Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

1 grudnia 2015

Ciała oswajanie

45

Nosimy w ciele odpryski traum, które powodują, że nie radzimy sobie w życiu, nie potrafimy wybrać własnej drogi, boimy się jakichkolwiek zmian.

Wypadam z „dziesiątki” wprost na ulicę upstrzoną ptasimi odchodami. Nagrzane powietrze wibruje i niesie echo dzwonków uciekającego tramwaju. Trochę się boję tego spotkania. Podobno przed rolferem trzeba się rozebrać. Podobno bezbłędnie znajduje miejsce, w którym ukrył się lęk... Serce mi wali, gdy przechodzę przez bramę starej kamienicy czynszowej i szukam wejścia od podwórza. Nie zdążyłam zapukać – drzwi uchyla uśmiechnięty trzydziesto-, a może czterdziestolatek, trudno określić wiek. Jeden z trzech polskich rolferów. Zaprasza do środka, zwraca się do mnie po imieniu, ale nie ma w tym maniery czy sprytnej próby skrócenia dystansu. Pyta, czy chcę tylko rozmawiać, czy również doświadczyć – dosłownie: na własnej skórze – czym jest rolfing. Ciekawość przezwycięża obawy. Ustalamy, że najpierw będzie sesja, a potem rozmowa. Sesję poprzedza krótki wywiad „medyczny” – przebyte choroby, dolegliwości, porody, wypadki. Teraz mam się rozebrać do bielizny, stanąć przed nim i... po prostu stać. Po chwili wiem, że to nie takie proste. I wcale nie chodzi o to, że patrzy na mnie, prawie nagą. Początkowe skrępowanie szybko topnieje pod nieoceniającym spojrzeniem.
Choć stoję – drgam. Kręci mi się w głowie. Moje ciało jest jak worek kartofli zrzucony z furmanki. Pozornie nieruchomy blok, w którym dochodzi do mikrotąpnięć. Coś przesypuje się we mnie, przemieszcza, płynie, faluje, a przecież poza mruganiem powiekami nie wykonuję żadnych ruchów. Gdy wreszcie znajduję w sobie jakiś punkt podparcia i niewidzialny pył mojego ciała opada, słyszę ciepły głos: „Widzę, że umiesz wylądować. Zaraz przekonamy się, czy potrafisz latać”…

MAGDA BRZEZIŃSKA: – Kim jest rolfer? Jak to się stało, że Ty nim jesteś?

WOJCIECH KARCZMARZYK: – Moje ciało mnie do tego doprowadziło. Odczuwałem bóle kręgosłupa, w odcinku lędźwiowym, miałem też problemy z postawą, bo moja głowa wystawała do przodu. Myślałem, że uporam się z tym, uprawiając sport. Chodziłem na siłownię, studiowałem na AWF, jednak nic nie pomagało. Chociaż miałem świetną sylwetkę, byłem wysportowany i wyglądałem jak okaz zdrowia, ból był coraz większy. Od osiemnastego roku życia medytowałem, potem zacząłem praktykować jogę, ale po dziewięciu miesiącach ćwiczenia pod okiem bardzo ambitnych nauczycieli bolał mnie nie tylko kręgosłup, ale również kolana. Po ukończeniu studiów wyjechałem do Londynu, gdzie studiowałem jogę w instytucie Iyengara oraz kontynuowałem praktykę medytacji pod okiem ojca Laurence’a Freemana OSB. Dzięki niemu poznałem rolfera i nauczyciela jogi Giovanniego Felicioni. Reprezentował całkiem inne podejście niż moi dotychczasowi nauczyciele – on nie wymuszał niczego na ciele, ale raczej za nim podążał. Jedna z indywidualnych lekcji w pewnym momencie przeszła w sesję rolfingu – metody pracy z ciałem opracowanej przez Idę Rolf. Efekt był niezwykły. Przez kilka lat szukałem ratunku dla mojego ciała, a on w kilka minut coś „poprzestawiał” i sprawił, że zmiana sama się dokonała. Zafascynowany jego metodą, rozpocząłem studia rolfingu na British Academy of Rolfing Structural Integration, które kontynuowałem w Monachium na European Rolfing Association e.V. Rolfing określany jest również jako integracja strukturalna, bo jego celem jest ponowne zintegrowanie struktury ciała.

A co ją dezintegruje? Przecież gdy przychodzimy na świat, jesteśmy doskonale spójną całością, jednością…

– To prawda. Jako dzieci jesteśmy niesamowicie zintegrowani, ale zaczyna się życie – pełne niespodzianek i wymagań – i w zależności od tego, jak ono nami pokieruje, wpływa na strukturę fizyczną pozytywnie lub negatywnie. Nasze ciało dezintegrują traumy, począwszy od zwykłego upadku z dziecięcego rowerka lub ze schodów. Matka takiego dziecka, jak pisze Ida Rolf, myśli: no przecież nic się nie stało, nie złamało sobie ręki ani nogi, nie trzeba było jechać do szpitala, więc… nic się nie stało. Niby tak, ale kilka lat później dziecko radzi sobie w szkole gorzej niż rówieśnicy. Taka osoba jest powolna, niepewna siebie, swoich ruchów. Nawet jeśli zacznie intensywnie ćwiczyć pod okiem trenera, nadal czegoś jej brakuje. Wygląda świetnie, jest wysportowana, ale boli ją tu i tam. Sylwetka nie wygląda naturalnie, ciało nie podąża za wymaganiami. Pogłębia się niepewność w codziennym funkcjonowaniu. Gdy taka osoba trafi do gabinetu psychologa, wspólnie poszukują źródeł tej niepewności, pracują z emocjami. Może się jednak okazać, że problem tkwi głęboko w ciele, w jego strukturze, bo ten upadek ze schodów czy z dziecięcego rowerka spowodował, że np. miednica uległa przekrzywieniu i powstało napięcie na tkance łącznej – powięzi. W wyniku przekrzywienia miednicy jedno biodro jest nieco wyżej, co destabilizuje podstawę i wpływa na sposób poruszania się. Ciało nie czuje się bezpiecznie, człowiek czuje się zagubiony, jakby nieosadzony.

W samym sobie? Badacz osobowości Gordon Allport uważał, że ciało jest „kotwicą” tożsamości…
– Dokładnie! Takiemu człowiekowi brakuje kotwicy. Jego ciało jest zestawem zdestabilizowanych części. Rolfer pracuje manualnie z powięzią, żeby zintegrować ciało, zbalansować je, wprowadzić w jedną linię, pomóc odnaleźć wsparcie na stopach. Wraz ze zmianą postawy zewnętrznej może zmienić się również nasza postawa wewnętrzna, bo problem psychiczny ma swoje odzwierciedlenie w ciele. Rolfing może być zatem wsparciem dla procesu terapeutycznego.

Właściwie nie bardzo wiem z czym, z jaką częścią ciała pracuje rolfer. Powięź kojarzy mi się… rzeźniczo – to te białe błony, które trzeba usunąć z mięsa przed przygotowaniem sznycli do smażenia. Żaden lekarz nie interesował się moją powięzią.

– I wcale mnie to nie dziwi. W Polsce rolfing dopiero raczkuje, chociaż Ida Rolf, pionierka pracy z powięzią, zwróciła uwagę na rolę powięzi ponad 50 lat temu. Ida Rolf była doktorem biochemii, sama cierpiała z powodu różnych dolegliwości i szukała sposobu ich przezwyciężenia. Odkryła, jak ważna dla naszego zdrowia i samopoczucia jest ta błona, zbudowana z tkanki łącznej. Powięź oplata całe ciało, utrzymując jego strukturalną jedność, zabezpiecza ją i wspiera. To pewnego rodzaju labirynt włókien, który stanowi osnowę dla mięśni, systemu kostnego i narządów wewnętrznych. Chroni ciało przed zarazkami i infekcjami, wspomaga też proces gojenia.
Ostatnia dekada to prawdziwy boom badań nad powięzią. Dopiero teraz pozwala na to w pełni nauka, mamy odpowiednie technologie badawcze. Jeszcze do niedawna rolfer jedynie czuł powięź przez skórę, przez dotyk, przepozycjonowywał ją, czuł, jak topnieje pod jego palcami. Oczywiście ten dotyk nie może być inwazyjny, on musi wypływać ze współodczuwania drugiej osoby. Dzisiaj nauka pozwala nam zajrzeć do wnętrza ciała i zobaczyć, jak funkcjonuje powięź. Znany rolfer, dr Robert Schleip, prowadził w niemieckiej telewizji program, w którym prezentował wyniki swoich badań nad powięzią, pokazywał, jak ona pracuje, adaptuje się, zmienia swoje położenie, nabudowuje się w niektórych miejscach w wyniku wypadków albo powtarzalnych, niemal zautomatyzowanych ruchów, na przykład takich, jakie wykonujemy podczas pracy na komputerze. Te błędne nawykowe lub nieekonomiczne ruchy powodują, że powięź nabudowuje się lub skleja, co destabilizuje strukturę ciała. Na Zachodzie coraz więcej mówi się o powięzi i rolfingu. W samym Monachium, gdzie się szkoliłem, jest prawie dwustu rolferów. Bardzo wielu rolferów jest w Anglii, Hiszpanii, Szwajcarii i we Włoszech. Największą popularnością rolfing cieszy się w USA, zwłaszcza po wystąpieniu rolfera w programie Oprah Winfrey, w którym na oczach publiczności osoba została poddana sesji rolfingowej.


Na środku pokoju stoi rozkładany stół do masażu. Śmieję się w duchu: to na nim przekonamy się, „czy potrafię latać”? Teraz moim zadaniem jes...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy