Dołącz do czytelników
Brak wyników

Praktycznie , rodzina

18 listopada 2015

Blisko po męsku

89

Jak być ojcem, który jest autorytetem i bezpieczną bazą? Takim, z którym dziecko ma równie silną więź jak z matką? Podpowiedzi udziela koncepcja rodzicielstwa bliskości.

Pewien mężczyzna, ojciec trzech córek, był tak zapracowany, że nigdy nie było go w domu. Nie pomagał żonie, bo uważał, że to nie jego domena – nauczono go, że domem zajmują się kobiety. Od czasu do czasu „walił pięścią w stół”, by podkreślić swoją rolę i zaznaczyć, kto tutaj rządzi. Pewnego razu – w czasie takiej wzmożonej ojcowskiej obecności – usłyszał coś, co nim do głębi wstrząsnęło: „Tato, ty lepiej idź do pracy!”.

Co i dla kogo dobre?

Niekiedy trudno przyjąć, że dziecko nie jest przedłużeniem nas samych. To mały człowiek, taki sam jak my, tylko bez doświadczenia, jakie my posiadamy. Często zapominamy, że to nie dzieci są dla nas, ale my jesteśmy dla dzieci. Powinniśmy pokazać im, jak żyć w świecie, który stawia wymagania, oczekuje, ale też daje coś w zamian, rozwija. Na ogół nasze pojmowanie rzeczywistości jest czarno-białe. Często oceniamy siebie i innych wyłącznie przez pryzmat sukcesów i porażek. Dzielimy świat na zwycięzców i przegranych. Dla siebie i własnych dzieci chcemy glorii zwycięzców – zwyciężanie oznacza bycie lepszym we wszystkim, co robimy, czego się podejmiemy. Nakładamy na dzieci liczne obowiązki, zapisujemy na dodatkowe zajęcia, kółka naukowe, bo wydaje nam się, że to jest dla nich dobre. Tymczasem to służy raczej nam do stworzenia pożądanego wizerunku w oczach własnych i innych ludzi.
Dziecko nie rodzi się z instrukcją obsługi. Postępujemy jednak tak, jakby rodzicielstwo było czymś w rodzaju planu „Jak wychować małego człowieka na dorosłego”, który my w pełni zrealizujemy, a dziecko doskonale się w ten plan wpisze. Nie ufamy własnej intuicji, lecz zdajemy się na poradniki, cudzą opinię... Nasze dzieci dorastają otoczone przedmiotami i urządzeniami, a nie ciepłem drugiego człowieka. Odkładamy je do łóżeczek, przy których ustawiamy na straży elektroniczne nianie, odrywamy od mlecznej piersi i planujemy, jak je wychować, by dały sobie radę. Takie wychowanie pełne jest frustracji – nie sensu. Nasze dzieci kształtuje to, jak się wobec nich i wobec siebie zachowujemy, kim jesteśmy w relacjach z nimi, co robimy. To nie nauka gry na skrzypcach czy w tenisa, kontrolowanie i zarządzanie czasem dzieci są dla nich najważniejsze, ale fakt, że spędzamy z nimi czas. Współczesne rodzicielstwo nie opiera się już na autorytecie – dzieci z łatwością znajdą w internecie czy zobaczą w telewizji, że dorośli wcale nie są nieomylni, nie wiedzą wszystkiego, popełniają błędy.

Ojciec obecny, czyli jaki?

Rodzicielstwo to nie tylko towarzyszenie dziecku w rozwoju, ale też szansa na osobisty rozwój rodzica. Dla mężczyzn doświadczenie rodzicielstwa jest okazją do budowania własnej, męskiej tożsamości. Jeśli nie mam wzorców ojcowskich z domu rodzinnego, to przecież mogę sam wybrać, jakim ojcem chcę być dla moich dzieci. Czy chcę się wpisać w kulturowy model ojca, którego zadaniem jest zarabianie na utrzymanie rodziny, zachowanie pewnego dystansu fizycznego i emocjonalnego, stawianie wymagań, egzekwowanie, wymierzanie kar? Czy może przełamię stereotyp i po prostu będę z dzieckiem – otwierając się na jego sygnały, potrzeby i starając się zrozumieć język, którym się komunikuje?

Jaki powinien być „prawdziwy mężczyzna”? Zapewne większość wymieniłaby takie cechy, jak: silny, dowcipny, konsekwentny, odpowiedzialny... Czy te same cechy pasują do mężczyzny, który jest ojcem małego dziecka? Z pewnością powinien być odpowiedzialny. Konsekwentny? To może być przydatne później. Dowcipny? Na zabawę z dzieckiem też trzeba nieco poczekać. Silny? Przy kruchym noworodku to nie siła jest potrzebna... W katalogu męskich cech trudno znaleźć te, które najbardziej wiążą się z początkami ojcostwa. Mężczyzna ma inne wzorce: ma działać, wykazywać się osiągnięciami, pokonywać trudności. Tymczasem kontakt z małym dzieckiem, zwłaszcza z noworodkiem, konfrontuje mężczyznę raczej z bezradnością niż skutecznością działania. Tutaj łatwo narazić mężczyznę na frustrację. Gdy ma poczucie, że nie umie, nie potrafi, to nie angażuje się w opiekę nad dzieckiem – woli zająć się tym, co umie robić, idzie do pracy, odgradza się, zajmuje swoimi sprawami, a dzieci zostawia kobiecie, bo „kobiety przecież znają się na tym lepiej”. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Czy kobiety wiedzą lepiej, jak opiekować się dziećmi?

Trudno kategorycznie to stwierdzić. Tylko kobieta może urodzić dziecko i karmić je piersią – i to wszystko, co sprawia, że mężczyzna jest inny od kobiety w sprawach rodzicielstwa. Inny nie oznacza gorszy. Zdjęcie z mężczyzny schematów, w myśl których jest zbyt szorstki, niezgrabny, gruboskórny, niecierpliwy... by dobrze zająć się nowo narodzonym dzieckiem, otwiera szansę na nowe ojcostwo: ojcos...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy