DRZWI CIAŁA

Wstęp

Je­śli w dzie­ciń­stwie na­sze gra­ni­ce by­ły na­ru­sza­ne, w do­ro­słym ży­ciu trud­no nam się mó­wi "nie" – twierdzi WOJCIECH EICHELBERGER. Gdy tego nie potrafimy, to prędzej czy później pojawią się problemy w naszych związkach z ludźmi. Wojciech Eichelberger jest psychologiem, absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1970 roku pracuje jako psychoterapeuta. Był stypendystą Instytutu Gestalt i Uniwersytetu w Los Angeles. Związany jest z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie od momentu jego powstania. Ma licencję psychoterapeuty i superwizora psychoterapii integralnej. Specjalizuje się w technikach radzenia sobie ze stresem. Jest żonaty, ma dwóch synów.

Radek Nowakowski: Pewien Islandczyk zbudował dom odwrócony. Na zewnątrz trzeba było wejść, do wewnątrz wyjść. Czy rozgraniczenie na „wewnątrz” i „zewnątrz” w stosunku do każdego z nas ma sens?
Wojciech Eichelberger: – Gdy niemowlę się rodzi, nie ma w umyśle idei wewnątrz i zewnątrz. Jego świat nie jest podzielony, a więc siebie również nie wyodrębnia ze świata. Wydaje nam się niesłychane, że dziecko patrzy na grzechotkę i nie wie, czy ona jest wewnątrz, czy na zewnątrz. Możemy spekulować, że w przeżywaniu niemowlęcia ono i grzechotka są jednym. Gdy taki stan umysłu, stan nieoddzielenia, przydarza się nam w dorosłym życiu, nazywamy to doświadczeniem mistycznym. Zapewne w ten sam sposób niemowlę przeżywa kontakt z piersią matki. Początkowo nic nie wie o tym, że pierś jest na zewnątrz, a pokarm wpływa do wewnątrz. Wszystko dzieje się w jednej przestrzeni. Niemowlę jest więc nieświadomym mistykiem.

– Kiedy pojawiają się granice?
– Prototypowym doświadczeniem wewnątrz i zewnątrz jest zapewne już sam poród. Dziecko w łonie matki żyje w przestrzeni jednorodnej, niepodzielonej, w jedności z matką. Gdy się rodzi, przeżywa szok wyrzucenia w inną przestrzeń. Dla dziecka przestrzeń ciała matki była dotąd całym wszechświatem. Poród jest więc szokiem odkrywcy – dziecko odkrywa nieskończony wymiar jednorodnej przestrzeni wszechświata. Jeszcze się z niej nie wyodrębnia, ale jego pierwotne doświadczenie mistycznej jedności z matką zostało już w jakiejś mierze zakwestionowane. Zapewne już w trakcie porodu rozpoczyna się jeszcze nieświadomy proces stopniowego wyodrębniania się przestrzeni wewnętrznej, przestrzeni ciała. A ponieważ „wewnątrz” jest nie do pomyślenia bez „zewnątrz”, więc jednocześnie w umyśle dziecka tworzy się koncepcja „zewnątrz”. Z wolna powstają podwaliny poczucia „ja i inne”. Zmysły dziecka pomagają mu konstruować iluzję świata podzielonego. Szczególnie pierwsze doświadczenia bólowe przekonują niemowlę, że „wewnętrzne” różni się od „zewnętrznego” i że jest między nimi jakaś granica. Gdy uderzy się, skaleczy albo oparzy, doświadcza bólu, który odbiera tak, jakby był on wewnętrznym odbiciem i przeżyciem czegoś, co znajduje się na zewnątrz. Skóra powoli staje się granicą dwóch odrębnych światów. Zmysły, realizujące biologicznie zakodowaną strategię przeżycia, przekonują niemowlę stopniowo, że ciało jest wewnętrzną przestrzenią, która należy do niego. Tworzy się poczucie „ja” i „nie-ja”, które staje się centralnym punktem odniesienia w jego percepcji rzeczywistości.

Po co są granice? Prowadził Pan kiedyś w telewizji program „Okna” i zachęcał do otwartości. Ale w domu oprócz okien potrzebne są też drzwi.
– Gdy ju...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy