Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Praktycznie

27 września 2017

Sarah dwóch matek

35

Urodziła się 14 września 1934 roku. Przyjaciele mówili, że jej śmiech na granicy łez miał uchronić ją przed złem. Mała dziewczynka tkwiąca pomiędzy judaizmem i feminizmem, tradycją i krytyką, obowiązkiem i niezależnością, życiem i śmiercią.

Zawsze uśmiechnięta, niskiego wzrostu. Piękne, długie włosy początkowo splata w warkocz, potem pozwala, by otulały jej twarz, opadając swobodnie do ramion. Oczy przenikliwe, ale pełne entuzjazmu. Sarah Kofman – kobieta, filozofka, Żydówka, feministka, uczennica Deleuze'a i przyjaciółka Derridy, wreszcie artystka. „Żydowska intelektualistka, która przeżyła Holokaust” – jak mówiła o sobie. W 1994 roku, gdy odebrała sobie życie, bliscy krewni znaleźli w jej mieszkaniu kilkaset tajemniczych rysunków. Twarze i postacie nakreślone ołówkiem na brystolu. Zawsze zamazane, niektóre karykaturalne, inne z okrężną linią, jakby zaciśniętą wokół szyi. Oczy zamknięte lub otwarte, ale nieobecne. Twarze bez wyrazu, ostre, splątane, krzyczące bez słów. Często się śmiała, głośno, aż do łez. Kochała życie. Kino, muzeum, literaturę i duże miasta. Derrida po jej śmierci pisał: „Sarah była wyjątkowa”, niedościgła, jedyna. Myślenie i śmiech były dla niej nierozerwalne. Jednak wiedziała lepiej niż inni, że sztuka, pisanie i śmiech nie przeciwdziałają cierpieniu, nie uchronią nas przed bólem, chorobą i śmiercią.

„Nieobecność jakiejkolwiek iluzji błyszczy niczym promień żywego światła w całym życiu i pracy Sarah” – wspominał Derrida. Twierdził też, że udręczeni dużo się śmieją. Sarah była „małą dziewczynką z nieodpartą radością niekontrolowanego śmiechu na granicy łez. Małą dziewczynką, ukrywającą sekret nie na swój wiek, którego tragedii nie zdusiła świeżość i niewinność jej śmiechu”. Śmiechu – zgodnie z interpretacją Freuda i Nie[-]tzschego – na krawędzi lęku, stłumionego lęku, na granicy świadomego i nieświadomego.

Odwaga i sprzeczności przenikały wszystko, co napisała, łącznie 25 książek i wiele artykułów. Broniła praw kobiet. W debatach publicznych występowała przeciw dyskryminacji i wykluczeniu. Milczenie było dla niej nie do zniesienia. Zimą 1992 roku wyjęła z torebki matki złamane wieczne pióro zmarłego ojca (jedyne, co jej po nim pozostało) i położyła na biurku. Wyznała wtedy: „być może wszystkie moje książki były okrężną drogą, mającą doprowadzić mnie do napisania o «tym»”. „To” do dziś pozostaje zagadką. Zagadką jej życia i śmierci. Postanowiła opowiedzieć swoją historię w autobiograficznej książce Rue Ordener, Rue Labat. Między tymi dwiema ulicami Paryża rozchodzą się światło i mrok utraconego dzieciństwa Kofman.

Rue Ordener i „pisanie bez mocy”

18 dzielnica Paryża, dom numer 6, ukryty za wysoką, drewnianą, ciężką bramą. Wewnątrz matka, Fineza Kofman, kroi wołowinę, krew kapie przez wiele godzin. Ojciec, Berek Kofman, rabin, pochodzący z Polski, wraca do domu z synagogi. Tradycyjna żydowska rodzina. Wraz z sześciorgiem dzieci zajmują przestronne mieszkanie. Prowadzą spokojne życie aż do 16 lipca 1942 roku – wtedy aresztowano ojca. Berek Kofman wiedział, że jego nazwisko jest na liście deportacyjnej. Modlił się, żeby jego bliskich nie spotkał ten sam los i sam oddał się w ręce francuskiego policjanta. Sarah miała wtedy 8 lat, widziała ojca po raz ostatni. Tamtego dnia deportowano go do obozu przejściowego w Drancy, a stamtąd do Auschwitz. Zdążył jeszcze wysłać żonie kartkę z Drancy, pytał o zdrowie dzieci. W tym czasie cała dalsza rodzina ze strony ojca ginie w getcie warszawskim. Po wojnie Sarah dowiaduje się, że jej ojciec był w Auschwitz przez rok. Pewnego dnia, gdy odmówił pracy w szabat, żydowski kapo pobił go i pogrzebał żywcem. Podobno ojciec powiedział mu, że nie robi nic złego, modląc się do Boga za nich wszystkich: ofiary i morderców. Kofman powie później, że właśnie dlatego „wraz z innymi cierpiącymi tę nieskończoną przemoc umarł w Auschwitz, miejscu, w którym żaden wieczny odpoczynek nie mógł zostać dany”.
„Mój ojciec zmarł w Auschwitz, ponieważ był Żydem: jak o tym nie mówić? I jak o tym mówić?”. Czuła konieczność pisania, ale zarazem wiedziała, że musi pisać „inaczej”. W wywiadzie udzielonym w 1991 roku Kofman tłumaczy: „Jeśli ktoś pisze na temat «niewyobrażalnego», wówczas pisanie nie może być w żaden sposób «wielkie», apodyktyczne, zdecydowane, dydaktyczne lub spekulatywne.

Trzeba próbować zostawić przestrzeń dla milczenia tych, którzy nie mogą mówić – to jest pisanie bez mocy. Pisanie bez siły”. To Maurice Blanchot skłonił ją do myślenia o etycznej konieczności pisania bez mocy, siły, obowiązku wyrażenia bezsilności słów, ze względu na tych, którzy nie mogą mówić. Siła i moc zawsze próbują zredukować człowieka, zmniejszyć go i ostatecznie wyeliminować. Jednak ci, którzy przeżyli, nie mogli mówić bez uczucia „dławienia się”. Słowa mogą wszystko. Ludobójstwo zaczyna się od słów: propaganda, rozporządzenia, przemówienia. Słowa mogą zabić i być głosem pamięci. Dlatego Kofman nie przestawała pisać.

Wybór ojca, jego modlitwa w Auschwitz za ofiary i morderców, skłania ją do myślenia o możliwości etyki po Auschwitz. Pisze książkę Zdławione słowa (Paroles suffoqués, 1987) i pyta: „w jaki sposób «my, ludzie» jest jeszcze możliwe do wypowiedzenia?”. „My” starego, oświeceniowego humanizmu zostało nieodwracalnie zniszczone. Auschwitz zniszczyło wizerunek ludzkości, stworzony przez całą humanistyczną tradycję. Ale fakt, że ludzie nadal istnieją po Auschwitz znaczy zarówno, że człowiek jest niezniszczalny, jak i to, że nie ma żadnych granic w niszczeniu ludzkich istnień. „Można zabić człowieka, ale nie można go zmienić w coś innego” – pisał Robert Antelme. Ojciec Sarah to przykład zachowania sumienia w obliczu największego ludzkiego okrucieństwa. Ponieważ istnieje tylko jedna ludzka rasa – jest nią ludzkość – a ofiary i mordercy są jej częścią. Kofman mówi, że „w każdym człowieku istnieją dwie siły, które są ze sobą nierozerwalnie związane: moc zabijania i moc uznania drugiego człowieka i oddania mu głosu”. Auschwitz jest zawsze możliwe. W nowej formie, w innym czasie. Ponieważ zło jest ludzkie. Moc zabijania, niszczenia drugiego człowieka jest ludzką siłą. Nie nieludzką lub nadludzką. Jest częścią człowieka, od niego pochodzi i może w każdej chwili zatriumfować. Ludzkie zło nie ma płci. Niezgoda na to, by siła niszczenia zawładnęła człowiekiem, odnosi się w tej samej mierze do kobiet, jak i do mężczyzn.

Rue Labat i dwie matki

Wtorek, 9 lutego 1943 roku. Matka i córka jedzą kolację. Do drzwi mieszkania przy Rue Ordener puka żandarm. Chce ostrzec matkę Sarah, że znajdują się na liście Gestapo i muszą uciekać przed łapanką. Chwilę potem wszyscy rozstają się w pośpiechu, rodzeństwo zostało już wcześniej ukryte na wsi (dwie dziewczynki i trzech chłopców w wieku od 2 do 12 lat, Kofman nie podaje ich imion). Matka i Sarah udają się do domu kobiety mieszkającej przy Rue Labat. To jeden przystanek metrem, one idą pieszo, ulica ciągnie się w nieskończoność, Sarah wymiotuje przez całą drogę. Tej samej nocy do mieszkania przy Rue Ordener wchodzi sześciu mężczyzn z Gestapo – po jednym na każde dziecko. „Nigdy już tam nie wróciłam, tylko w moich snach” – pisze Sarah.

Kobieta mieszkająca przy Rue Labat nazywała się Madame Fagnard. Przed wojną była ich sąsiadką. Jak mówiła matka Sarah – kochała dzieci. Kobieta proponuje, by dziewczynka ukryła się w pobliskim klasztorze i dokonała konwersji. Tłumaczy jej, że gdy skończy się wojna, konwersja zostanie anulowana. Matka Sarah wyraża zgodę na chrzest córki. Potem Madame Fagnard decyduje się ją zatrzymać. Na początku matka i córka mieszkają w jej domu. Kobieta prosi, by zwracać się do niej Mémé, ona zaś daje Sarah nowe, chrześcijańskie imię: Suzanne. Sarah śpi z Mémé w jednym łóżku, matka Sarah ma spać w oddzielnym pokoju. Wkrótce Mémé stwierdza, że koszerne jedzenie jest niekorzystne dla zdrowia Sarah. Matka wychowyw...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy