Dołącz do czytelników
Brak wyników

Laboratorium

14 czerwca 2020

NR 2 (Luty 2018)

Dowody zbrodni

60

Potliwość, unikanie kontaktu wzrokowego, kulenie się – żadna z tych reakcji nie wskazuje, że osoba kłamie. Nos Pinokia nie istnieje. 

AGNIESZKA CHRZANOWSKA: Badania pokazują, że kiepsko wypadamy w wykrywaniu kłamstw. Moglibyśmy po prostu rzucić monetą i wynik byłby podobny. Czy osoby zawodowo zajmujące się przesłuchaniami wypadają lepiej?

DAVID WILSON: Nie, i tak naprawdę typowania profesjonalistów są nawet nieco gorsze niż te przypadkowe. Nieraz musimy uświadamiać osobom zawodowo zaangażowanym w dochodzenie, że intuicja nie podpowie im, czy ktoś kłamie. To, co często im ona wskazuje, to fakt, że przesłuchiwany jest zdenerwowany. A jak się nie denerwować, kiedy zostajemy oskarżeni o zrobienie czegoś, czego nie zrobiliśmy! Policjanci często błędnie odczytują sygnały niewerbalne mówiące „ta osoba znajduje się pod presją, jest zestresowana i zdenerwowana tym, co ją spotkało” jako „ta osoba kłamie”. 

Co zatem wskazuje, że ktoś nie mówi prawdy? 

Potliwość, unikanie kontaktu wzrokowego, spuszczenie oczu, kulenie się – żadna z tych reakcji nie wskazuje, że osoba kłamie. Nos Pinokia nie istnieje. Nie oznacza to jednak, że język ciała nie mówi, że ktoś mija się z prawdą. Tyle że reakcje danej osoby muszą być obserwowane przez wiele miesięcy czy lat. Na przykład jestem w stanie powiedzieć, czy moje dzieci kłamią, czy mówią prawdę. Mogę to jednak zrobić dlatego, że widziałem ich język ciała w wielu różnych sytuacjach na przestrzeni długiego czasu – częściej gdy mówiły prawdę, czasem gdy kłamały. Innymi słowy, znam pewien poziom bazowy, do którego odnoszę ich język ciała. Przesłuchujący nie ma tyle czasu, nie ma też takiego punktu odniesienia, do którego mógłby porównywać język ciała przesłuchiwanego. Zatem, owszem, istnieją wskazówki związane z językiem ciała, jednak niemożliwe byłoby stwierdzenie, jakie one są w przypadku konkretnego podejrzanego. 

Jak się różnią zeznania kłamcy i mówiącego prawdę? 

Gdy mówimy prawdę, wydobywamy wspomnienie, które już znajduje się w naszym „banku pamięci”. Mówimy jasno i w prosty sposób, ponieważ jedynie odszukujemy wspomnienie czegoś, co miało miejsce, i opisujemy je. Jeśli natomiast kłamiemy, musimy stworzyć zupełnie nową opowieść lub wykorzystać istniejące wspomnienie i dostosować je do aktualnej sytuacji. A to zwiększa obciążenie poznawcze pamięci.

Przesłuchiwany się wtedy jąka, robi błędy, mówi wolniej, a jego opowieść jest bardziej „płaska”, pozbawiona koloru – i takich oznak właśnie szukamy podczas przesłuchań, by ocenić, czy ktoś kłamie. Kłamca potknie się na własnych słowach na temat czegoś, co powinno być oczywiste. I będzie próbował się poprawić, np. „To było we wtorek, a nie, zaraz, we środę”. Co jednak ważniejsze, w opowieści będzie brakować szczegółów. Gdy zapytam kogoś, co jadł wczoraj na kolację, osoba ta będzie w stanie szybko sobie to przypomnieć i opisać szczegółowo posiłek – pod warunkiem, że będzie mówić prawdę. Zatem analizując zeznania, zwracam uwagę na wahania, pomyłki i bezbarwność opisu. Na tej podstawie, w połączeniu z informacjami o przestępstwie, które pozyskałem z innych źródeł, wnioskuję, czy przesłuchiwany mówi prawdę, czy kłamie. 

Jak to wygląda w praktyce?

Doskonałym przykładem jest przypadek pewnego mężczyzny, który twierdził, że błędnie podejrzewano go o popełnienie morderstwa. Mówił, ż...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy