Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

CENA WOLNOŚCI PO INFLACJI

0 419

Władza komunistów w Europie Środkowej i Wschodniej opierała się na przemocy. Rola tajnej policji politycznej wszędzie była ogromna, a jej prerogatywy niezwykle szerokie. Upadek komunizmu postawił przed społeczeństwami zadanie rozliczenia się z latami dyktatury i z konsekwencjami wieloletniego funkcjonowania agentury bezpieki. Umożliwiając dostęp do akt organów bezpieczeństwa PRL, zwracamy ludziom część wolności, jaką im zabrano - twierdzi ANDRZEJ GRAJEWSKI.

Już pod koniec lat 40. działała sieć około 74 tys. tajnych współpracowników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego (MBP). W 1949 roku powstały Referaty Ochrony, które miały za zadanie prowadzenie sieci agenturalnej w zakładach przemysłowych. W latach 1951–1953 Referaty Ochrony działały w ponad 600 zakładach pracy, a sieć agenturalna liczyła ponad 26 tys. osób. Na skutek ich donosów tysiące ludzi trafiło do więzień i obozów pracy, utraciło możliwość dalszego kształcenia się lub awansu. Podejrzanym w tamtym okresie mógł być praktycznie każdy. W styczniu 1953 roku w kartotekach UB, prowadzonych jako ewidencja elementu podejrzanego, znajdowało się około 5,2 mln osób, a więc blisko jedna trzecia dorosłej ludności Polski.

Także po 1956 roku szczególną rolę w pracy organów bezpieczeństwa, a więc przede wszystkim Służby Bezpieczeństwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (SB) oraz Wojskowej Służby Wewnętrznej (WSW), odgrywała agentura. Jej znaczenie wzrastało szczególnie w okresach niepokojów i napięć społecznych. Okres po Sierpniu ’80 był także czasem wielkiego werbunku. W latach 80. agentura we wszystkich pionach operacyjnych MSW gwałtownie się rozwijała: liczba tajnych współpracowników wzrosła z 35.265 pod koniec 1981 roku do 69.661 w końcu roku 1984 (poprzednio, aby podwoić ich liczbę, potrzebowano całej dekady 1971–1981). Do tego należy dodać nadal nieznaną liczbę tajnych współpracowników WSW, Wojsk Ochrony Pogranicza oraz Zarządu II Sztabu Generalnego MON (wywiadu wojskowego). Warto podkreślić, że wbrew obiegowej opinii głoszącej, jakoby funkcjonariuszy PZPR nie werbowano do współpracy z SB, znaczna ich część miała stałe kontakty z tajną policją polityczną. Członkowie PZPR pracowali dla służb specjalnych jako tzw. kontakty obywatelskie bądź kontakty służbowe.

Również Kościołowi nie udało się obronić przed silną infiltracją swoich szeregów. W 1984 roku z SB systematycznie współpracowało 2309 księży, czyli 9,17 proc. ówczesnego polskiego duchowieństwa katolickiego. W podobnej skali penetrowane były także inne Kościoły chrześcijańskie, świadkowie Jehowy oraz gminy żydowskie. Kierownictwo polityczne państwa akceptowało wzrost wpływów MSW, upatrując w pełnej kontroli całości życia gospodarczego i społecznego panaceum na wszystkie systemowe bolączki kraju.

Przyjęcie Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej stworzyło nowe ramy dyskusji dotyczącej rozliczenia z dziedzictwem PRL. Każdy „pokrzywdzony” ma bowiem nie tylko możliwość zapoznania się z materiałami, jakie na jego temat zgromadziły organa bezpieczeństwa, lecz może również poznać nazwiska oficerów, którzy prowadzili wobec niego różne działania operacyjne, i ludzi, którzy jako tajni współpracownicy donosili na niego. Wnioski o dostęp do swoich „teczek” złożyło już ponad 14 tys. osób. Swoje akta czytało dotychczas ponad 5 tys. osób, najczęściej ze starszego pokolenia. Wśród młodszych przeważają działacze „Solidarności”, a zwłaszcza ludzie zaangażowani w latach 80. w działalność podziemnych struktur tego związku.

Argumentem wysuwanym często przez przeciwników otwierania archiwów komunistycznej bezpieki jest obawa, że znaczna część tych materiałów może być sfałszowana. Uważam, że nie ma podstaw do twierdzenia, że materiały gromadzone przez bezpiekę były fałszowane. Mogę to stwierdzić zarówno jako członek Kolegium IPN, mający szerszy niż inni dostęp do tych dokumentów, jak i jako „pokrzywdzony”, który skorzystał z możliwości złożenia wniosku i otrzymał stosowne materiały. Nie można zapominać, że informacje zbierane przez funkcjonariuszy bezpieki w celach operacyjnych były tajne. Miały być źródłem wiedzy dla ośrodków politycznych. Nie było więc żadnego powodu, aby je fałszować. SB miała także rozwinięty system kontroli mający chronić tajną policję przed fałszowaniem informacji przez jej nieuczciwych funkcjonariuszy, pragnących na przykład przywłaszczyć sobie fundusz operacyjny. Proces werbunku agentury był monitorowany przez kierownicze jednostki SB, a w przypadku szczególnie ważnych agentów stosowano praktykę organizowania dla nich spotkań z osobami ze ścisłego kierownictwa MSW. Oczywiście SB wytwarzała w celach operacyjnych różne fałszywe dokumenty. Takie przypadki były jednak ewidencjonowane i nie są częścią zasobów informacyjnych pozyskanych przez agenturę.

Można natomiast powiedzieć, że dokumenty przechowywane obecnie w archiwach IPN są bardzo niekompletne. Materiały MBP i SB były wielokrotnie niszczone. Ostatnia wielka czystka miała miejsce po śmierci księdza Jerzego Popiełuszki oraz jesienią i zimą 1989 roku. Należy przy tym zaznaczyć, że jest sporo dowodów na to, by sądzić, że w niektórych wypadkach operacja niszczenia dokumentów była jedynie kamuflażem umożliwiającym oficerom SB ich zagarnięcie. Spoczywają dzisiaj ukryte w nieznanych miejscach, stanowiąc dla byłych esbeków swoistą polisę bezpieczeństwa na spokojną starość lub nieco bardziej dostatnie życie. Niektóre dokumenty nadal znajdują się w politycznym obiegu, wypływając jako tzw. przecieki na łamach czasopism. Jednak nie spotkałem się z przypadkiem, aby wśród ocalałych materiałów były dokumenty fałszywe, tzn. celowo podrabiane, by udowodnić czyjąś współpracę, która w rzeczywistości nie miała miejsca.

Oczywiście z faktu, że dokumenty SB są prawdziwe, nie wynika, że zawierają prawdziwe informacje. Jeżeli mamy do czynienia z doniesieniem na przykład agenta X, który informuje swojego oficera prowadzącego, że znany opozycjonista Kowalski ma kochankę – nie można na tej podstawie wydawać jakiegokolwiek sądu. Prawdą jest tylko, że agent X donosił na Kowalskiego. Treść donosu musi być weryfikowana zgodnie z zasadami krytyki źródeł. Służba Bezpieczeństwa chciała wiedzieć wszystko  o wszystkim, dlatego zbierała niewiarygodne ilości informacji, praktycznie niemających żadnego operacyjnego znaczenia. Dla historyka, socjologa czy psychologa społecznego jest to jednak bezcenny materiał, w skali masowej obrazujący stan nast...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy