Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

23 listopada 2015

Biologia wolności

15

Choć nie znamy prawdziwych przyczyn własnego zachowania, każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje postępowanie. Ostatecznie sami podejmujemy daną decyzję, sami wykonujemy określoną czynność lub popełniamy jakiś czyn - mówi Wolf Singer.

Prof. WOLF SINGER jest neurobiologiem, współzałożycielem Frankfurt Institute for Advanced Studies oraz Brain Imaging Center. Bada procesy neuronalne wyższych czynności poznawczych. Autor wielu książek, między innymi: Ein neues Menschenbild? (Nowy obraz człowieka?), Hirnforschung und Meditation (Badania nad mózgiem a medytacja).

ANDRZEJ LIPIŃSKI: – „Gdyby ludzki mózg był tak prosty, że moglibyśmy go zrozumieć, bylibyśmy wtedy tak głupi, że nie zrozumielibyśmy go i tak” – pisze Jostein Gaarder w Świecie Zofii. A jednak neurobiologia, która jest obecnie jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin nauk przyrodniczych, próbuje rozwikłać tę zagadkę, jaką jest mózg…
WOLF SINGER:
– Zanim pojawiła się neurobiologia, cała wiedza człowieka o mózgu opierała się na introspekcji, czyli na doświadczeniach z perspektywy pierwszej osoby – na jej subiektywnych przeżyciach, postrzeganiu świata, ocenianiu i podejmowaniu decyzji. Dzieła filozoficzne pełne
są różnych teorii na ten temat i od starożytności niewiele się w tej kwestii zmieniło – raz uznawano człowieka za maszynę, to znowu za istotę duchową, i zawsze istniała jasna linia podziału między ciałem i duszą. Neurobiologia wychodzi jednak z zupełnie innego założenia – skupia się na badaniu samej substancji mózgu. Bogata wiedza na temat procesów neuronalnych pozwala dziś wysunąć tezę, że podłożem funkcji mentalnych i duchowych oraz wszelkich zjawisk psychicznych są procesy zachodzące w mózgu. Wiadomo już, że zachowania zwierząt, mających stosunkowo prosty układ nerwowy, można całkowicie wyjaśnić na podstawie funkcji i wzajemnego oddziaływania ich komórek nerwowych. W rozwoju układu nerwowego między tymi prostymi organizmami a człowiekiem nie nastąpił żaden „ontologiczny przeskok” – my mamy jedynie większą ilość tej samej substancji, takie same komórki nerwowe, tworzące wprawdzie nieskończenie bardziej złożone struktury, ale połączone ze sobą w oparciu o te same zasady. Dzięki temu rozwinęliśmy umiejętności, które decydują o zasadniczych różnicach między nami a np. innymi naczelnymi. Nie są to jednak różnice natury ontologicznej, lecz jedynie ilościowe, wynikające z wyższej złożoności struktury naszego mózgu. Ale właśnie tym różnicom zawdzięczamy rozwój zdolności kognitywnych, które pozwoliły nam uruchomić proces ewolucji kulturowej.

Jeszcze 20 lat temu zakładaliśmy, że badanie neuronalnych podstaw świadomości w ogóle nie jest możliwe. Dzisiaj są prowadzone bardzo intensywne badania dotyczące tego zagadnienia, a poświęcone mu kongresy naukowe przyciągają tysiące specjalistów. Co więc neurobiologia może powiedzieć dziś na temat świadomości? Czy rzeczywiście wiemy już, czym jest świadomość?
– Postępy na tym polu wciąż są niewielkie, a interpretacje wyników badań – bardzo rozbieżne. Jesteśmy niemal pewni, że w mózgu nie ma żadnego specyficznego obszaru, którego aktywacja skutkowałaby pojawieniem się świadomości. Jest to raczej pewien stan całego systemu, podobny do skoordynowanej współpracy wielu procesorów. Kiedy jeden z elementów przestaje działać, znika określona treść świadomości, np. z uszkodzonym fragmentem kory wzrokowej nie będziemy świadomie rejestrować bodźców wizualnych, jednak świadomość jako taka nadal będzie zachowana. Neurobiologowie są coraz bardziej zgodni co do tego, że świadomość pojawia się z chwilą, gdy mózg wchodzi w pewien dynamiczny stan pobudzenia i uważności, a znika, kiedy mózg zapada w śpiączkę lub w głęboki sen. Przy czym dzięki diagnostyce obrazowej wiemy dziś, że w bardzo szczególnych przypadkach pacjenci w stanie wegetatywnym, u których wcześniej wykluczano jakąkolwiek świadomość, czasem potrafią rejestrować i przetwarzać określone bodźce i rozumieją, co do nich mówimy – nie
umieją jedynie na te bodźce reagować. Powoli zaczynamy więc coraz lepiej rozumieć mechanizmy odpowiedzialne za fenomen świadomości, jednak daleko nam jeszcze do sformułowania
jednolitej teorii.

W ostatnim czasie jednym z ważnych wątków pojawiających się w związku z badaniami nad mózgiem jest kwestia wolności. Pan sam podkreśla, że pojęcie wolności jest nie do pogodzenia z wynikami badań neurobiologicznych.
– Wolność to temat bardzo złożony, a media często komentują wypowiedzi naukowców w sposób wyjątkowo niejasny. Moja argumentacja jest stosunkowo prosta. Jeżeli prawdziwe jest założenie, że wszelkie funkcje mentalne i psychiczne są skutkiem procesów neuronalnych w mózgu i jeśli procesy te pozostają w zgodzie z prawami natury, a więc podlegają zasadzie przyczyny i skutku, wtedy każdy stan mózgu jest koniecznym wynikiem stanu bezpośrednio go poprzedzającego. W wyjątkowo rzadkich przypadkach, w których prawdopodobieństwo wystąpienia dwóch różnych stanów A i B mogłoby być takie samo, najprawdopodobniej przypadek lub szum termiczny sprawi, że mózg przyjmie np. stan A zamiast B. Z reguły taka sytuacja jest jednak niemożliwa, bowiem mózg musi funkcjonować w sposób niezawodny i przewidywalny. Na widok tygrysa nie możemy reagować w sposób przypadkowy, musimy po prostu uciekać. Gatunek, który miałby „przypadkowy mózg”, byłby skazany na wymarcie. Każda decyzja podjęta w danym momencie jest koniecznym skutkiem tych wszystkich czynników, które miały wpływ na mózg bezpośrednio przed jej podjęciem. Należą do nich: biografia tego konkretnego mózgu, jego program genetyczny decydujący o formie połączeń neuronalnych, wszystkie aktywne wzorce struktury mózgowej odzwierciedlające potrzeby całego ciała, argumenty przyjęte właśnie do wiadomości – krótko mówiąc, wszystkie bodźce oddziałujące na człowieka są przekształcane w momencie podejmowania decyzji w określony stan mózgu reprezentujący ową decyzję. Większości tych bodźców w ogóle sobie nie uświadamiamy, jedynie niewielka ich część dociera do świadomości przed podjęciem decyzji. Zachowanie będące jej skutkiem jest w danym momencie jedynym możliwym, chwilę później prawdopodobnie postąpilibyśmy już inaczej.

To wszystko?

– Jedyny przekaz tej wypowiedzi jest następujący: nie istnieje żadna niezależna od mózgu instancja – rodzaj niematerialnej psychiki czy duszy – która, kierując się kryteriami moralnymi, podejmowałaby decyzje i wpływała na mózg człowieka w taki sposób, że zachowywałby się on zgodnie z tym, co nazywamy wolną wolą. Jest dokładnie odwrotnie – wola jest wynikiem procesów zachodzących w mózgu, a te podlegają prawom natury.

Jednak, oceniając własne czyny, nie możemy opuścić perspektywy pierwszej osoby i mimo wszystko czujemy się wolni. Uważamy, że postąpiliśmy w taki czy inny sposób z bardzo konkretnego powodu, przypisujemy naszym czynom określone motywy.

– W wielu przypadkach powody przypisywane własnym czynom mogą być jak najbardziej trafne. Jeśli podjęta decyzja zależy wyłącznie od czynników, których jesteśmy świadomi, będziemy potrafili dostarczyć wyczerpującego wyjaśnienia, dlaczego postąpiliśmy tak, a nie inaczej. Z reguły jednak nasze postępowanie jest uwarunkowane niezliczoną ilością nieuświadomionych czynników, dlatego nie znamy prawdziwych przyczyn własnego zachowania. Mimo to każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje postępowanie, ostatecznie sami podejmujemy daną decyzję, sami wykonujemy daną czynność lub popełniamy jakiś czyn. Uzasadnienie własnego zachowania nie musi więc być zgodne z jego rzeczywistymi przyczynami i można to wykazać eksperymentalnie. Możemy podsunąć komuś określoną „instrukcję zachowania”, wpływając na jego podświadomość, i jeśli zapytamy go, dlaczego postąpił właśnie tak, usłyszymy konkretne uzasadnienie – nie będzie to jednak rzeczywista przyczyna. Przykładem jest pewna pacjentka, u której za pomocą elektrod podłączonych do mózgu pobudzano obszary odpowiedzialne za poczucie humoru. Kobieta zaśmiewała się z najzwyklejszych i bynajmniej nie komicznych sytuacji, twierdząc, że są prześmieszne.

Założenie, że wolność w obiektywnym znaczeniu nie istnieje, nie może pozostać bez wpływu na różne aspekty naszej codzienności – na kwestie związane z wychowaniem, wymierzaniem sprawiedliwości, przestrzeganiem elementarnych zasad współżycia.
– To twierdzenie niewątpliwie ma wpływ na naszą ocenę zachowań nagannych. Nie zmienia to jednak faktu, że osoba, która popełniła określony czyn, może zostać pociągnięta do odpowiedzialności. Motywy działania tej osoby to zupełnie inna kwestia – być może wskutek uwarunkowań genetycznych pewne struktury w mózgu uniemożliwiają jej trzymanie się ustalonych reguł albo w procesie wychowania nastąpiły takie niedociągnięcia, że w jej mózgu nie utrwaliły się odpowiednie wzorce zachowań i kategorie moralne. Nie można też wykluczyć, że człowiek, który w zasadzie wie, że pewnych rzeczy nie powinien robić, na skutek wadliwych lub słabo rozwiniętych mechanizmów kontrolnych nie będzie umiał panować nad własnymi popędami. Takiej przyczyny nie moglibyśmy wykazać ani pod mikroskopem, ani za pomocą innych dostępnych dziś metod badawczych. Innym powodem antyspołecznych postaw mógłby być np. nowotwór mózgu ograniczający sprawne funkcjonowanie obszarów odpowiedzialnych za kontrolę zachowań.

Ale czy dziś takiej osoby nie uznajemy za niepoczytalną i w związku z tym nie zwalniamy jej z odpowiedzialności karnej?

– Istotnie. Jako neurobiolog wiem jednak, że gdy u człowieka łamiącego normy społeczne nie znajdujemy nowotworu, w jego mózgu mimo wszystko „coś musi funkcjonować inaczej” niż u ludzi przestrzegających prawa. Obecnie tylko w niewielu przypadkach jesteśmy w stanie wykazać neurobiologiczne przyczyny zachowań nagannych. Jest to poważny problem, bo skoro decydujemy się uznać nowotwór mózgu za przyczynę zachowań antyspołecznych, to musimy zadać sobie pytanie, jak postąpić z przestępcą, u którego nie wykryto żadnego nowotworu. Z pewnością istnieje jakaś przyczyna jego postępowania, której nie potrafimy jeszcze wykazać przy użyciu dostępnych dziś narzędzi. Prawnicy zrozumieli wagę tego pytania i również poszukują na nie odpowiedzi.

Czy w takim razie jako społeczeństwo mamy obowiązek traktować przestępców inaczej niż dotąd? Czy nadal zachowując prawo do ochrony przed ich „złymi” czynami, powinniśmy traktować tych ludzi lepiej, nie oceniać ich, nie piętnować jako „złych”?

– Ale przecież coraz częściej tak właśnie z nimi postępujemy. Mamy prawo chronić społeczeństwo przed przestępstwami, stosując resocjalizację i kary jako element odstraszający. Podobnie jak wychowujemy nasze dzieci, nagradzając je i karząc, i do pewnego wieku nie przypisujemy im odpowiedzialności za ich czyny, gdyż nie rozumieją one jeszcze skutków swego postępowania. Zasady obchodzenia się z czynami nagannymi pozostaną więc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy