Dołącz do czytelników
Brak wyników

Laboratorium

29 czerwca 2020

NR 6 (Czerwiec 2017)

Bohaterowie i łajdacy

99

Są tacy bohaterowie, których kochamy, i tacy, których kochamy nienawidzić. Na czym polega ich tajemnica?

Darcy i Wickham, Harry Potter i Lord Voldemort, Sherlock i Moriarty... Wiele naszych ulubionych opowieści niezależnie od gatunku – bo dotyczy to i romansów, i powieści fantasy, i kryminałów – obejmuje wysublimowaną grę między dobrym i złym bohaterem, postaciami, które pozostają w naszym umyśle i wyobraźni jeszcze długo po tym, jak zamkniemy książkę. 

POLECAMY

Jakie byłyby nasze opowieści bez tych ciemnych i jasnych odcieni? Dlaczego historie zbudowane według takiego przepisu tak bardzo nas pociągają? Co sprawia, że niektórzy bohaterowie i złoczyńcy są szczególnie atrakcyjni?

Odpowiedzi na te pytania dostarcza darwinizm literacki, który spogląda na literaturę przez pryzmat teorii ewolucji. Jak twierdzą przedstawiciele tego nurtu, opowieści są swoistymi surogatami doświadczenia, symulacją, która pozwala nam przyjrzeć się zagrażającym wyzwaniom. To nic, że akcja nieraz rozgrywa się na drugim końcu świata. Niezależnie od tego, czy walka toczy się w XIX-wiecznej sali balowej, czy w Mordorze, nasi bohaterowie pozwalają nam zobaczyć różne scenariusze z wielu perspektyw, dzięki czemu możemy dostosowywać i modyfikować swoje przyszłe zachowanie. 

Oznacza to, że fikcyjni bohaterowie powinni prezentować najskuteczniejsze strategie przetrwania, a czarne charaktery powinny stanowić pomysłowe reprezentacje faktycznych niebezpieczeństw, w obliczu których możemy stanąć. Myśl ta znalazła w ostatnich latach potwierdzenie zarówno w literackich analizach jakościowych, jak i w badaniach eksperymentalnych. 

Zwierzę literackie

Darwinizm literacki nie będzie się wydawać aż tak radykalnym podejściem, jeśli spojrzymy na opowieści jako wytwory ludzkich umysłów ukute w tyglu doboru naturalnego. Logiczny wydaje się wtedy wniosek, że powinny odzwierciedlać tendencje psychologiczne, które pozwoliły nam przetrwać. Jak zauważył Ian McEwan w zbiorze The Literary Animal, wiele walk, o których dziś czytamy, toczyło
się, zanim narodził się nasz gatunek. „W opisach zachowania stad bonobo (…) dostrzeżemy wszystkie główne tematy powieści XIX-wiecznej: zawierane i zrywane sojusze, upadki i sukcesy, spiski, odwet, wdzięczność, urażona duma, udane i nieudane zaloty, żałoba”. Według McEwana to właśnie dzięki tym wspólnym ramom literatura może łączyć ludzi niezależnie od dzielącego ich dystansu. „Nie moglibyśmy czerpać przyjemności z lektury dzieła, które zostało napisane dawno temu lub które powstało w kulturze zupełnie innej niż nasza, gdybyśmy nie dzielili z autorem pewnego wspólnego podłoża emocjonalnego, pewnych głębokich pokładów założeń”. 

Nie tak trudno też uwierzyć, że powieści są swoistym symulatorem świata. Badania z wykorzystaniem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego potwierdziły, że czytanie ma cechy takiego surogatu czy zastępczego doświadczenia. Na przykład dr Chun-Ting Hsu z Pennsylvania State University i jego współpracownicy zauważyli, że u osób czytających przerażające fragmenty Harry’ego Pottera widoczna była podwyższona aktywność sieci neuronalnych związanych z odczuwaniem empatii, w tym obszarów ruchowych w środkowej części zakrętu obręczy. Czy badani tak bardzo zaangażowali się w działania Harry’ego, że aż odtwarzali w myślach jego ruchy? Ponadto, jak pokazało opublikowane w 2016 roku badanie zespołu dr Diany Tamir z Princeton University, czytanie działających na wyobraźnię opowieści o relacjach także pobudza grzbietowo-przyśrodkową korę przedczołową, czyli obszar, który jest też zaangażowany w podejmowanie decyzji związanych z sytuacjami społecznymi. 

Książę z bajki

Dobrze skonstruowany bohater powinien zatem dać nam możliwość przemierzania świata „w jego butach” i pobierania w ten sposób życiowych lekcji. Jako że rozmnażanie się jest jednym z największych wyzwań, przed jakim stają niemal wszystkie osobniki praktycznie każdego gatunku, nic dziwnego, że wielu bohaterów uczy nas, jak znaleźć miłość. W 2003 roku dr Jonathan Gottschall, współredaktor książki The Literary Animal, oraz jego współpracownicy przeanalizowali 1500 podań ludowych z każdego zakątka świata i doszli do wniosku, że „żaden temat nie był tak wszechobecny jak małżeństwo”. Około 64 procent bohaterów na początku opowieści było samotnych, jednak zanim opadła kurtyna, znajdowali prawdziwą miłość, a co drugi bohater wprost za cel stawiał sobie znalezienie jej. 

To jasne, że taki temat opowieści decyduje o wieku i wyglądzie bohaterów: muszą być w pełni sił reprodukcyjnych (70 procent postaci właśnie osiągnęło dojrzałość płciową), atrakcyjni fizycznie (by pochwalić się dobrymi genami) oraz powinni – przynajmniej mężczyźni – zajmować wysoką pozycję, by móc zapewnić dziecku przywileje. I tak piękny książę stał się bohaterem wielu baśni. 

Bardziej szczegółowy obraz naszych romantycznych bohaterów uzyskamy, jeśli uwzględnimy dawne strategie dobierania się w pary. Jedną z nich można nazwać „strategią długoterminową”. Dzieci są generalnie bardzo wymagające, a ich utrzymanie bardzo kosztowne, dlatego według niektórych psychologów ewolucyjnych kobiety powinny preferować mężczyzn, na których można polegać i którzy pomogą w wychowaniu potomstwa, nawet jeśli nie mają innych pożądanych cech. Przypomnijmy sobie pana Darcy’ego z Dumy i uprzedzenia Jane Austen. Choć może brakuje mu wdzięku, na kolejnych stronach książki dowodzi swej uczciwości i altruizmu.

Inną strategię prezentuje czarny charakter z tej samej powieści – pan Wickham. Okazuje się kobieciarzem, jest nieco szalony, a znajomość z nim nie przynosi nic dobrego. Jest mniej prawdopodobne, że relacja z nim będzie trwała, jego sposób bycia ma jednak pewne zalety – spryt, dominacja i powodzenie u kobiet sugerują, że z pewnością przekaże swoje geny kolejnej generacji, a jeśli jego syn odziedziczy takie cechy, będzie dalej je rozprzestrzeniać. Dlatego niektóre kobiety preferują czarne charaktery – są gotowe podjąć ryzyko w zamian za nagrodę, jaką stanowią cenne geny. Lydia, siostra Elizabeth Bennet, wydaje się gotowa na to poświęcenie, gdy zakochuje się w Wickhamie. 

Dr Daniel Kruger z University of Michigan oraz jego współpracownicy postanowili uzupełnić analizy literackie danymi empirycznymi. Poprosili studentów, by przeczytali opisy zaczerpnięte z XIX-wiecznych powieści romantycznych i odpowiedzieli na pytania dotyczące bohaterów i ich zachowania. Chcieli w ten sposób sprawdzić, jakie będą reakcje badanych na te dwa podejścia. Okazało się, że uczestnicy intuicyjnie rozumieli strategie zalotów stosowane przez postaci – rozpoznawali łajdaków i przykładnych ojców. 

Rozumie to także Bridget Jones, trzydziestokilkuletnia bohaterka powieści Helen Fielding. „Podstawą mojego uzależnienia jest ludzkie pragnienie, aby Darcy przespał się z Elizabeth” – pisze, odnosząc się do Darcy’ego i Elizabeth z adaptacji powieści zrealizowanej przez BBC. Dostrzega tu pewne podobieństwo do meczu futbolu: podkręceni testosteronem kibice postrzegają mecz jako rodzaj walki plemiennej, a piłkarzy jako swych przedstawicieli. „W ten sam sposób ja traktuję Darcy’ego i Elizabeth. Są moimi przedstawicielami w dziedzinie bzykania, a raczej zalotów.”

Ironia polega oczywiście na tym, że my w dokładnie taki sam sposób dopingujemy Bridget. I nietrudno zauważyć, że dotyczy to wielu innych współczesnych opowieści o miłości, nawet takich, których bohaterowie nie są ludźmi, np. sagi Zmierzch. 

Bohater non-fiction

Jak mówi prezydent Barack Obama, bohater to zwykły człowiek, który podejmuje nadzwyczajne działanie. Robi coś dobrowolnie, działa na rzecz innej osoby, która znajduje się w potrzebie, lub w obronie moralności.

Świadomy jest przy tym osobistych kosztów i ryzyka, nie liczy na nagrodę. Wstaje i zabiera głos. Protestuje, jak Rosa Parks, czarnoskóra szwaczka, która pierwsza odmówiła zajmowania miejsca w tyle autobusu.

Rozpoczęła w ten sposób rewolucję społeczną, która doprowadziła do zakończenia segregacji rasowej na Południu. Albo Vaclav Havel – skromny, nieśmiały człowiek. Może pozostałby tylko pisarzem, gdyby na jego drodze nie stanęła Praska Wiosna. Trafił do więzienia, dostał zakaz publikowania. Reakcją była Karta 77 – stał się opozycjonistą, architektem aksamitnej rewolucji.

Bohater jest wrażliwy. Nazywa zło po imieniu. Dostrzega korupcję, brak tolerancji, znęcanie się nad słabszym. Widzi, że ktoś cierpi. I co ważne – podejmuje działanie.

 

Dla dobra innych

Oczywiście nie wszyscy bohaterowie literaccy i filmowi szukają miłości. Jak uważa dr Kruger, nasze ulubione postaci uczą nas, jaką wartość ma altruizm. W przeszłości zwarte grupy miały większe szanse sukcesu w rywalizacji o zasoby. Współpraca była zatem kluczowa dla przetrwania. Dr Kruger, dr Gottschall i współpracownicy poprosili 200 literaturoznawców, by ocenili osobowość ponad dwóch tysięcy postaci z XIX-wiecznej literatury pięknej. Okazało się, że bohaterowie wcale nie są silnymi osobowościami, które w naszym przekonaniu są zwykle podziwiane, ale raczej osobami łagodnymi i skromnymi. Za to bohaterów negatywnych cechuje ambicja, zachłanność i pragnienie dominacji. 

Ktoś może powiedzieć, że to przecież tylko wytwór kultury pisarskiej. Jednak w świetle psychologii altruizmu wcale nie jest dziwne, że wiele historii opowiada o bohaterach, których spotyka nagroda za ich skryte działania na rzecz społeczności, a nie samolubne dążenia do uzyskania czegoś dla siebie. Takimi bohaterami są uroczo skromny Frodo Baggins z Władcy Pierścieni czy Harry Potter. 

Bohater, który decyduje się na największe poświęcenie i umiera za innych, osiąga podwójny zysk. Nie tylko pokazał, że jest zdolny do niezwykłego altruizmu, ale też – jak twierdzą prof. Scott Allison i prof. George Goethals – na jego korzyść działa zniekształcenie poznawcze, któremu inni ulegają po jego śmierci. Badacze dowiedli, że jeśli przeczytamy identyczny opis dwóch osób, z których jedna żyje, a druga nie, to tę drugą lepiej ocenim...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy