Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia w działaniu

29 czerwca 2020

NR 6 (Czerwiec 2017)

Być jak dziecko

0 549

Pragniemy szczęścia naszych dzieci, ale czy wiemy, na czym polega szczęśliwe dzieciństwo? Kto decyduje, jakie ma ono być? 

Czy istnieje jedna wizja szczęśliwego dzieciństwa? Aby się o tym przekonać, na jednym z internetowych forów spytałem ludzi, czym jest dla nich szczęśliwe dzieciństwo. Oto przykładowe wypowiedzi: 
„Szczęśliwe dzieciństwo to takie, gdy zaspokojone są twoje (jako dziecka) potrzeby (nie tylko podstawowe, ale też niektóre zachcianki) i wiesz, że zawsze możesz liczyć na kochających rodziców.”
„To sytuacja, w której dziecko wychowuje się wśród kochających je ludzi, dostaje dużo miłości, dotyku, czułości, ale też swobody. I tych kochających ludzi wokół dziecka jest więcej, nie tylko rodzice.”

Choć inaczej rozkładamy akcenty, to podobnie rozumiemy, na czym polega szczęśliwe dzieciństwo. To zaspokojenie potrzeb, zrozumienie i akceptacja. 
Nie zawsze jednak tak było. Koncepcja dobrego dzieciństwa, jaką nosimy w umyśle, jest z jednej strony produktem filozofii Oświecenia, która przyczyniła się do rozwoju masowej edukacji oraz spopularyzowała metody wychowawcze, a z drugiej strony efektem epoki industrialnej, pokłosiem której stały się prawa dziecka. W Oświeceniu popularność zdobył pogląd, że człowiek jest z natury dobry, należy więc tak go wychowywać, by owych predyspozycji nie zepsuć. Epoka przemysłowa przyniosła z kolei morze nędzy, chorób i przedwczesnej śmierci, co w dużej mierze dotyczyło dzieci. To wówczas zaczęto tworzyć podstawy polityki społecznej względem tych najsłabszych.

POLECAMY

Jak zauważa jedna z internautek: „Szczęśliwe dzieciństwo z założenia nie ma definicji, bo jest uwarunkowane trendami, wykładnią prawa i sumieniem ludzkim, chociaż do tego dodałabym indywidualne, subiektywne odczucie tej «szczęśliwości»”.

Złe scenariusze

Skoro dzieciństwo jest swoistym konstruktem, zależnym od kontekstu społecznego, to scenariusze dobrego dzieciństwa mogą się różnić. Odmiennie też traktowane jest dziecko i jego odpowiedzialność. Oto przykład tragicznych wydarzeń, które to pokazują. 

Jest rok 1993. W Wielkiej Brytanii, w Liverpoolu, dwóch dziesięciolatków uprowadziło dwulatka, który oddalił się od mamy. Skatowali go, a ciało pozostawili na torach. Wywołało to szok w kraju, dla chłopców – w końcu dzieci – domagano się nawet kary śmierci. Gdyby nie policja, doszłoby do linczu. Sąd, mimo wieku oskarżonych, zdecydował, że będą odpowiadać za swój czyn jak dorośli.

W tym samym roku do podobnej zbrodni doszło w Norwegii, w Trondheim. Dwóch sześciolatków podczas zabawy znęcało się nad pięcioletnią Silje Marie Raedergrd. Rozebrali ją i bili, aż straciła przytomność.

Zostawili ją na śniegu. Dziewczynka zamarzła. Zbrodnia nie wywołała jednak tak gorących emocji. Atmosferę tonowała matka zamordowanej, przebaczając oprawcom. Zabójców uznano za ofiary ich psychicznej niedojrzałości, tak jak skatowaną przez nich dziewczynkę. Otoczenie współczuło im (i ich rodzicom) tak samo jak matce dziewczynki. 

Okazuje się, że państwa leżące blisko siebie wypracowały bardzo odległe pojęcia dzieciństwa. W jednym systemie przyjmuje się, że dziecko jest odpowiedzialne za swój czyn i rozumie jego następstwa, w drugim przeciwnie. Zatem dziecko i dzieciństwo nie muszą być (i wcale nie są) kategoriami uniwersalnymi. 

7 nawyków szczęśliwego dziecka

Jeśli chcesz, by Twoje dziecko dobrze radziło sobie w życiu, ukształtuj u niego 7 prostych nawyków, które proponuje Sean Covey. 

  1. Być kowalem swojego losu. Naucz dziecko odpowiadać za swoje wybory i kierować swoim życiem. 
  2. Cel działania. Pokaż dziecku, jak ważne jest planowanie. Wytłumacz, że gdy określi cel działania, łatwiej mu będzie zrealizować postanowienia. 
  3. Najpierw najważniejsze. Gdy nauczysz dziecko ustalać priorytety, nie zagubi się w życiu. 
  4. Strategia wygrana – wygrana. Przekonaj dziecko, że każdy może czuć się wygrany w konflikcie, wystarczy nauczyć się odpowiednich strategii. 
  5. Słuchanie. Naucz dziecko słuchać. Staraj się najpierw je zrozumieć, potem być zrozumianym. 
  6. Synergia. Pokaż, jaką wartość ma działanie w grupie i odkrycie mocnych stron jej członków. 
  7. Ostrzenie piły. Przypominaj dziecku, że potrzebna jest równowaga między ciałem, sercem, umysłem i duszą. By piłując, nie zapominało o naostrzeniu piły!

Oprac. dg na podst.: Sean Covey, 7 nawyków szczęśliwego dziecka, Znak 2017

 

Rodzinka w erze konsumpcji 

Czy istnieje zatem coś wspólnego dla różnych kultur i epok we wzorcu dziecka i szczęśliwego dzieciństwa? Socjologia i antropologia mają co do tego wątpliwości. Podobnie jak nie istnieją niepodważalne reguły wychowawcze. Pojęcia te zależne są od kontekstu historycznego i kulturowego, od systemów filozoficznych i religijnych doktryn, od obecnego prawodawstwa i potęgi tradycji, wreszcie od panujących stosunków społeczno-ekonomicznych i stanu nauki. 

Jak wygląda obraz szczęśliwego dzieciństwa dziś, w epoce nowych mediów, informacji i wysokich prędkości? Odwołam się do rzeczywistości internetowej. W oceanie memów można odnaleźć również taki: „jeśli wiesz, co to jest, to miałeś fantastyczne (w oryginale bardziej dobitne sformułowanie) dzieciństwo”. Dowcip w tym, że widać tu przedmioty prozaiczne, np. kasety magnetofonowe, planszowe gry, rower, bohaterów
wieczorynek, trzepak, procę, kapsle i karty z piłkarzami, a nawet… psa. Pod ilustracjami pojawiają się komentarze w rodzaju „gimby nie znajo” („nie pamiętajo”), co znaczy, że współczesny nastolatek nie ma pojęcia, do czego te przedmioty mogły służyć. Żyje często w wirtualnej rzeczywistości. Czy coś z jego dzieciństwa będzie warte zapamiętania?

Dzieciństwo w dzisiejszych czasach powoli zawłaszczane jest przez rynek i technologie, co opisywał już medioznawca Neil Postman. Staje się obszarem zabiegów marketingowych, przez co powoli odchodzą ideały Oświecenia. 

Co lansują dziś media? Przyjrzyjmy się serialowi „Rodzinka.pl”. Wielu telewidzów uznaje standardy tej rodziny za godne naśladowania. Panuje w niej indywidualizm: każdy pielęgnuje swoje hobby, poświęca się pracy, nauce, spotyka ze znajomymi, ale także domaga się poszanowania swoich gustów i zachcianek. Jest to zgodne ze zdroworozsądkowym obrazem szczęścia, jaki opisywali pytani przeze mnie forumowicze. W serialu pojawia się jednak coś jeszcze: rozmowy synów z rodzicami często przybierają formę negocjacji, dotyczących na przykład zakupu kolejnych gadżetów, zwiększenia kieszonkowego. Czasem są to otwarte transakcje: „zrobię coś, o co mnie prosicie, ale w zamian chcę…”.

Należy zwrócić uwagę, w jakich warunkach toczy się szczęśliwe dzieciństwo synów z „Rodzinki.pl”. Mieszkają w obszernym domu, urządzonym zgodnie z najnowszymi trendami, jeżdżą SUV-em, kupują ubrania z najnowszych kolekcji. Miesięczne koszty ich konsumpcji prawdopodobnie oscylują w granicach kilkunastu tysięcy złotych, co jest poziomem nieosiągalnym dla zdecydowanej większości Polaków. A mimo to polskie rodziny chętnie oglądają serial, akceptując ten – na wskroś konsumpcyjny – model życia. Można przypuszczać, że w społecznej świadomości szczęśliwe dzieciństwo to dzieciństwo… drogie. Podobnych przykładów można znaleźć więcej. Socjologiczni funkcjonaliści powiedzieliby, że to logiczne. W społeczeństwie konsumpcyjnym promowane są wzorce, które ów konsumpcyjny styl życia podtrzymują. Potwierdza to obraz dziecka w reklamie – malec jest szczęśliwy, gdy dostaje od rodzica zabawkę, gadżet czy ulubiony smakołyk. 

Wynalazek dzieciństwa

Jak wskazuje w Historii dzieciństwa Philippe Ariès – dzieciństwo, zwłaszcza szczęśliwe, nie było znane od początku. Należało je wymyślić.

I dlatego ma ono różne wersje. W Średniowieczu, gdy dziecko zdolne było do pracy, zamieniało się w dorosłego. Kategoria dzieciństwa była krańcowo odległa od nam znanej, świadczą o tym choćby wizerunki czy rzeźby. Dziecko to pomniejszony dorosły, jego proporcje nie odpowiadają rzeczywistym. Dzieciom poświęcano mniej uwagi, a szczęśliwe dzieciństwo oznaczało takie, które w ogóle się zdarzyło (z racji wysokiej śmiertelności) oraz było zgodne z oczekiwaniami otoczenia (praca ku chwale suwerena i Boga). 

Dzieciństwo jako okres, kiedy należy dbać o rozwój dziecka, miało dopiero powstać w umysłach filozofów. Doktryna grzechu pierworodnego i chrztu kazały przemyśleć proces dorastania.

Czy można go wypaczyć lub ulepszyć? Pytanie to legło u podstaw pra-psychologii rozwojowej. 

Wraz z nastaniem Renesansu, a później przy udziale myśli Oświecenia (choćby za sprawą Jeana-Jacquesa Rousseau) dziecko doczekało się własnego miejsca w kulturze. Rozwój stał się kwestią na tyle ważną, że musiał mieć określoną strukturę i zasady. Stworzono również fundament współczesnego systemu edukacyjnego. Dziecko stało się materiałem do uformowania. Edukację wymyślono więc po to, by dzieci przemienić w dorosłych. 

Dopiero z biegiem dekad, kiedy to rozwinęła się antropologia społeczna ze swoim szacunkiem dla inności, zaczęto spoglądać na dzieci nie jak na „larwy” dorosłych, ale jak na odrębny świat, rządzący się własnymi prawami, który – w zależności od tego, z czym musi się mierzyć – jest światem szczęśliwym bądź nie (jak miało to miejsce u początków społeczeństwa industrialnego, gdzie wysoka śmiertelność dzieci, skrajna nędza i wyzysk stały się treścią choćby dzieł Dickensa). To właśnie kwestie społecznej patologii przyspieszyły refleksję nad prawami i potrzebami małego człowieka i ukonstytuowały współczesne rozumienie jego szczęścia.

 

Dziecko-wizytówka

„Rodzinka.pl” ukazuje, jaką przemianę przeszedł ideał dziecka i rodziny przez ostatnie ćwierć wieku. Wystarczy wspomnieć „Urwisy z Doliny Młynów”, gdzie również pojawiała się rodzina i grupa dzieci-przyjaciół. W zabawach obywano się jednak bez drogich gadżetów. Relacje z rodzicami nie polegały na transakcjach, dominowała chęć współpracy i uczestnictwa w zabawie, a życie toczyło się w harmonii z naturą, a dokładniej kręciło się wokół dwóch gęsi: Klemensa i Klementynki. 

W czasach konsumpcji na pierwszy plan wysuwają się tzw. wartości pozycjonujące, czyli wszystko, co pozwala budować status. Przejawem tego są obsesyjne porównania: kto zarabia lepiej, więcej wydaje, kto ma większe powodzenie, ciekawszą pracę, większe mieszkanie. Wyścig szczurów rozciąga się na coraz więcej płaszczyzn. Wiele wskazuje, że w tym wyścigu dziecko pozwala nam określić swoje miejsce w hierarchii.

Walczymy nie tylko na zasoby, ale także przy pomocy dzieci. Dobitnym przykładem są programy w rodzaju „Mali giganci”, „SuperDzieciak” czy „Aplauz, aplauz”. Z jednej strony pokazują pozornie niewinne obrazy utalentowanych maluchów, z drugiej zaś mocno eksploatują wątek konkurencji. Co prawda jest ona ukryta za entuzjastycznymi ocenami jurorów (komentarze krytyczne nie zdarzają się), jednak tak naprawdę dzieci walczą o realne pieniądze, przeżywają porażkę, a rodzice bardzo dopingują je w walce o kolejne trofeum. 

Z tej perspektywy dziecko staje się czymś na kształt wizytówki rodzica-trenera. Psycholog ewolucyjny Geoffrey Miller twierdzi, że w czasach konsumpcji wszystko staje się komunikatem o własnej atrakcyjności, kapitale i społecznej pozycji. Także dziecko – im mądrzejsze, bardziej utalentowane, elokwentne, znające więcej wierszyków i piosenek, tym lepiej świadczy o rodzicu i na większą nagrodę zasługuje. Szczęśliwe dzieciństwo równa się w tych czasach po prostu dumnemu rodzicielstwu. 

Powrót do źródeł

Nie oznacza to jednak, że ten wzorzec szczęśliwego dziecka – zaspokojonego materialnie, nieco narcystycznego indywidualisty – jest jedynym punktem odniesienia. Przeciwnie, można zaryzykować tezę, że to dzieciństwo staje się wzorcem dla… szczęśliwej dorosłości. A to dlatego, że na bazie niektórych ustaleń psychologii pozytywnej umysł dziecka postrzegany jest w dzisiejszych czasach jako pożądany ideał dla dorosłych. Daniel Goleman, autor bestselleru Focus, stwierdza, że znaczną część dzieciństwa przeżywamy w nieustającym przepływie – to pojęcie proponowane przez amerykańskiego psychologa Mihályego Csíkszentmihályiego oznacza stan idealnego zestrojenia zadania z umiejętnościami, będący źródłem satysfakcji. Dzieci w sposób naturalny łatwo angażują się, są ciekawe, czerpią radość z poznawania świata i uczestnictwa w działaniu, aktywnie się uczą, cieszą prostymi przyjemnościami, koncentrują się na detalach, są kreatywne. Szczęśliwe dzieciństwo oznacza więc warunki, które ów przepływ zapewniają. Problemem jest natomiast konstrukcja systemu kształcenia, która owe bezcenne cechy dziecięcej umysłowości dziś mocno tłamsi. Większość dorosłych przestaje się rozwijać w wieku trzydziestu paru lat. Oznacza to cofanie, a co za tym idzie – nieuniknioną frustrację, poczucie bycia na bocznym torze, nieumiejętność odnalezienia swego miejsca w społeczeństwie high speed. 

Odpowiedzią na te potrzeby staje się moda na mindfulness, czyli uważność, a tak naprawdę trening umysłowości dziecięcej, swoisty powrót do źródeł. Czy nie w zachwycie codziennością i w koncentracji na bieżącej chwili psychologowie pozytywni upatrują źródła szczęścia? Dlaczego czasy dzieciństwa na ogół wspominane są z sentymentem? Czy nie dlatego, że potrafiliśmy się wówczas cieszyć „z byle czego”? 

Przypisy