Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Etyka charakteru

0 778

Etycy cnót przywołują jako świeckich świętych między innymi Gandhiego, Martina Luthera Kinga, Matkę Teresę z Kalkuty, Alberta Sweitzera. Ich postawy moralne przekonują do podejmowania wyzwań moralnych bardziej niż uniwersalne moralne zasady.

Moralność jest chyba jednym z najbardziej uniwersalnych zjawisk, z jakimi człowiek w swoim życiu się spotyka. W każdym czasie i miejscu ludzie oceniają pewne działania i postawy jako moralnie dobre (słuszne) lub moralnie złe (niesłuszne), choć kryteria tych ocen i same oceny bywają zasadniczo odmienne. Moralność jest tym, co kształtuje i jest kształtowane przez kulturę  różnych społeczności. Etyka próbuje dokonać teoretycznego namysłu nad fenomenem moralności. Nie opisuje tego, co ludzie uważają w różnych kulturach za moralnie dobre lub złe, ale próbuje odpowiedzieć na pytanie, jak ludzie żyć powinni. Od czasów Sokratesa, uznawanego za ojca etyki, powstało wiele teorii etycznych, które próbowały sformułować uniwersalne kryteria ocen moralnych, a tym samym miały stać się swoistym przewodnikiem w naszym moralnym życiu. Najbardziej znanymi i uznanymi teoriami, dość niepodzielnie królującymi w nowożytnych i współczesnych dyskusjach etycznych, są etyka kantowska i utylitaryzm.

Kant, podając swój imperatyw moralny, nie nakazuje żadnego konkretnego działania – podaje jedynie zasadę, według której zanim czegokolwiek dokonamy, powinniśmy się zastanowić, czy zgodzilibyśmy się, by taki sposób postępowania stał się powszechnym prawem. Upraszczając nieco: Kant proponuje rozważyć, czy łamiąc złożoną komuś obietnicę, chcielibyśmy, by inni danych nam obietnic nie dotrzymywali. Korzystając z tej złotej zasady, sami jesteśmy w stanie sformułować nakazy prawa moralnego, które nie będą przez nikogo narzucone, a tym samym żaden podmiot moralny nie będzie miał poczucia, że ktoś dokonuje zamachu na jego wolność. Przy założeniu, że wszyscy ludzie, przeprowadzając różne rozumowania, korzystają z takich samych kryteriów racjonalności (co nie jest obecnie tak oczywiste jak dla Kanta), powstanie uniwersalne prawo moralne, które – zdaniem Kanta – powinno mieć charakter kategoryczny, to znaczy obowiązywać bez względu na jakiekolwiek okoliczności. A to oznacza, że obietnic należy dotrzymywać, nawet gdyby to ze wszech miar było dla nas tu i teraz niekorzystne, bo przecież nie chcielibyśmy, by inni dotrzymywali obietnic nam danych jedynie warunkowo, o ile im się to opłaca.

Inną złotą zasadę sformułował J. S. Mill, uważany za ojca utylitaryzmu – głosi ona, że powinniśmy w swoim życiu tak postępować, by maksymalizować szczęście największej liczby ludzi. Każdy, kto tę zasadę próbuje zanalizować, musi postawić sobie wiele pytań, przede wszystkim: czym jest szczęście? jak je rozumieć? To chyba jedno z najtrudniejszych do zdefiniowania pojęć. Inne ważne pytania to: o jaką liczbę ludzi tu chodzi? czy muszę dokonywać moich wyborów, biorąc zawsze pod uwagę dobro ogółu? (jakiego ogółu: mojej rodziny, wspólnoty, narodu, wszystkich ludzi na całym świecie...). Odpowiedzi na te i wiele innych pytań determinują sposób rozumienia utylitarystycznej zasady. Te trudności między innymi zadecydowały o tym, że współcześnie nie można mówić o utylitaryzmie jako takim, ponieważ na jego gruncie formułuje się wiele stanowisk, które generują różne, często stojące w sprzeczności względem siebie, nakazy moralne (np. utylitaryzm preferencji, według którego szczęście to zaspokajanie aktualnych ludzkich pragnień, i utylitaryzm dobrobytu, w którym szczęście jest pojmowane jako zaspokajanie ludzkich długoterminowych interesów). Utylitaryzm, przeciwnie niż etyka kantowska, nie podaje żadnych kategorycznych – bezwarunkowych – nakazów moralnych. Owszem, przyznaje, że raczej należy dotrzymywać obietnic, ale w sytuacji, gdy ich łamanie może przysporzyć więcej dobra większej ilości osób, to można, a nawet należałoby je złamać.

Teoriom tym postawiono wiele zarzutów. Etykę kantowską krytykowano między innymi za jej rygoryzm. Trudno zgodzić się, by nakaz dotrzymywania obietnic obowiązywał bez względu na cokolwiek, nawet w radykalnie odmiennych okolicznościach. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, że dowiadujemy się o ciężkiej chorobie bardzo bliskiej nam osoby, wcześniej jednak, nie wiedząc o tym, obiecaliśmy komuś sporą pożyczkę na zakup samochodu. Czy w tych nowych okolicznościach, gdy może się okazać, że suma, jaką dysponujemy, będzie nawet niewystarczająca na leczenie chorego, dana obietnica powinna być dotrzymana? Wydaje się, że okoliczności odgrywają niezwykle istotną rolę w formułowaniu moralnych obligacji. Taką ważną okolicznością może być także kondycja moralna sprawcy działania – to, kim jest, w jakich warunkach żyje, jakie dyspozycje moralne uosabia. Czy można takie same obowiązki moralne stawiać każdemu człowiekowi?

Utylitarystom z kolei zarzucano konsekwencjalizm, czyli formułowanie nakazów moralnych wyłącznie na podstawie analizowania przewidywanych skutków działania. To znaczy, że jesteśmy zobligowani do takiego działania, które w konsekwencji przysporzy jak najwięcej szczęścia jak największej liczbie ludzi. W utylitaryzmie, jak wspominałam, nie obowiązują żadne kategoryczne nakazy – wszystko zatem podlega kalkulacjom użyteczności. Krytycy obawiają się, że takie nieograniczone kalkulacje, do których zobowiązany jest każdy z osobna moralny sprawca, mogą legitymizować instrumentalizowanie człowieka i jego podstawowych praw, tym bardziej że ani koncepcja szczęścia, ani zakres jego szerzenia nie jest – i wydaje się, że nie może być – jednoznacznie określony. Ileż to razy w historii kosztem jakiejś grupy społecznej – mniejszości – maksymalizowano szczęście innej – większościowej – grupy.

Zarysowane powyżej trudności sygnalizują jedynie problemy tzw. uniwersalistycznych etyk. Ich zwolennicy próbują je przezwyciężyć (często z sukcesem) na gruncie tych teorii. Jednak wielu ich krytyków zaproponowało zupełnie inny model uprawiania etyki. To grupa etyków cnót, zwanych także etykami charakteru, którzy koncentrują się w swoich badaniach na kondycji moralnej sprawcy działania, nie formułują żadnych uniwersalnych zasad moralnych, rezygnują też z uprawiania etyki na wzór neopozytywistycznie rozumianych teorii naukowych. To koncepcja mająca swoje korzenie w starożytności. Starożytni filozofowie (Sokrates, Platon, Arystoteles itd.) odwoływali się do cnót jako pewnych dyspozycji, które umożliwiają określone działania; cnoty moralne ułatwiają działanie moralnie dobre. Trudno jednak współczesną etykę cnót traktować jako prostą kontynuację etyki Arystotelesa, na którego najczęściej powołują się zwolennicy tej koncepcji. Współczesna etyka cnót bierze bowiem pod uwagę cały dorobek filozofii nowożytnej i współczesnej. Jej założenia stanowią punkt wyjścia w formułowaniu tej koncepcji.

Etycy cnót przede wszystkim przeciwstawiają się abstrakcyjnym analizom jakichkolwiek czynów. Jak można mówić o dotrzymywaniu obietnicy bądź jej łamaniu jako takim? To akty, które są dokonywane zawsze przez konkretnego człowieka, w określonych, często nieporównywalnych okolicznościach. Etycy cnót proponują zająć się sprawcą moralnego działania, zamiast koncentrować się na czynach. To przede wszystkim od jego kondycji moralnej zależy jakość dokonywanych przez niego działań. Na tę kondycję składa się wiele czynników: cechy charakteru i dyspozycje moralne (cnoty), które uosabia; one określają także intencje i motywy, które kierują jego działaniami. Ludzie posiadający moralnie dobry charakter regularnie, a nie tylko okazjonalnie, działają moralnie dobrze. Ktoś życzliwy, prawdomówny, szanujący ludzi jest bardziej skłonny do dotrzymania obietnicy niż ten, kto myśli wyłącznie o własnej korzyści i kłamstwo przychodzi mu z łatwością, a drugi człowiek nie stanowi dla niego żadnej szczególnej wartości. Człowiek uprzejmy, cierpliwy, wrażliwy na ludzką (i nie tylko) krzywdę, który nie kieruje się wyłącznie własnym interesem, jest bardziej skłonny do pomocy osobom potrzebującym.

Te pożądane cechy charakteru, podobnie jak niepożądane, można mnożyć. Etyka charakteru próbuje między innymi wskazać katalogi cnót i wad. Jej zwolennicy nie mają uniwersalistycznych ambicji, tak jak zwolennicy etyki kantowskiej i utylitaryzmu. Zdają sobie bowiem sprawę z tego, że katalogi cnót i wad mogą różnić się między sobą w zależności od kultury, w której zostały sformułowane. Upraszczając nieco to zagadnienie: przykładem takich różnic może być miłosierdzie rozumiane jako zdolność do przebaczania, uznawane za ważną cnotę w kulturze chrześcijańskiej, która kłóci się ze sposobem pojmowania bycia człowiekiem honoru w kulturze muzułmańskiej, wymagającej pomszczenia doznanych krzywd. Et...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy