Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

DRZWI CIAŁA

29

Je­śli w dzie­ciń­stwie na­sze gra­ni­ce by­ły na­ru­sza­ne, w do­ro­słym ży­ciu trud­no nam się mó­wi "nie" – twierdzi WOJCIECH EICHELBERGER. Gdy tego nie potrafimy, to prędzej czy później pojawią się problemy w naszych związkach z ludźmi. Wojciech Eichelberger jest psychologiem, absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1970 roku pracuje jako psychoterapeuta. Był stypendystą Instytutu Gestalt i Uniwersytetu w Los Angeles. Związany jest z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie od momentu jego powstania. Ma licencję psychoterapeuty i superwizora psychoterapii integralnej. Specjalizuje się w technikach radzenia sobie ze stresem. Jest żonaty, ma dwóch synów.

Radek Nowakowski: Pewien Islandczyk zbudował dom odwrócony. Na zewnątrz trzeba było wejść, do wewnątrz wyjść. Czy rozgraniczenie na „wewnątrz” i „zewnątrz” w stosunku do każdego z nas ma sens?
Wojciech Eichelberger: – Gdy niemowlę się rodzi, nie ma w umyśle idei wewnątrz i zewnątrz. Jego świat nie jest podzielony, a więc siebie również nie wyodrębnia ze świata. Wydaje nam się niesłychane, że dziecko patrzy na grzechotkę i nie wie, czy ona jest wewnątrz, czy na zewnątrz. Możemy spekulować, że w przeżywaniu niemowlęcia ono i grzechotka są jednym. Gdy taki stan umysłu, stan nieoddzielenia, przydarza się nam w dorosłym życiu, nazywamy to doświadczeniem mistycznym. Zapewne w ten sam sposób niemowlę przeżywa kontakt z piersią matki. Początkowo nic nie wie o tym, że pierś jest na zewnątrz, a pokarm wpływa do wewnątrz. Wszystko dzieje się w jednej przestrzeni. Niemowlę jest więc nieświadomym mistykiem.

– Kiedy pojawiają się granice?
– Prototypowym doświadczeniem wewnątrz i zewnątrz jest zapewne już sam poród. Dziecko w łonie matki żyje w przestrzeni jednorodnej, niepodzielonej, w jedności z matką. Gdy się rodzi, przeżywa szok wyrzucenia w inną przestrzeń. Dla dziecka przestrzeń ciała matki była dotąd całym wszechświatem. Poród jest więc szokiem odkrywcy – dziecko odkrywa nieskończony wymiar jednorodnej przestrzeni wszechświata. Jeszcze się z niej nie wyodrębnia, ale jego pierwotne doświadczenie mistycznej jedności z matką zostało już w jakiejś mierze zakwestionowane. Zapewne już w trakcie porodu rozpoczyna się jeszcze nieświadomy proces stopniowego wyodrębniania się przestrzeni wewnętrznej, przestrzeni ciała. A ponieważ „wewnątrz” jest nie do pomyślenia bez „zewnątrz”, więc jednocześnie w umyśle dziecka tworzy się koncepcja „zewnątrz”. Z wolna powstają podwaliny poczucia „ja i inne”. Zmysły dziecka pomagają mu konstruować iluzję świata podzielonego. Szczególnie pierwsze doświadczenia bólowe przekonują niemowlę, że „wewnętrzne” różni się od „zewnętrznego” i że jest między nimi jakaś granica. Gdy uderzy się, skaleczy albo oparzy, doświadcza bólu, który odbiera tak, jakby był on wewnętrznym odbiciem i przeżyciem czegoś, co znajduje się na zewnątrz. Skóra powoli staje się granicą dwóch odrębnych światów. Zmysły, realizujące biologicznie zakodowaną strategię przeżycia, przekonują niemowlę stopniowo, że ciało jest wewnętrzną przestrzenią, która należy do niego. Tworzy się poczucie „ja” i „nie-ja”, które staje się centralnym punktem odniesienia w jego percepcji rzeczywistości.

Po co są granice? Prowadził Pan kiedyś w telewizji program „Okna” i zachęcał do otwartości. Ale w domu oprócz okien potrzebne są też drzwi.
– Gdy już nastąpi podział pierwotnej jednorodnej przestrzeni na przestrzeń „ja” i „nie-ja”, drzwi stają się niezbędne do tego, byśmy jako „ja” mogli przeżyć w tym świecie. Wygenerowane przez nasze zmysły poczucie oddzielenia jest wyrazem działania u ludzi biologicznego instynktu samozachowawczego. Dzięki temu dziecko szybko uczy się, że coś może zaboleć, nie smakować, zagrozić – i chroni się przed tym. Zwieracze ciała – usta, powieki, tęczówki – stają się drzwiami, które bronią dostępu do wnętrza. Tęczówka automatycznie obroni przed olśnieniem nadmiarem światła. Powieki pozwolą nie zobaczyć tego, czego nie chcemy. Gdy zamkniemy usta, nie dostanie się do środka niepożądana substancja. Tylko uszy nie mają zwieracza, bo pełnią rolę instalacji alarmowej i przeznaczone są do wiecznego czuwania. Najpierw kontrolujemy zwieracze związane z przyswajaniem – usta i oczy, potem dopiero z wydalaniem. Te drugie nie są aż tak ważne dla przetrwania. Gdy się pojawia poczucie „ja”, dziecko czuje po raz pierwszy potrzebę pochwalenia się produktami „swojego” wydalania. Można powiedzieć, że po raz pierwszy ulega złudzeniu sprawstwa. Ponieważ coś z przestrzeni wewnętrznej, zasiedlonej przez „ja”, znalazło się na zewnątrz, to znaczy, że to ja zrobiłem i mam prawo się tym pochwalić. Przestrzeń, którą uznajemy za naszą, zaczyna się stopniowo rozbudowywać. „Ja” zaczyna posiadać: najpierw kołyskę, potem zabawki, miejsce, pokój, skrytki, tajemnice i tak dalej.

– Co się dzieje, gdy ktoś narusza te przestrzenie?

– Nie wolno atakować i przekraczać granic dziecka. Dotyczy to w szczególności granic ciała, ale także przestrzeni uznanej przez dziecko za jego własną. Gdy wpychamy mu do ust łyżeczkę kaszki, której nie cierpi, to jest to rodzaj gwałtu. Takie powtarzające się inwazje w przestrzeń intymną...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy