Dołącz do czytelników
Brak wyników

Praktycznie , rodzina

17 listopada 2015

Tata na 40 sekund

75

Ile czasu dziennie ojcowie spędzają ze swoimi dziećmi? Mężczyznom wydaje się, że co najmniej godzinę. Naukowcy to sprawdzili i okazało się, że... mniej niż minutę! Kto cierpi na tym najbardziej?

– Tato, mogę cię o coś zapytać? Chodzi o twoją pracę...
– Chcesz wiedzieć, czym zajmuję się w firmie? Mam bardzo poważne i odpowiedzialne stanowisko...
– Nie, nie, tato. Chodzi mi o to, ile zarabiasz w ciągu godziny.
– Niech policzę... Około 50 zł.
– Poczekaj chwilę, przyniosę zaraz ze skarbonki.
– Ale po co?
– Bo ja bym chciał Ci je dać, tato, żebyś jutro wyszedł z pracy godzinę wcześniej niż zwykle i żebyś spędził tę godzinę ze mną...
Ta opowiastka o ojcu menedżerze i jego sześcioletnim synku obiegła cały świat. Tłumaczona na wiele języków i wykorzystywana w popularnych memach, zarówno wzrusza internautów, jak i irytuje. „No bez przesady! Że niby ojcowie nie spędzają ze swoimi dziećmi nawet godziny dziennie?” – oburzają się niektórzy hejterzy. Ano nie spędzają – ripostują naukowcy. Co prawda z sondaży przeprowadzonych na zlecenie międzynarodowej Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wynika, że ojcowie w Australii i USA przeznaczają dla swoich dzieci godzinę dziennie, ale już ojcowie niemieccy znajdują tylko 37 minut, a francuscy 26 minut (nieco lepiej wypadają Polacy – 40 minut i Hiszpanie – 43 minuty).
Jednak brytyjscy naukowcy przyjmują te deklaratywne dane z ostrożnością, ponieważ z ich badań wyłania się pesymistyczny obraz. Ojcom jedynie wydaje się, że spędzają z dzieckiem „aż” godzinę dziennie. Owszem – są w tym samym pokoju czy na placu zabaw z synem/córką, ale jednocześnie wysyłają esemesy, odbierają telefony z pracy, sprawdzają, co nowego na Facebooku itp. Ale przez ile minut ich uwaga jest skupiona tylko i wyłącznie na dziecku? Badacze sprawdzili to w eksperymencie, w którym udział wzięło 1700 brytyjskich ojców. Przyczepiono im do ubrań mikrofony oraz minikamery, obserwowano i dokonano dokładnego pomiaru czasu spędzanego wspólnie z dzieckiem. Okazało się, że tak naprawdę w ciągu tej godziny tylko przez... 40 sekund tata w pełni i z uważnością towarzyszy dziecku!

Poślubieni pracy

Ale przecież my nie mamy tyle czasu co matki. Musimy utrzymać rodzinę. Zostajemy po godzinach, bierzemy dodatkowe projekty przecież z myślą o rodzinie, o dzieciach! – bronią się ojcowie. Zwłaszcza ci, u których psychiatrzy i psychologowie podejrzewają pracoholizm. Uzależnienie od pracy uważane jest za chorobę progresywną, niekiedy prowadzącą do śmierci, negatywnie wpływającą na całą rodzinę. Niektórzy badacze szacują, że pracoholizm w różnym stopniu możne dotyczyć już jednej czwartej populacji.

„Pracuję, więc jestem” – oto motto ojców pracoholików. Praca określa ich tożsamość i nadaje sens życiu. Wierzą, że mogą stać się godnymi szacunku i zająć należne im miejsce wśród innych, o ile będą pracować wystarczająco ciężko. Ale nie wystarcza im już czasu na życie osobiste, „wykluczają” więc stopniowo swoje małżeństwo,
dzieci, hobby i relaks, w najlepszym razie spychając je na koniec listy życiowych priorytetów...

Wielu z nich podejrzewa, że gdzieś głęboko tak naprawdę są próżniakami, utrzymują się więc w stanie gotowości z obawy, że „wrodzone” lenistwo przejmie nad nimi kontrolę – twierdzi dr Bryan E. Robinson, psychoterapeuta i wykładowca na University of North Carolina. Inni psychologowie dodają, że pracoholizm to wewnętrzny psychiczny głód, nienaturalne, graniczące z obsesją oddanie pracy, która zastępuje większość – jeśli nie wszystkie aspekty życia jednostki. Nastrój ojca pracoholika uzależniony jest od tego, co w firmie: gdy wszystko idzie dobrze, ma doskonały nastrój, gdy gorzej – jest przygnębiony. Przepracowanie służy mu jako zabezpieczenie przed pustką, uważa dr Peggy Drexler, psycholożka z Weill Medical College w Cornell University. Kiedy pracoholik nie jest zajęty pracą – np. idzie do parku z synem – odczuwa lęk i ma poczucie winy. Według dr Drexler z pracoholizmu można „wyjść”, jednak „zazwyczaj wymaga to przewartościowania wszystkich życiowych priorytetów. Pierwszym krokiem ku zdrowieniu będzie uznanie i akceptacja, że praca nie jest najważniejszą rzeczą w twoim życiu. Trzeba zdecydować, co nią jest? Nie będziesz w stanie powiedzieć pracy «nie», dopóki czemuś innemu nie powiesz «tak»”.

Stać cię na więcej

Pracoholizm koi lęki, ale jednocześnie oddala od bliskich. Badania pokazują, że partnerzy pracoholików mają mniej pozytywnych uczuć dla małżonka, za to większe poczucie alienacji w związku. „Gdy jedna osoba w związku jest pracoholikiem, małżonkowie częściej myślą o rozstaniu. Wśród pracoholików obserwujemy także znacznie wyższy odsetek separacji i rozwodów”, twierdzi
dr Robinson. Co gorsza pracoholizm jest chorobą rodzinną, często dziedziczoną z pokolenia na pokolenie. W książce Chained to the Desk Robinson wskazuje, że „niektórzy pracoholicy są produktami stworzonymi «na potrzeby dobrze wyglądających rodzin», których członkowie wydają się perfekcyjni. W niektórych rodzinach nieustannie mówi się o etyce pracy i ostrzega przed tym, co spotyka tych, którzy nie przykładają się do pracy. Dziecko może nie rozumieć kontekstu lub wagi tych komunikatów, zaczyna więc obawiać się, że nie spełnia pokładanych w nim oczekiwań”.
„Dzieci ojców pracoholików przez całe życie zmagają się z konsekwencjami niedostępności emocjonalnej i fizycznej rodzica” – dodaje psychotera­peuta dr Tuck T. Saul. Obietnice są łamane, a ważne imprezy, takie jak zawody sportowe czy koncerty dziecka – „zapominane”. Kiedy już ojcowie znajdą chwilę, przekazują dzieciom swoje nierealistyczne standardy, np.: „Czwórka jest w porządku, ale powinieneś dostawać szóstki, bo...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy