Anna Paluszak: Nie jesteśmy „popsuci” – jesteśmy ukształtowani. A to oznacza, że możemy się rozwijać

News

Wciąż trafiasz na podobnego typu partnerów, boisz się bliskości albo masz problemy z mówieniem „nie”? A może ciągle bierzesz winę na siebie? To nie przypadek – przekonuje doświadczona psychoterapeutka Anna Paluszak w książce „Suma wszystkich strat. Jak ukształtowało Cię dzieciństwo”. Twoje reakcje mogą być mapą przetrwania, stworzoną w dzieciństwie, gdy trzeba było radzić sobie z samotnością, napięciem albo brakiem uwagi rodziców.

Dziś te same mechanizmy, zamiast nas chronić, ranią. Skąd się biorą style charakteru? Dlaczego ciało pamięta więcej, niż myślimy? I co zrobić, by przestać żyć według dawnych scenariuszy? Na te i inne pytania odpowiada Anna Paluszak w rozmowie z „Charakterami”.

W swojej najnowszej książce „Suma wszystkich strat” pisze Pani, że styl charakteru to mapa przetrwania powstała w dzieciństwie. Jak rozpoznać w dorosłym życiu, że nasze obecne problemy w relacjach czy pracy wynikają właśnie z wczesnodziecięcych doświadczeń emocjonalnych i niezaspokojonych potrzeb z dzieciństwa?

Najprościej: po powtarzalności. Jeśli w różnych relacjach i sytuacjach wracają te same trudności – np. lęk przed bliskością, trudność z granicami czy nadmierna odpowiedzialność – to zwykle nie jest przypadek, tylko utrwalony sposób radzenia sobie, który kiedyś miał sens. Dzieciństwo nas nie determinuje, ale często zostawia wypracowane sposoby, z których później automatycznie korzystamy.

Wprowadza Pani poruszające określenia stylów charakteru, takie jak styl myśliciela, styl tęsknoty czy styl lustra. Dlaczego zdecydowała się Pani przełożyć kliniczne nazwy na bardziej ludzki język?

Język kliniczny bywa precyzyjny, ale często oddala od doświadczenia. Zależało mi, by czytelnik mógł się w tym zobaczyć bez poczucia, że „coś z nim jest nie tak”. Styl myśliciela czy styl tęsknoty to próba opisania tego samego – tylko bliżej życia niż etykiety.

Pisze Pani o tym, że wiele osób zadaje sobie pytania: „dlaczego nie umiem stawiać granic?” albo „dlaczego tak boję się bliskości?”. Jak według Pani trudne doświadczenia emocjonalne z dzieciństwa wpływają na problemy z budowaniem bezpiecznych relacji w dorosłości?

Dziecko uczy się relacji na podstawie doświadczeń w swojej rodzinie pochodzenia.
Jeśli bliskość była nieprzewidywalna, bolesna albo warunkowa – jako dorosły człowiek często powiela te wzorce: albo się wycofuje, albo nadmiernie dostosowuje. Zachowania te stanowią bardzo silne nawyki, które kiedyś ratowały nas przed cierpieniem.

W rozdziale o stylu myśliciela pokazuje Pani osoby, które uciekają w świat intelektu i samotności. Czy w Pani doświadczeniu terapeutycznym emocjonalne wycofanie i życie w świecie myśli może być skutkiem wczesnego poczucia odrzucenia lub braku bezpieczeństwa w rodzinie?

Rzeczywiście, znam to z mojego doświadczenia. Kiedy we wczesnym dzieciństwie emocjonalna bliskość była zbyt trudna albo niebezpieczna, dziecko musiało się nauczyć sposobu na przetrwanie bez zaspokajania swojej potrzeby bliskości czy ekspresji. Jednym z niewielu bezpiecznych miejsc, do których opiekunowie nie mieli dostępu, był świat myśli i idei. To przestrzeń, w której dziecko może istnieć bez ryzyka – a nawet przeżywać emocje w bezpieczny sposób, np. poprzez identyfikację z bohaterem historii.

Z kolei styl tęsknoty charakteryzuje tych, którzy często dają innym więcej, niż dostają. Dlaczego tak wiele osób, głównie kobiet, ma dziś poczucie, że nadmiernie troszczy się o potrzeby innych kosztem własnych potrzeb emocjonalnych?

Wydaje się, że efekt, o którym tu mowa, to połączenie doświadczeń i kultury. Wiele kobiet było uczonych, że ich wartość leży w byciu potrzebną, troskliwą, byciu „dla innych”. Jeśli dodatkowo w dzieciństwie zaspokajanie podstawowych potrzeb związanych z bliskością było niepewne, to łatwo mogło powstać przekonanie, że to, ile dostanę, zależy od formy, w jakiej są bliskie osoby. Jeśli się nimi zaopiekuję, one poczują się lepiej i zobaczą mnie, zatroszczą się o mnie. Problem pojawia się wtedy, gdy ten sposób funkcjonowania staje się jedynym możliwym i odbywa się kosztem siebie.

W książce podkreśla Pani, że nie chodzi o „naprawianie siebie”, ale o zrozumienie własnej historii. Dlaczego akceptacja własnych mechanizmów obronnych z dzieciństwa jest pierwszym krokiem do zmiany i zdrowych relacji ze sobą?

To, co próbujemy „naprawić”, było kiedyś naszym sposobem na przetrwanie. Jeśli zaczynamy od walki ze sobą, wzmacniamy tylko wewnętrzny konflikt. Większość z nas dobrze wie, co nam służy, a co nie, a jednak to nie wystarcza do zmiany. Gdyby wystarczyło, nie potrzebowalibyśmy się nad tym skupiać. Zmiana zaczyna się od zobaczenia sensu swoich reakcji i uszanowania tego kawałka siebie.

Zaznacza Pani również, co bardzo ciekawe, że styl charakteru objawia się także w ciele: w napięciu mięśniowym, oddechu czy sposobie poruszania się. Jak ciało może zdradzić, jakie emocjonalne strategie przetrwania wykształciliśmy w dzieciństwie?

Ciało pamięta to, czego nie pamiętamy świadomie. Napięcie, sposób oddychania, postawa – to często zapis tego, co było kiedyś tłumione lub niemożliwe do wyrażenia. Nie trzeba nawet znać historii – ciało często „opowiada”, gdzie była złość, gdzie lęk, a gdzie zatrzymanie.

Wiele osób przez całe życie próbuje zasłużyć na miłość lub akceptację. Jak przerwać ten schemat i nauczyć się budować poczucie własnej wartości niezależne od opinii innych ludzi?

Na pewno jest to proces. Zaczyna się on od nauki zauważania, kiedy wchodzimy w tryb „muszę coś zrobić, żeby być ważny/ważna”. Potem pojawiają się doświadczenia, w których ktoś nas przyjmuje bez warunków, wtedy uczymy się, że to jest możliwe. Wówczas wartość nie powstaje z osiągnięć, tylko z relacji – także tej ze sobą.

W „Sumie wszystkich strat” pojawia się ważny wątek żałoby – również tej symbolicznej. Dlaczego proces przeżywania żalu po trudnym dzieciństwie i niespełnionych potrzebach emocjonalnych jest konieczny, by naprawdę zacząć nowe życie?

Nie da się iść dalej, nie uznawszy tego, co było stratą. Jeśli pomijamy żal, często nieświadomie próbujemy „odzyskać” przeszłość w teraźniejszych relacjach. Przeżycie tej straty – także symbolicznie – pozwala wreszcie przestać czekać i zacząć budować coś nowego.

Jaka jest najważniejsza psychologiczna lekcja pozwalająca zrozumieć siebie i zmienić swoje wzorce relacyjne?

Zależało mi, żeby czytelnik poczuł, że to, co dziś wydaje się problemem, kiedyś było rozwiązaniem i że zmiana jest możliwa dzięki zrozumieniu i uszanowaniu siebie. To otwiera drogę do większej wolności w relacjach i w życiu. Myślę, że najważniejsze jest to, że nie jesteśmy „popsuci” – jesteśmy ukształtowani. A to oznacza, że możemy się rozwijać.

Przypisy

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI