Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

DWA OBLICZA ILUZJI

0 230

Złudzenia nie zawsze są szkodliwe. Pomagają na przykład osiągnąć porozumienie w sprawach, które wydają się niemożliwe do rozstrzygnięcia - uważa MACIEJ DYMKOWSKI.

Oczywista jest szkodliwość iluzji (złudzeń) zarówno dla zdrowia psychicznego, jak i dla efektywności zachowań społecznych człowieka oraz dla wykonywania przez niego różnych zadań. Czy jednak zawsze prowadzą one do negatywnych konsekwencji? W świetle dostępnej wiedzy psychologicznej nie ulega wątpliwości, że nie. Zebrano dotąd sporo danych wskazujących, że zdeformowane spostrzeganie innych ludzi lub samego siebie może ułatwiać osiąganie ważnych celów. Dzieje się tak przede wszystkim w przypadku iluzji pozytywnie rozmijających się z rzeczywistością. Na przykład Freud akcentował użyteczność spostrzegania siebie w przesadnie korzystnym świetle dla osiągania psychicznego dobrostanu. Chodziło zwłaszcza o doraźną przydatność rezultatów samooszukiwania, będącego efektem bezwiednego aktywizowania mechanizmów obronnych osobowości.

O użyteczności pozytywnych iluzji mówi nurt poznawczy we współczesnej psychologii akademickiej (Brown i Dutton, 1995). Raczej trudno się w nim dopatrzyć częstego nawiązywania do myśli Zygmunta Freuda, który lokował źródła skrzywień i blokad poznawania siebie w czynnikach emocjonalno-motywacyjnych. Nie odrzucając bez reszty reprezentowanej przez niego opcji, współcześni psychologowie skłonni są jednak akcentować zasadniczą rolę umysłowych, pozamotywacyjnych uwarunkowań deformacji procesów poznawczych, zwłaszcza myślenia (Nisbett i Ross, 1980). Ich zdaniem posługiwanie się uproszczonym wizerunkiem świata zewnętrznego bądź siebie zwalnia osobę od kłopotliwych, absorbujących i wyczerpujących poszukiwań. Dobrze jednak zdają sobie sprawę z tego, że nierzadko koszty deformacji poznawczych przewyższają ewentualne zyski.

Warto przypomnieć wyniki badań wskazujące, iż przynajmniej w naszym kręgu kulturowym ludzie skłonni do przeżywania umiarkowanej depresji mają szczególnie dokładny obraz siebie. Deformacje samowiedzy są u nich zwykle słabsze i ujawniają się rzadziej niż u osób niedepresyjnych. Nieco upraszczając, można przyjąć, że w ich autowizerunku jest raczej niewiele miejsca na iluzje. Jeśli już deformują samowiedzę, to przede wszystkim negatywnie oceniają siebie. A skłonność ta zdaje się sprzyjać redukcji ochronnego optymizmu i podtrzymywaniu depresji! W dłuższej perspektywie czasowej może prowadzić do poważnych dewastacji ich psychicznego funkcjonowania.

Wiele wskazuje na to, że pozytywne złudzenia umiarkowanie rozmijające się z rzeczywistością (zwłaszcza te, które odnoszą się do osoby, możliwości i dokonań) bywają ważnymi warunkami zdrowia psychicznego i przystosowania. Mogą sprzyjać kształtowaniu się dobrego samopoczucia i podnosić efektywność działań. Gdy jednak biorą zbyt duży rozbrat z rzeczywistością, nieuchronnie prowadzi to do fatalnych konsekwencji dla samej jednostki bądź dla innych ludzi (Baumeister, 1989).

Wyniki niedawno opublikowanych badań sugerują, że pozytywne iluzje na własny temat, zwłaszcza zawyżanie samooceny, pozwalają przede wszystkim na doraźną adaptację, tu i teraz. W dalszej perspektywie czasowej mogą być jednak psychologicznie kosztowne, prowadząc na przykład do obniżania poczucia własnej wartości. A jeśli nawet nie zaszkodzą, to wcale nie muszą ułatwiać człowiekowi długofalowych osiągnięć w ważnym dla niego zakresie (Robins i Beer, 2001). Dlaczego tak się dzieje? Prawdopodobnie dlatego, że korzystne skutki pozytywnych iluzji są niwelowane przez częste niepowodzenia, będące rezultatem nadmiernego przeceniania własnych kompetencji i możliwości.

Mimo wszystko ludzie niezwykle uporczywie i na różne sposoby podtrzymują iluzje. Zwłaszcza te, które niczym narkotyki doraźnie czynią życie przyjemnym, ale także i te, które długofalowo polepszają jakość psychicznego funkcjonowania i ułatwiają osiąganie ważnych celów. Co więcej, niekiedy zdeformowane przekonania i wyobrażenia o rzeczywistości mają dalekosiężne skutki, wyraźnie wykraczające poza mikroświat jednostki bądź konkretne związki międzyludzkie. Odgrywają też niekiedy doniosłą rolę w wydarzeniach historycznych (Baumeister, 1989).

Są podstawy, by sądzić, że przekształcenia ustrojowe zapoczątkowane u nas w pamiętnym 1989 roku powiodły się między innymi dzięki iluzjom towarzyszącym negocjatorom obu stron. Szczególnie ważne było złudne przekonanie rządzących, że ówczesna opozycja nie odniesie sukcesu w zaplanowanych wyborach. Ich korzystny dla władz rezultat miał umożliwić niewielkie przekształcenia systemu politycznego – na tyle małe, aby nie naruszyć jego istoty, ale wystarczające dla wyzwolenia marnotrawionych dotąd zasobów inicjatywy obywateli, co sprzyjać miało rozwojowi ekonomicznemu.

Co by się stało, gdyby reprezentanci klasy panującej nie uwierzyli w pewnym momencie, iż mogą pokonać opozycję w wyborach? Przypuszczalnie w ogóle nie doszłoby do ugody co do reguł i momentu ich przeprowadzenia. A to najpewniej oznaczałoby fiasko rozmów prowadzonych przy Okrągłym Stole. Warto podkreślić, że do ich powodzenia doszło prawdopodobnie dzięki nietrafnym samoocenom możliwości negocjatorów – dzięki nie tylko ich zawyżaniu, ale też, i to może nawet przede wszystkim, zaniżaniu (o czym dalej), a więc uleganiu iluzjom negatywnym. Z pozoru pozostaje to w sprzeczności z tym, co powiedzieliśmy do tej pory o pożytkach płynących w...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy