Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

30 listopada 2015

Tropiciel afektów

19

Julian Ochorowicz przekonywał, że uczucia nie pozostają obojętne dla żadnego organizmu - silne wzruszenia mogą sprowadzić chorobę, ale mogą też z niej wyleczyć.

Przed prawie stu laty znakomity polihistor Julian Ochorowicz napisał jeden z najważniejszych, historycznie rzecz biorąc, tekstów na temat „zdrowotnej” roli uczuć. Ten pionier polskiej psychologii naukowej przez całe życie starał się realizować program, który zawarł w swojej studenckiej rozprawce „Jak należy badać duszę”. Roztoczył w niej wizję psychologii jako nauki empirycznej, odcinającej się od nieuzasadnionych faktami spekulacji myślowych, opartej na obserwacji i eksperymentach, posiłkującej się metodami badań zaczerpniętymi z nauk przyrodniczych. W roku 1879, tym samym, który uważa się za rok zorganizowania pierwszej pracowni psychologicznej przez Wilhelma Wundta, Ochorowicz tak pisał w swojej książeczce zawierającej pogadanki i spostrzeżenia z dziedziny psychologii i innych nauk: „Minęły już te czasy, kiedy nauka o duszy ludzkiej uważana była za jedną z najbardziej abstrakcyjnych gałęzi wiedzy; kiedy przedmiotem jej był człowiek idealny, oderwany od ziemi i od ciała, od przestrzeni i od czasu; kiedy prawiono o »czystym« rozumie i o ideach wrodzonych, o bezwzględnej jaźni, która odbija się sama w sobie, i o czystej woli, która sama sobie beztreściowe prawa nadaje”. Czyż może być coś ciekawszego dla człowieka niż jego życie duchowe – pytał nasz pionier psychologii. A to zagadnienie zgłębiać można, poznając i analizując różne przypadki z życia. Ochorowicz konsekwentnie odwoływał się do licznych przykładów ze swojej praktyki, jak również cytował opisy przypadków, często osobliwe i anegdotyczne, zasłyszane od znajomych i odnalezione w literaturze.

Psychologia i medycyna

W latach 1916–1917 Julian Ochorowicz opublikował dwa obszerne tomy „heretyckiej” – jak sam to określił – pracy pod tytułem Psychologia i medycyna. Z dzisiejszego punktu widzenia jest to nie tyle dzieło sprzeczne z poglądami ogółu, co książka, którą uznać można za pionierską próbę wprowadzenia zagadnień z zakresu psychologii lekarskiej do polskiej literatury naukowej. Fakt, że jest to po części antologia tekstów wcześniej publikowanych w różnych periodykach, przemawia tylko na korzyść autora, który konsekwentnie przez co najmniej trzy dekady wskazywał płaszczyzny porozumienia między lekarzami a psychologami. W pierwszym tomie znalazł się artykuł o kapitalnym znaczeniu dla rozwoju badań interdyscyplinarnych, omawiający stosunek psychologii do nauk medycznych.
Ochorowicz zwracał szczególną uwagę na fakt, że nawet tam, gdzie psychiczna geneza wielu chorób wydaje się oczywista (czyli w psychiatrii), przez całe dekady panował kierunek anatomopatologiczny, marginalizujący lub wręcz wykluczający znaczenie czynników psychicznych w wyjaśnianiu zaburzeń psychicznych. Jego zdaniem tak modne w drugiej połowie XIX wieku sprowadzanie „zboczeń psychicznych” wyłącznie do określonych zmian w tkance mózgowej sprawdza się tylko w nielicznych przypadkach.

Dalsze trwanie przy takim modelu psychiatrii poprowadzi naukę na manowce. Oczywiście były w tej materii odkrycia ponadczasowe, jak umiejscowienie ośrodka mowy „w tak zwanej okolicy Broki”, lecz znaczna liczba chorób funkcjonalnych nie daje możliwości wykrycia dostępnych „dla oka” uszkodzeń w tkance nerwowej. Co warto tu podkreślić, przyszłość badań w tym zakresie należy do metody, którą Ochorowicz nazwał „nozografią indywidualną”. Pisał o niej: „Tu przede wszystkim zaczyna się praca psychologa, uzupełniająca pracę lekarza. Wiadomość o ogólnym nastroju chorego, (…) o stanie czucia skórnego, o reakcji źrenic i innych odruchach, o śladach zwyrodnienia w tej lub owej grupie – mięśni i nerwów – musi być dopełniona psychologicznym portretem chorego, jeśli chcemy poznać się z nim, wejść w niego i opanować go”. Ten pionierski, lecz niekojarzony z nazwiskiem polskiego badacza postulat nowej formy studiów przypadków przypisuje się dziś bezrefleksyjnie obcym uczonym.

W matni emocji

W drugim tomie zbioru Psychologia i medycyna znalazł się uzupełniony i poprawiony tekst Ochorowicza „Uczucia i choroby”, opublikowany przez niego ćwierć wieku wcześniej w „Tygodniku Ilustrowanym”. Rozważania opierały się na tezie, że psycholog mający do czynienia z chorymi, bez wątpienia musi dostrzegać, jak często i z jaką siłą uczucia wpływają na ludzkie cierpienia. Autor twierdził, że nie ma takiej choroby, w której udział emocji byłby obojętny dla jej obrazu. Odwoływał się przy tym do wiedzy potocznej, cytując zarówno obiegowe powiedzenia (np. „wiara uzdrawia”, „miłość odradza”, „strach paraliżuje” czy „rozpacz zabija”), jak i przywołując przykłady zaczerpnięte z literatury (czytelnika powieści bądź widza teatralnego nie dziwi to, że bohater mdleje wskutek silnego przeżycia lub cierpi pod wpływem zawodu miłosnego). Uczucia należą do takich procesów psychicznych, których doznawanie jest łatwo dostrzegalne i zrozumiałe dla obserwatora. Ponadto zdaniem polskiego psychologa zwrócenie uwagi na znaczenie sfery uczuciowej pozwala wyodrębnić zjawiska, które dotąd niesłusznie wyjaśniano za pomocą oddziaływania wyobraźni lub sugestii.

Omawiając wpływ uczuć na podstawowe funkcje ustroju człowieka, Ochorowicz pisał między innymi o tym, że jednym z błędów lekarskich jest nieświadomość emocji przeżywanych przez chorego. Nieprzemyślana uwaga lekarza dotycząca stanu pacjenta i prognozy wyleczenia, nawet jeśli jest szczera i wynikająca z jego doświadczenia klinicznego, może wywołać u podopiecznego „silne wzruszenie”, którego efekt trudno przewidzieć. Dotyczy to zwłaszcza przypadków, gdy chorzy konsultują się u wielu specjalistów, otrzymując różne, czasem sprzeczne, informacje na temat swoich problemów zdrowotnych. Ochorowicz opisał przypadek kobiety cierpiącej na „nerwowe przypadłości”, której jeden z lekarzy zasugerował, że ma poważną wadę serca: „Dla chorej był to cios ostateczny (…) od tej chwili stała się naprawdę kaleką, wyczekującą niechybnej śmierci w ciąg­łym niepokoju; niepokój ten wyczerpał jej siły nerwowe, powodując najrozmaitsze symptomy, dokuczliwe (…) głównie w sercu; do tego stopnia, że jeśli pierwej zdania co do istnienia wady serca były podzielone, to odtąd wszystkim wydała się ona niewątpliwa”. Tu warto dodać, że osoba ta została wyleczona, zresztą przez samego Ochorowicza, który zastosował jedną z form psychoterapii. Jak się okazało, przyczyną problemów były
zaburzenia nerwowe „naśladujące wadę serca”.

Osobliwe przypadki

Artykuł Ochorowicza zawiera opisy wielu przypadków, które dziś uznalibyśmy za materiał czysto anegdotyczny. Trudno potwierdzić lub zanegować ich autentyczność, zwłaszcza że autor cytuje je często z „drugiej ręki”, odwołując się do literatury zagranicznej. Przytacza przykłady zaczerpnięte od tak znanych uczonych jak: John A. Lidell, amerykański monografista „apopleksji”, Angelo Mosso, włoski fizjolog, wynalazca pierwszej techniki neuroobra...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy