Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp

2 grudnia 2019

NR 12 (Grudzień 2019)

Co przynosi ulgę, co pocieszenie

160

Póki życia, póty nadziei – mówi stare przysłowie. Trudno żyć tylko nią, ale bez niej żyć jeszcze trudniej. Gdzie zatem jej szukać, jak ją w sobie wzbudzić?

1. Zacząć od małych kroków

Mam szczęście, że wychowałam się w rodzinie, dzięki której mam nadzieję podstawową, czyli przekonanie, że wszystko ma sens, a świat jest w miarę życzliwy. Gdy tracę grunt pod nogami i zupełnie nie wiem, co będzie dalej, uruchamia się we mnie ta bazowa nadzieja, opisana przez Erika Eriksona, i mimo wszystko wierzę, że ostatecznie będzie dobrze – nawet jeśli jeszcze nie wiem, jak to się stanie. 

POLECAMY

Głównym źródłem nadziei są dla mnie relacje z ludźmi. Wiem, że nawet jeśli ustanę, ktoś obok powie: „Jestem przy tobie, nie będzie tak źle”. Staram się otaczać ludźmi, którzy mi nadzieję podnoszą. Mam się na kim oprzeć. Tak było podczas poważnej choroby: bałam się i wtedy dostałam wiele wsparcia – od bliskich, ale i od lekarzy, specjalistów. W trudnych momentach, gdy nadziei jest mniej, płynie ona ze świata.

Daje mi ją też moje doświadczenie. Dzięki temu mam oparcie w sobie. Zwracam uwagę na sposób, w jaki myślę; na dialog wewnętrzny, czyli ten głos we mnie komentujący to, co mi się przydarza. Gdy orientuję się, że staje się negatywistyczny, świadomie staram się na niego wpływać, zauważając rzeczy pozytywne. Chodzi o to, by nie dać się porwać umysłowi katastrofizującemu, który jest silniejszy, bo ewolucyjnie zostaliśmy nastawieni na wychwytywanie zagrożeń. Ale zawsze możemy próbować dostrzec również jasne strony, coś dobrego, za co warto być wdzięcznym. Trzeba tylko podjąć taką decyzję i trochę wysiłku w to włożyć. 

Nadzieja sama się nie zrobi. Jeśli ktoś myśli: będzie lepiej i tylko czeka, aż tak się stanie, albo wierzy, że opatrzność czuwa i wszystko za niego rozwiąże, łudzi się i ulega fałszywej nadziei, zwanej „matką głupich”.

Prawdziwa nadzieja nie zwalnia z poczucia odpowiedzialności. Oznacza, że widzimy różne opcje, jesteśmy na nie otwarci i działamy tak, by ją wzmacniać. Pytanie, jakie emocje się w nas rodzą w wyniku naszego dialogu wewnętrznego? Jeśli czujemy ulgę, lecz nie idzie za tym energia do działania, prawdopodobnie mamy do czynienia z fałszywym pocieszeniem, które znieczula, uśmierza lęk, ale niczego nie zmienia.

Nadzieja wykracza poza racjonalność, wymaga odwagi i wiary – w świat i we własne siły. Wymaga też otwartości na to, co jest – szczególnie jeśli jest bolesne i pełne lęku. Jeśli unikamy widzenia tego, nadzieja staje się ucieczką, sposobem na nieprzeżywanie emocji i niewidzenie, z czym sobie nie radzimy. A z drugiej strony potrzebna jest otwartość na to, że – choć różnie się sprawy mogą potoczyć – może być lepiej. Wtedy nadzieja ma szansę ponieść nas i mobilizować do działania. 

We mnie nadzieję podtrzymuje robienie małych kroków. Nawet w perspektywie katastrofy, na przykład tej ekologicznej, staram się coś robić, by się nie dokładać do problemu: segreguję śmieci, sadzę drzewa. Działam metodą małych kroków – robię swoje, dostrzegam w tym sens i cieszę się choćby małym efektem. Wokół widzę ludzi, którzy podobnie działają i zarażamy się nawzajem swoją nadzieją. 

A gdy wszystko zawodzi, jest jeszcze ta najgłębsza – nadzieja transformująca, o której mówi Denis O’Hara z Australian College of Applied Psychology, powiązana z doświadczeniem skończoności naszego życia.

Bardziej polega ona na sposobie bycia w świecie niż na działaniu w nadziei. Jej istotą jest znajdywanie sensu w tym, co się nam przydarza. I ufność, że ten sens można odkryć. Jej podłożem jest wspomniany głos w nas – warto usłyszeć, co i jakim tonem mówimy do siebie, jak komentujemy siebie i świat. Na to bowiem mamy wpływ. Najłatwiej zaś go usłyszeć, gdy jesteśmy wyciszeni, w stanie uważności i świadomości, wtedy też możemy go modulować. Nadzieja transformująca, jak zauważa Richard Rorty, amerykański filozof, to taka opowieść o własnym życiu, w której widzimy wiele możliwości i cokolwiek się zdarzy, przyjmujemy to, i znów widzimy wiele możliwości... Łatwiej wtedy zaakceptować to, co nieuchronne.

2. Wyjść do innych

Kiedy zaczęłam się zastanawiać nad tym, skąd czerpię nadzieję, pocieszenie, uświadomiłam sobie, że przedstawienia, które realizujemy dla dzieci i młodzieży, nigdy nie kończą się źle, ale też nie kończą się happy endem, bo dzieci już nie wierzą w to, że wszystko się dobrze skończy. Odkryłam, że pracując nad tymi sztukami, ja-dorosła mogę dać dzieciom nadzieję.

Jedną z takich okazji mieliśmy, wystawiając w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu sztukę „Wróg – instrukcja obsługi” na podstawie książki Wróg Serge’a Blocha i Davide’a Caliego. Przypomnieliśmy niezwykłe zdarzenie, które miało miejsce w Ypres w 1914 roku, kiedy to podczas I wojny światowej w Boże Narodzenie żołnierze niemieccy i alianccy zawiesili walkę, wyszli z okopów i podzielili się opłatkiem. Na te kilka chwil wyszli do siebie, rozmawiali ze sobą, świętowali wspólnie. Ten bożonarodzeniowy rozejm był dla nas sytuacją niezwykłą, dającą dużą nadzieję – no bo skoro takie otwarcie się było możliwe, choćby na jedną noc, w tak trudnych okolicznościach, to może z nami, ludźmi, jeszcze nie jest tak źle? 

Wierzę w to, że nasze – i wielu innych osób – działanie na rzecz zmiany postaw ma sens. Wiemy, że nie pracujemy na rzecz happy endu, ale też wiemy, że możemy działać, by było lepiej. Świat jest rozhuśtany, wszystko się chwieje, porządki polityczne, społeczne, ekonomiczne, ale gdy pracujemy razem, to czujemy bliskość. Widzimy, że ten świat się rozpada i czujemy smutek, że dopiero teraz to widzimy. Jako dorośli nie możemy już być dłużej autorytetami, bo za dużo schrzaniliśmy. Ale też jest nadzieja, bo musimy razem działać dalej. Brać młodych ludzi na serio, czerpać od nich
inspirację.

Nadziei szukam w byciu blisko siebie, w relacji z innymi. Gdy czuję, że coś mnie przerasta, to siłę daje mi nie zamknięcie, ale wyjście, otwarcie się. Nawet jeśli ja chwilowo zwątpię w sens tego, co robię, to wiem, że inni działają i widzą sens. I odwrotnie – ja mogę być takim kimś dla innych wątpiących, przeżywających kryzys. 

Bardzo ważne jest dla mnie też to, że w moim obszarze działań, w teatrze, uświadamiamy sobie i innym uniwersalne wartości i prawdy, o których zapominamy.

Nadzieję daje mi też to, co widzę po 15 latach pracy z osobami niepełnosprawnymi – zmieniamy ich wizerunek i one dziś już same walczą o siebie, o swoje prawa. Nasz teatr zmienia perspektywę innych ludzi, ale i nas samych, budzi z codzienności, która czasem wydaje się beznadziejna. Ważne jest podtrzymywanie relacji, pielęgnowanie więzi i wychodzenie na zewnątrz. Bardzo wierzę we wspólną obecność.

Nadzieję dają mi kobiety, bo widzę, jak wiele kobiet przychodzi do nas na spektakle, na warsztaty, jak wiele kobiet chce się uczyć, działać, zmieniać.

3. Pracować z sensem

Przyznam, że wcześniej nie zastanawiałem się nad tym, co mi daje nadzieję, siłę do działania. Po prostu wstawałem i z dużą energią ruszałem do swoich zadań – nawet wtedy, gdy pojawiały się problemy i zmęczenie. Dopiero pytanie innych osób o to, co mi daje siłę, zmusiło mnie do pomyślenia o tym, skąd ją biorę. Myślę, że źródeł tej siły, nadziei jest kilka.

Ważne jest dla mnie to, że wykonuję pracę, która ma sens – to nie jest tylko wypełnianie rubryk czy odhaczanie procedur, lecz realny kontakt z człowiekiem, który potrzebuje wsparcia na bardzo ważnym etapie jego życia. W hospicjum dajemy mu realną pomoc. Dla mnie to nie jest miejsce, w którym ludzie umierają, miejsce końca, rozpaczy... Jeśli uświadamiamy sobie, że każdy umrze i nikt z nas nie wie, czy to się stanie za godzinę, za tysiąc godzin, tysiąc dni, to zrozumiemy, że w hospicjum spotykamy się z żywymi ludźmi, którym ta perspektywa się skróciła. Na jednym z pogrzebów pewien prawosławny duchowny powiedział, że człowiek rodzi się trzy razy: kiedy rodzi go matka, kiedy jest chrzczony i kiedy umiera, czyli rodzi się dla nieba. Wierzę, że towarzyszymy tym osobom przy ich trzecich narodzinach. To może być bardzo ważny czas, jeśli będzie dobrze poprowadzony, jeśli osoba jest na to gotowa, nie cierpi, a my z ufnością wchodzimy w taką głęboką relację. Dzieją się rzeczy absolutnie niepowtarzalne, gdy towarzyszymy w tym ostatecznym dojrzewaniu do wieczności. Możemy skorzystać z mądrości i doświadczenia tych osób. Takie doświadczenie daje siłę i nadzieję. Oczywiście po ludzku to jest trudne, bo zżywamy się z osobą, która miała żyć pół roku w hospicjum, a żyła trzy lata. Zżyliśmy się z nią, jej bliskimi i nagle tych relacji nie ma. Przeżywamy stratę, ale wydaje mi się, że ta relacja, którą mieliśmy, dostaliśmy – jest źródłem ogromnej siły...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy

    Cezary Łazarewicz

    Jest dziennikarzem i publicystą. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, „Przekroju”, „Polityce”, „Newsweeku”, „Wprost”. Autor książek: Kafka z Mrożkiem. Reportaże pomorskie; Sześć pięter luksusu. Przerwana historia Domu Braci Jabłkowskich; Elegancki morderca; Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka; Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej; 1939. Wojna? Jaka wojna? Jego ostatnia książka to reportaż Nic osobistego. Sprawa Janusza Walusia.

    Kinga Tucholska

    Dr; jest psychologiem i psychoterapeutką poznawczo-behawioralną. Pracuje w Instytucie Psychologii Stosowanej UJ. Zajmuje się psychologią czasu i orientacjami temporalnymi, a także psychologią pozytywną, problematyką samoaktualizacji I nadziei. Napisała m. in. książkę Kompetencje temporalne jako wyznacznik dobrego funkcjonowania, a także wspólnie z Bożeną Gullą Psychologię czasu w kontekście zdrowia i choroby, gdzie można znaleźć więcej informacji na tematy poruszone w tekście.

    Justyna Sobczyk

    Reżyserka, pedagożka, założycielka Teatru 21, jedynej w Polsce grupy teatralnej, której członkami są osoby z zespołem Downa i autyzmem, laureatka Nagrody im. Konstantego Puzyny

    Paweł Grabowski

    Drl Specjalista medycyny paliatywnej, twórca domowego Hospicjum Proroka Eliasza w Michałowie, laureat nagrody „Okulary ks. Jana Kaczkowskiego.Nie widzę przeszkód”

    Steven Pinker

    Profesor psychologii na Harvard University, autor książki Nowe oświecenie. Argumenty za rozumem, nauką, humanizmem i postępem.

    Bożena Stachura

    Polska aktorka teatralna i filmowa, przez wiele lat związana z Teatrem Narodowym, współpracuje z Teatrem Kamienica i Och-Teatrem. Niezapomniana Solange w „Pragnieniu miłości” Jerzego Antczaka.

    Jacek Dehnel

    Pisarz, tłumacz, poeta i malarz, autor wielu książek, między innymi: Lala, Saturn, Matka Makryna, Ale z naszymi umarłymi.