Słyszysz to „dzyń, dzyń, dzyń”? Powolutku idą święta, stoją już gotowe do drogi sanie zaprzężone w renifery. Jowialny Mikołaj ma worek pełen prezentów i jest z siebie prawdziwie zadowolony. Wie, że zdąży, o nikim nie zapomni, a przede wszystkim każdy zachwyci się wybranym przez niego upominkiem. W końcu jest święty, nie?
Z tą dziecięcą, przyznajmy – bajkową i nierealną – wizją walczę sobie (i w sobie) co roku, mniej więcej od połowy jesieni. Aż w końcu z przerażeniem konstatuję, że mamy końcówkę grudnia, Mikołaj w mojej rodzinie to ja, a moja półka prezentowa jest lśniąca i pusta. Słowem – nie mam jeszcze nic dla swoich bliskich.
I wtedy nerwy, stres, kortyzol wylewa się uszami: kolejki w sklepach, zapchane paczkomaty, wyścig z czasem – jednym słowem, okropność. Wymyślam sobie w duchu od leniwców i inteligentnych inaczej, ronię łzy i łudzę się, że kolejne, kupione naprędce i w ramach zasady „tonący brzytwy się chwyta” skarpety z choinką wzbudzą w mojej rodzinie prawdziwy entuzjazm… Ufam jednak, że za rok… Że za rok, ho, ho, ho, to już będzie zupełnie inaczej!
Podejdę do tego racjonalnie i na spokojnie, przygotuję i kupię wszystkie prezenty już jesienią, a w grudniu zostanie tylko ubranie choinki i ugotowanie świątecznego barszczyku. Znacie to? Bo ja znam od lat. A potem znów jest grudzień…
Nie chodzi zresztą tylko o Gwiazdkę. Mamy przecież urodziny, imieniny, rocznice czy inne święta, na które dobrze byłoby postarać się coś przynieść, prawda? I dlatego w tym roku, gdy właśnie nadeszła jesień… Nie, nic jeszcze prezentowo nie wymyśliłam, nie zrobiłam i nie kupiłam, ale za to postanowiłam sprawdzić, dlaczego tak nieracjonalnie zachowujemy się w tym, wydawałoby się całkiem prostym i miłym, podarunkowym temacie.
Dlaczego myślenie o prezentach odkładamy do ostatniej chwili?
Psychologia po raz kolejny pokazuje, że to, co proste z zewnątrz, wcale nie jest tak nieskomplikowane przy dokładniejszym spojrzeniu. Ale za to jakże interesujące!
Pierwsze, co przychodzi do głowy, to prokrastynacja, czyli odwlekanie na ostatnią chwilę wykonania zadania, mimo że wiemy, iż może to przynieść negatywne konsekwencje.
O prokrastynacji napisano już całe tomy, dodam więc tylko uspokajająco, że robi to właściwie każdy z nas i, jak zauważają badacze zjawiska (np. w książce Procrastination and Task Avoidance: Theory, Research and Treatment1), odraczanie jakiejś czynności wcale nie musi wynikać z naszego lenistwa czy braku odpowiedzialności. Jest za to sposobem regulowania emocji.
Prokrastynujemy zwykle dlatego, że praca, która nas czeka, jest nieprzyjemna, wymaga wysiłku lub wzbudza lęk. Racjonalnie wiemy, że powinniśmy ją wykonać, ale przecież jeszcze nie teraz, jeszcze trochę… Mamy zadanie, więc budzi się w nas napięcie, zatem zadanie odkładamy na później – i pojawia się ulga… Wprawdzie chwilowa, nieracjonalna i złudna, ale za to natychmiastowa. Często to t...
Dołącz do 50 000+ czytelników, którzy dbają o swoje zdrowie psychiczne
Otrzymuj co miesiąc sprawdzone narzędzia psychologiczne od ekspertów-praktyków. Buduj odporność psychiczną, lepsze relacje i poczucie spełnienia.