Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Praktycznie

4 lipca 2016

Bajki nie dla dzieci?

90

Straszą czy wychowują? Pogłębiają zaburzenia czy pomagają sobie z nimi radzić? Od blisko 200 lat trwa spór gorących wielbicieli i zagorzałych przeciwników baśni braci Grimm o to, czy czytać je dzieciom.

Królewny Śnieżki nie obudził pocałunek księcia. Ze stuletniego snu wyrwał ją krzyk głodnych bliźniąt – jej dzieci. Ich ojcem był właśnie ów książę, który pofolgował swoim żądzom, gdy zobaczył pogrążoną we śnie i kompletnie bezbronną uroczą dziewczynę. A inna księżniczka wcale nie pocałowała żaby, żeby zamienić ją w pięknego młodzieńca. Przeciwnie, z obrzydzeniem huknęła płazem o ścianę.

Wbrew pozorom to nie są współczesne „hardcorowe” zakończenia znanych baśni braci Grimm. To zakończenia pierwotne, które znalazły się w pierwszym wydaniu zbioru podań i legend, opublikowanym w 1812 roku. Nic dziwnego, że niemal natychmiast baśnie Grimmów wzbudziły gwałtowne protesty. Tym bardziej że i epoka nie sprzyjała takiej śmiałości obyczajowej, dosadności, a często także brutalności. Aż do lat dwudziestych XIX wieku powszechne było przekonanie, że czytanie baśni szkodliwie wpływa na rozwój psychiczny dzieci (np. jedną z obsesji XIX wieku była masturbacja i przeciwnicy baśni twierdzili, że przyczyniają się one do jej wystąpienia). Faworyzowano więc „prawdziwe” historie i zalecano ich lekturę młodym czytelnikom. Zmianę tych poglądów zapoczątkowała popularność baśni braci Grimm oraz towarzysząca kolejnym edycjom coraz bardziej burzliwa dyskusja na temat roli fantazji w rozwoju.

Na przełomie XIX i XX stulecia w dyskusję dotyczącą znaczenia baśni braci Grimm dla rozwoju psychicznego dziecka włączyła się Maria Montessori (włoska lekarka, twórczyni nowatorskiego systemu wychowania dzieci w wieku przedszkolnym). Głosiła ona, że baśnie należy opowiadać lub czytać dzieciom mającym więcej niż 7 lat, ponieważ młodsze nie są zdolne oddzielić fantazji od rzeczywistości, więc wzbudzane przez baśnie lęki mogą spowodować wiele szkód, a nawet trwałych zaburzeń rozwojowych. Montessori obawiała się też, że dzieci mogą bezkrytycznie naśladować ulubione postaci, i to do tego stopnia, że np. wyskoczą przez okno, bo tak postąpił bohater baśni.

Także Nicholas Tucker, współczes[-]ny angielski psycholog edukacji i pisarz uważa, że baśnie braci Grimm mogą wywołać negatywne skutki dla psychiki dziecka. Według Tuckera jest to prawdopodobne, ponieważ przerażające teksty bardzo mocno absorbują małe dzieci poznawczo i emocjonalnie. Ich myślenie charakteryzuje magiczne łączenie przyczyn i skutków w procesie poznawania rzeczywistości. Dzieci sądzą, że myślami można wpływać na innych, na obiekty, na rzeczywistość, dlatego wierzą nie tylko w istnienie baśniowych postaci, ale i w fabułę baśni. Świat wyobrażony i postrzegany zmysłowo zlewa się im w jedną całość.

Wszystko to prawda, ale z pewnymi zastrzeżeniami. Otóż jeszcze pod koniec wieku przedszkolnego dzieci rzeczywiście nie do końca potrafią rozróżnić to, co realne, od tego, co nierealne. Wiele dzieci w wieku około 6 lat uważa Kopciuszka za realną postać, której jednak nie mogą spotkać, ponieważ jest daleko lub jej historia wydarzyła się dawno temu. Natomiast już siedmiolatki przestają wierzyć w literacką fikcję, zaczynają mieć do niej dystans.

Im większa wiedza dzieci o świecie, tym mniej magicznych wyjaśnień w ich rozumowaniu. Warto też zwrócić uwagę, że dzisiaj dzieci nie tylko słuchają baśni i je czytają, ale też oglądają programy TV i filmy, grają w gry komputerowe. Taka wielość źródeł oddziaływania powoduje, że coraz wcześniej zaczynają wątpić w realność baśni. Również artystyczna różnorodność form przekazu (kreskówki, kukiełki, filmy aktorskie itp.) sprzyja szybszemu rozróżnianiu świata rzeczywistego i fikcyjnego. Wreszcie, po 7. roku życia pojawia się logiczne myślenie, które polega m.in. na utrzymywaniu w umyśle konkretnych obiektów i dokonywaniu na nich umysłowych operacji. Dzieci wówczas odrzucają fikcję i zaczynają rozumieć wielość uwarunkowań różnych zdarzeń.

Inny świat
Amerykańska badaczka baśni Maria Tatar zwraca uwagę na fabułę baśni braci Grimm – pełną przemocy, intryg, zawiści, brutalnych i represyjnych dorosłych. Jej zdaniem seks i przemoc w baśniach braci Grimm często przybierają formy perwersyjne, występuje tam m.in. temat kazirodztwa (Tatar tak interpretuje np. „Uparte dziecko”, „Dziewczynę bez rąk”, „Wieloskórkę”). Ilustrują one też – mimo wysiłku włożonego przez Wilhelma Grimma w ich ocenzurowanie – okrucieństwo patriarchalnego społeczeństwa. Według Tatar wszystko to może znacząco wpływać na dziecięcą percepcję codzienności.

Tu pojawia się jednak kilka zastrzeżeń. Dzisiejsza rzeczywistość społeczna jest zupełnie inna od tej sprzed stu czy nawet pięćdziesięciu lat. Niemal do połowy XX wieku wychowywano dzieci, stosując przemoc i wzbudzając lęk przed karą. Dzisiejsze metody wychowawcze są inne, zmieniła się też rzeczywistość społeczna. Jakie to ma znaczenie? Zgodnie z założeniami konstruktywistów, a szczególnie psychologów poznawczo-rozwojowych – Rosjanina Lwa Wygotskiego i Amerykanina Jerome’a Brunera – myślenie dziecka jest usytuowane w kontekście kulturowym i przez ten kontekst zdominowane. Zatem dzieci nie przenoszą mechanicznie wyobrażeń powstałych pod wpływem literatury do swego, tak odległego od baśniowej rzeczywistości, świata, co obniża możliwość doświadczania przez nie negatywnych stanów emocjonalnych.

Polski socjolog Zygmunt Bauman w 44 listach ze świata płynnej ponowoczesności tak o tym pisze: „Dzieci nigdy nie wejdą do tego innego, zaginionego świata młodości ich rodziców. To, co w jednym pokoleniu mogło się wydawać naturalne – tak już jest, tak się robi, tak robić należy – następne pokolenie może uznać za aberrację: odchylenie od normy, dziwaczny, a może nawet wręcz bezpodstawny i niedorzeczny stan rzeczy, niesprawiedliwy, obrzydliwy, niegodziwy albo absurdalny, wołający o rewizję”.

Czy dzieci lubią się bać?

Przeciwniczką baśni braci Grimm była Alice Miller, znana psychoterapeutka o orientacji psychoanalitycznej. Twierdziła, że baśniowe symbole nie tylko nie redukują lęków, ale wręcz utrwalają je w podświadomości. Alice Miller kwestionowała rolę baśni w rozwiązaniu problemów lękowych u dzieci i twierdziła, że utrwalają one poczucie winy i pogłębiają lęk. Według niej baśnie, podobnie jak i inne rodzaje sztuki, są wyłącznie mediatorami i nie leczą.

Wielu zwolenników czytania baśni przedszkolakom argumentuje jednak, że dzieci lubią się bać. Ich zdaniem czytanie baśni braci Grimm pozwala dzieciom bezpiecznie ekscytować się przygodami bohaterów, w rezultacie czego oswajają się z zagrożeniami, kształtują odporność, tym samym redukują lęk. Czy jednak naprawdę wszystkie dzieci lubią się bać? Te o wzmożonej gotowości do reagowania lękiem – z pewnością nie. Wyzwalanie zagrożenia jest potrzebne tylko niektórym, szczególnie tym „odpornym” na lęk. Niemniej jednak baśnie oswajają z różnymi zagrożeniami, stwarzają tym samym możliwość ich pokonania.

Przeciwnicy baśni Grimm podkreślają także ich rolę w utrwalaniu stereotypów, uprzedzeń czy nawet dyskryminacji. Najcięższy oręż wytaczają feministki. Z całą mocą podkreślają ograniczający, a zarazem szkodliwy wpływ istniejących w baśniach postaw seksistowskich i zachowań patriarchalnych, mówią o niebezpieczeństwie ich przyswajania przez czytelników. Twierdzą, że w baśniowych rodzinach proces socjalizacji dziewcząt koncentruje się na kształtowaniu ich umiejętności do współpracy, opiekuńczości, na wykształcaniu łagodnej ekspresji emocjonalnej czy empatii. U chłopców natomiast ceni się autonomię, siłę, racjonalność i zdolność do rywalizacji.

Od młodych ludzi oczekuje się zachowań zgodnych z przypisanymi im rolami. Jeśli tych ról nie wypełniają, spotykają ich za to kary i dezaprobata, ale – jak dowodzą feministki – znacznie częściej piętnowane są dziewczęta. Angielska literaturoznawc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy