności, zamiast zająć się klientem i przełamać jego strach. Andrzej nie chce komentować swojej sesji. Mówi, że jeszcze nie rozumie tego, co się stało, co Frank z nim zrobił.
Natomiast Justyna, która jako swój problem przedstawiła fakt, że ustępuje mężowi, świetnie bawi się na „gorącym krześle”. Może dlatego, że Frank wyśmiewał jej partnera życiowego, żonglował jej przekonaniami na temat męża. Sugerował, że może po prostu powinna go zastrzelić, a on może jej nawet pożyczyć broń. – Poczułam lekkość w myśleniu – mówi po sesji Justyna. – Nagle poszerzył mi się horyzont widzenia problemu. Złapałam do niego dystans. Mimo że zawodowo zajmuję się coachingiem, nie potrafiłam sobie z nim poradzić, bo zafiksowałam się na jednym sposobie jego widzenia. Teraz widzę inne drogi wyjścia – dodaje.
W przerwach między sesjami na „gorącym krześle”, odpowiadając na pytania uczestników, Frank podkreśla, jak wiele radości przynosi mu jego praca. – Zaczynałem jako terapeuta zorientowany na klienta. Wtedy tak bardzo musiałem kontrolować swoje reakcje, aby nie urazić pacjenta, aby prawidłowo odzwierciedlić jego uczucia. Nieraz zagryzałem wargi, by nie powiedzieć tego, co naprawdę myślę. A teraz tak świetnie się bawię. Stosując terapię prowokatywną, nie wypalam się, bo to ja spalam klientów. Nie śmieję się z ludzi, ale z ich absurdalnych systemów przekonań, absurdalnych schematów.

Pani absolutne zero

Kiedy Frank proponuje Jurkowi, który nie czuje się przygotowany do prowadzenia własnych interesów, by zaopatrzył się w perukę, co zwiększy jego atrakcyjność u kobiet, publiczność znów pokłada się ze śmiechu.
Fascynujące jest ujrzenie Franka twarzą w twarz. Wydaje mi się, że ważną sprawą, którą on przemyca między wierszami, są jego bardzo silne katolickie korzenie. Człowiek w jego koncepcji jest niezwykle silną osobowością, najważniejsze w nim są kolejne pokłady samoobrony, których dotknięcie podczas rozmowy może stać się katalizatorem reakcji. Ta terapia ma pacjentowi pomóc poprzez wyzwolenie mocy, potencjału tkwiącego w każdym człowieku – komentuje Jurek swoją sesję na „gorącym krześle”.
Nie do śmiechu jest uczestnikom, gdy Frank żartuje i drastycznie uwypukla objawy choroby skóry, na którą od 31 lat cierpi Bożena. Odczuwają zażenowanie, przerażenie, kiedy ta pozornie silna i dumna kobieta zaczyna płakać, gdy Frank pyta, czy ma dość bycia trędowatą.
Po kolacji spotykamy się z uczestnikami zeszłorocznych warsztatów, którzy odbyli z Frankiem seans na „gorącym krześle”, by dowiedzieć się, co zmieniło się w ich życiu przez ostatni rok. Marta, pełna energii uśmiechnięta brunetka, z entuzjazmem opowiada, jak nauczyła się ufać sobie i innym, podejmować decyzje, spełniać swoje marzenia. – Przez trzydzieści dni słuchałam nagrania sesji z Frankiem, notowałam swoje emocje i skojarzenia – mówi Marta. Trudno uwierzyć, że Kasię, atrakcyjną blondynkę, ubraną modnie i kolorowo, rok temu Frank nazwał „panią absolutne zero”. Mariola, subtelna dziewczyna ubrana w beżowy kostium i buty na obcasie, słuchanie kasety z nagraniem określa jako trudne i bolesne. Pracowała z Frankiem nad swoją kobiecością. Zmieniła się przez ten rok tak bardzo, że uczestnicy zeszłorocznych warsztatów mieli trudności z jej rozpoznaniem.

Przyczyny wymyślam


Kolejny dzień warsztatów rozpoczyna się sesją Eli. Ma problem w relacjach z córkami. Frank nie skupia się na tym. Daje za to pokaz umiejętności naśladowania tonu głosu, postawy ciała i innych niewerbalnych sygnałów wysyłanych przez dojrzałą, piękną i zadbaną kobietę, która wszystkich urzeka swoją subtelnością i delikatnością. – Dzięki niemu uświadomiłam sobie, że się wycofywałam z wszelkich konfliktów. Nie pamiętam, kiedy ostatnio ktoś mnie tak sprowokował. Kiedy Frank dotykał mojej ręki, miałam ochotę powiedzieć mu: „Odczep się.  Przestań” – mówi potem Elżbieta.
Magda tęskni za prawdziwą miłością. Niestety, mężczyźni chcą się z nią tylko przyjaźnić. Od F...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy