Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

ARCHEOLOGIA DZIECIŃSTWA

0 223

Sposób, w jaki reagujemy na świat, wynika z tego, czego nauczyliśmy się w dzieciństwie. Bez powrotu do dzieciństwa pozostajemy przywiązani do krzywdzących doświadczeń.

Pomoc psychologiczna, niezależnie od poruszonego problemu, i tak kończy się na rozmowach o dzieciństwie i relacjach z rodzicami – stwierdził młody lekarz, dowiedziawszy się, że jestem psychologiem. Ten stereotyp, chociaż odwołuje się raczej do obrazu psychoanalityka z amerykańskiego filmu, nie jest całkowicie bezpodstawny. To prawda, że sposób, w jaki reagujemy na świat, jest w dużej mierze zdeterminowany przez to, czego nauczyliśmy się w dzieciństwie. Relacje z rodzicami ukierunkowały nasz sposób patrzenia na świat i wchodzenia w relacje z ludźmi.

Oto pan X, inżynier, który neguje każdą krytyczną uwagę szefa i wybucha złością. Łatwo się domyślić, że taka postawa rodzi konflikt. Pan X ponownie myśli o zmianie kolejnej pracy. Żyje w przeświadczeniu, że ma pecha, bo trafia na konfliktowych szefów, usiłujących pomniejszyć jego osiągnięcia. Swoją złość uważa za całkowicie uzasadnioną niesprawiedliwym traktowaniem. Pracuje w biurze projektowym, przygotowuje obliczenia stalowych konstrukcji hal magazynowych i innych obiektów przemysłowych. Pracę ma odpowiedzialną, od niej zależy zdrowie i życie ludzi. Stara się wykonywać ją jak najlepiej – i udaje mu się to. Bo krytyczne uwagi szefa nie dotyczą strony merytorycznej, tylko ciągłego spóźniania się z wynikami obliczeń, co utrudnia pracę pozostałym członkom zespołu i przysparza przełożonemu dodatkowego stresu.

Pan B, początkujący handlowiec w firmie medycznej, traci kolejny kontrakt z powodu nieuprzejmego, agresywnego zachowania. Źle znosi negocjacje. Zachowanie klienta, który stara się uzyskać jak najlepsze warunki, interpretuje jako dezaprobatę swojej firmy i jej produktów, a także jako chęć wykorzystania go, wręcz wyrządzenia mu krzywdy. Pan B próbuje powstrzymać emocje, ale czasem puszczają mu nerwy.

To tylko dwa przykłady zachowań, jakich wiele można odnaleźć w każdej firmie, gdzie mnóstwo rzeczy jest do zrobienia na wczoraj, a presja czasu i zajęć nie pozwala spokojnie usiąść i zdystansować się od tego, co nas spotyka.

Dlaczego pan X przyjmuje na siebie zbyt wiele obowiązków, którym nie jest w stanie sprostać na czas? Dlaczego obaj panowie w trudnej sytuacji, choć obiektywnie neutralnej, reagują w konfliktowy sposób, przynoszący im wymierne szkody. Okazuje się, że sytuacje, w których tak się zachowują, są bardzo podobne do tych, jakie przeżywali w dzieciństwie w relacjach z rodzicami.

Pan X był jedynakiem wychowywanym przez ojca. Jego matka wyjechała za granicę, gdy miał 4 lata. Na chłopca i na ojca spadło wiele codziennych obowiązków, z którymi musieli radzić sobie sami. Żyli w ciągłym pośpiechu. Przepracowany i zabiegany ojciec często poganiał syna  i krytykował go za to, że swoje obowiązki wykonuje źle, nieporządnie i trzeba po nim poprawiać. Te opinie były krzywdzące dla małego dziecka, potrzebującego wsparcia i zachęty. Rodziły w nim wiele niewyrażonej wprost złości. Z upływem lat pan X nabierał przekonania, że niczego nie potrafi robić dobrze. W dorosłym życiu, mimo że dobrze wykonuje swoją pracę, źle radzi sobie z krytyką. Przeżywa ją jako zanegowanie wszelkiej wartości wykonywanej przez siebie pracy i – pośrednio – samego siebie. Do tego stopnia, że traci obiektywne rozeznanie w tym, o co właściwie szef ma do niego pretensje, i nakręca konflikt, w wyniku którego po raz kolejny musi zmienić firmę.
Pan B miał kontrolującą matkę. Dopóki nie zamieszkał w internacie – miał wtedy 16 lat – ingerowała w wiele aspektów jego życia. Decydowała o tym, w co syn ma się ubrać, z kim może się przyjaźnić, jakie ma mieć zainteresowania – i w bezwzględny sposób egzekwowała swoje decyzje. Często powtarzała, że nie chce, aby przyniósł jej wstyd. Opinię otoczenia przedkładała nad dobro syna. Ojciec pana B był lekarzem w pogotowiu. Większość dnia spędzał w pracy, często brał nocne dyżury i niewiele interesował się tym, co działo się w domu. Dorosły pan B każdą sytuację, gdy ktoś próbuje wymusić na nim ustępstwo, traktuje jako próbę zdominowania i wykorzystania.

Obaj panowie nosili w sobie dużo nieuświadomionej złości do rodziców. Złoszcząc się na szefa czy klienta, tak naprawdę złościli się na rodzica, który ciągle tkwił w ich pamięci....

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy