Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie , Otwarty dostęp

25 lutego 2022

NR 3 (Marzec 2022)

Błędne koło traumy

0 498

Dzieci i wnuki tych, którzy cudem ocaleli z zagłady lub kataklizmów, też cierpią. Jak obiekt radioaktywny doświadczenie traumy promieniuje na kolejne pokolenia. Promieniuje w sposób nieuchwytny. Bo ci, którzy przeżyli traumę, nie potrafią o niej mówić, przepracować żałoby z nią związanej. A ich milczenie może w takim samym stopniu obciążać dziecko, jak relacjonowanie mu swych utrat. Tak czy inaczej, następstwa traumy wpływają na psychikę kolejnych pokoleń. Jak to możliwe?

Pojęcie traumy dawno już wyszło z hermetycznego języka nauki czy lecznictwa i na dobre zadomowiło się w języku potocznym. Wyparło przy tym polskie słowo „uraz”. Ciekawe, że o ile w chirurgii urazowej trauma oznacza przyczynę zmian, które wymagają leczenia, a nie następstwo urazu (np. złamanie kości), to w psychopatologii dotyczy jednego i drugiego. Co więcej, uszkodzenie ciała w następstwie urazu mechanicznego, nawet poważnego, nie ma wpływu na ciało potomstwa osoby poszkodowanej. Natomiast następstwa traumy psychicznej wpływają na psychikę kolejnych pokoleń. Jak to możliwe?

Dramat przepalonej żarówki

Zanim odpowiem na to pytanie, nadmienić trzeba, że niepomiernie rozszerzył się ostatnio zakres tego, co nazywamy traumą. Naukowa koncepcja urazu psychicznego została do pewnego stopnia wyświechtana przez nadużywanie tej idei. Dobitnie zilustrował to Ben Shephard, historyk z Uniwersytetu w Oxfordzie. Podczas konferencji na temat następstw traum drugiej wojny światowej zorganizowanej przez Niderlandzki Instytut Dokumentacji Wojny w Amsterdamie Shephard przytoczył anegdotkę o wykładowcy, który traumą nazwał awarię oświetlenia w sali, gdzie prowadził zajęcia ze studentami. To przykre, kiedy w czasie wykładu gaśnie niespodziewanie światło albo kiedy spóźnia się autobus. Są to jednak przykrości dnia codziennego, którym większość z nas stawia czoła za pomocą różnych obron albo sposobów radzenia sobie.
Psychologia co najmniej od stu lat usiłuje znaleźć odpowiedź na pytanie, od czego zależą następstwa trudnych, przykrych doznań i przeżyć. Zaczęło się od nerwic wojennych u żołnierzy pierwszej wojny światowej. Spór dotyczył tego, czy sam szok (tak nazywano wówczas traumę bojową) może być przyczyną objawów tej nerwicy. Psychoanalitycy za Freudem utrzymywali, że nerwica wojenna występuje tylko u tych żołnierzy, którzy doznali traumy wczesnodziecięcej. Po drugiej wojnie światowej Antoni Kępiński, znany psychiatra, humanista i filozof sformułował koncepcję KZ syndromu, czyli syndromu poobozowego występującego u byłych więźniów obozu koncentracyjnego. Zakładała ona, że to doświadczenie, znacznie przekraczające codzienne przeciwności życiowe, miało patogenny wpływ na byłych więźniów. Później twórcy kategorii diagnostycznej Post Traumatic Stress Disorder określili warunki, jakie musi spełniać stres, żeby uznać go za traumatyczny. Nie sposób nie dostrzec drastycznej różnicy między przepaleniem się żarówki na sali wykładowej a pobytem w Auschwitz.
Dwie dekady temu psychopatologia rozszerzyła definicję traumy o kryterium czasu działania stresora, czyli czynnika powodującego stres. Zwróciła też uwagę na okres życia, w którym on działa. Za traumatyzujące uznano maltretowanie fizyczne i psychiczne, wykorzystywanie seksualne, zaniedbywanie czyichś podstawowych potrzeb, zwłaszcza jeśli mają miejsce w dzieciństwie.

POLECAMY

Umocnieni urazem 

Spór o nerwice wojenne powrócił niedawno w nowej formie. Badania psychologiczne i psychiatryczne przyniosły wyniki skłaniające do innego sformułowania pytania. Skoro nie u wszystkich ludzi, którzy przeżyli doświadczenie tak graniczne, jak pobyt w Auschwitz, można dostrzec trwałe następstwa traumy, to dlaczego tak się dzieje? Psycholodzy zaproponowali koncepcję rezyliencji (nazywanej po polsku odpornością lub sprężystością). Wyjaśnia ona, dlaczego można przeżyć traumę bez szwanku, a nawet wykorzystać ją dla własnego rozwoju. Warto zwrócić uwagę, że ta ostatnia idea jest sprzeczna z potocznym rozumieniem urazu, który na zawsze pozostaje w osobie go doświadczającej.
Odpowiedź próbowano znaleźć w wynikach badań przyrodniczych, które mają wyższy status w nauce. Porównano rozmiary hipokampa u weteranów wojny wietnamskiej i ich braci, monozygotycznych bliźniąt, którzy nie walczyli w Wietnamie. Sprawdzano w ten sposób hipotezę, że pod wpływem traumatycznego stresu zmniejsza się zakręt kory mózgowej nazywany hipokampem. Badanie wykazało, że – co prawda – weterani cierpiący na PTSD, czyli zaburzenia po stresie traumatycznym, mają mniejsze rozmiary hipokampa niż ci, u których PTSD nie stwierdzano, to jednak mniejsze rozmiary tego zakrętu kory cechowały też ich braci bliźniaków, chociaż nie byli oni na wojnie. W ten sposób zakwestionowano słuszność twierdzenia, że trauma skutkuje skurczeniem się hipokampa. Natomiast rozmiar hipokampa okazał się cechą warunkującą podatność na następstwa traumy.
Co ważne, psychologia i neurobiologia są zgodne co do tego, iż ludzie różnią się odpowiedzią na stresujące doznania. Jest prawdopodobne, prawie pewne, że traumatyczność stresu nie jest prostą konsekwencją jego niecodzienności czy siły, a nawet czasu jego działania. Zależy natomiast od cech indywidualnych człowieka. Ludzie sprężyści stawiają czoła nawet ponadprzeciętnym stresom. Są też tacy, dla których również stres codzienności może być traumatyzujący. Takie osoby nazywa się podatnymi lub ranliwymi.

Obiekt radioaktywny, czyli z pokolenia na pokolenie

Zanim uzyskano wyniki z badań monozygotycznych bliźniaków amerykańskich, z których jeden walczył w Wietnamie, a drugi nie, poszukiwano odpowiedzi na pytanie o możliwość dziedziczenia następstw traumy. Ten problem nazywa się międzypokoleniowym przekazem traumy.
Poszukiwano dróg tego przekazu, odwołując się do dorobku nauki. Długo korzystano wyłącznie z wyników badań nad wpływem otoczenia, które doświadczyło traumy, a teraz wychowuje następne pokolenie, bądź – alternatywnie – interesowano się drogami przenoszenia przez geny cech z pokolenia na pokolenie. Poszukiwano nawet, z pewnymi rezultatami, zmian, jakie wywołuje uraz w genomie traumatyzowanego eksperymentalnie zwierzęcia.
Problem kulturowego dziedziczenia traumy jest znacznie trudniejszy. Choć przekazywanie traumy wydaje się oczywiste, to zarazem jest niewidoczne. Przypomina to działanie obiektu radioaktywnego, który wywołuje radio...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy