Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Laboratorium

26 kwietnia 2016

Pisarka i bestia

53

Gabriela Zapolska długo zmagała się z tajemniczą chorobą. Nawet wybitni lekarze nie byli w stanie jej pomóc. Gdy wreszcie okazało się, co to za dolegliwość, zdziwieni byli wszyscy... oprócz samej pacjentki.

Niektórzy bohaterowie utworów Gabrieli Zapolskiej stali się symbolem obłudy życiowej. Jej dorobek wciąż jest inspiracją dla innych twórców. Niedawno wszedł na ekrany film „Panie Dulskie” w reżyserii Filipa Bajona. Obraz ten nawiązuje do „tragifarsy kołtuńskiej” pióra Zapolskiej. Autorka wyłożyła w niej filozofię „dulszczyzny”, czyli mieszczańskiej hipokryzji, gry pozorów i ciasnoty poglądów. Sztuka ujrzała światło dzienne krótko po tym, jak pisarka doszła do równowagi po kilkuletnich traumatycznych doświadczeniach związanych z osobliwą chorobą.

Cierpienia pani Zapolskiej
Kryzys zaczął się dość niepokojąco: Zapolska skończyła właśnie czterdzieści pięć lat; doświadczała wówczas problemów w życiu prywatnym, była w separacji z drugim mężem, artystą malarzem Stanisławem Janowskim. W efekcie przeżyła załamanie nerwowe.

U pisarki pojawiły się w tym okresie dolegliwości somatyczne, które można było skojarzyć z huśtawką emocji oraz jej trybem życia: nagłe mdłości, omdlenia, punktowe newralgie, nocne gorączkowanie i krwotoki. Towarzyszyły temu bóle w płucach oraz nawracające anginy (a może objawy „anginopodobne”). Jeden z symptomów był dość niezwykły, nasilał się podczas nowiu Księżyca: pisarka wymiotowała, jej ciało sztywniało, wydawała z siebie nieartykułowane dźwięki, bolały ją stawy i mięśnie, dręczył nawracający kaszel...

Źródło objawów było dla medyków zagadką. Doktor Kazimierz Kruszyński – który w owym czasie stał się niemal lekarzem domowym pisarki – zaordynował jej... oblewanie zimną wodą, a potem zapisał zastrzyki z morfiny. Gdy to nie pomogło, Zapolska rozpoczęła prawdziwą odyseję: wędrowała od gabinetu do gabinetu, jeździła po modnych uzdrowiskach, szukała pomocy u specjalistów, którzy stosowali różne, czasem dość dziwaczne formy leczenia. Apolinary Tarnawski, fanatyk kuracji „sposobem naturalnym”, w swym zakładzie przyrodoleczniczym w Kosowie na Pokuciu potraktował pisarkę jak „zasiedziałą mieszczankę”. Zalecił jej dużo codziennej gimnastyki i drakońską dietę. Jednak ruch na świeżym powietrzu oraz ograniczenie posiłków nie pomog[-]ły. Nieskuteczna okazała się również konsultacja u lwowskiego neurologa Izydora Fajersztajna-Krzemickiego („troskliwy i czuły doktor Feuerstein” – pisał o nim Stanisław Wyspiański, również jego pacjent). Problemu nie rozpoznał ani doktor Napoleon Gąsiorowski, bakteriolog, ani profesor Władysław Gluziński, rektor Uniwersytetu Lwowskiego, ceniony znawca fizjologii i patologii przewodu pokarmowego. Jedynym zabiegiem, który przynosił Zapolskiej chwilową ulgę, było stawianie baniek na brzuchu – i do tej terapii ograniczali się kolejni medycy.

W krótkim czasie znajomi i przyjaciele dramatopisarki zaczęli postrzegać ją jako osobę, która za wszelką cenę chce skupić na sobie uwagę otoczenia, zwykłą symulantkę. Zapewne przyłożył się do tego „uroczy cynik”, doktor Kruszyński. Ten cieszący się autorytetem i otwarty na nowiny medyczne fachowiec pomógł wielu pacjentom (na przykład uzdrowił ciężko chorą córkę Jana Kasprowicza, Annę), jednak w tym przypadku był bezradny. Nawet mąż Zapolskiej, który – zatroskany o jej zdrowie – odnowił z nią kontakty, po wysłuchaniu opinii otoczenia zaczął traktować jej problemy zdrowotne z rezerwą.
Po dwóch latach nieskutecznych kuracji wyczerpana fizycznie i psychicznie Zapolska zamieszkała na stałe we Lwowie. Wciąż dokuczał jej brak apetytu i bezsenność. Całymi dniami leżała w łóżku, żywiła się głównie płynnymi pokarmami.

„Cyrk” w Bystrej
W końcu ktoś polecił pisarce dobrze prosperującego na Śląsku Austriackim lekarza, Ludwika Jekelsa. Historia jego sukcesu zaczęła się kilka lat wcześniej. W sierpniu 1898 roku sprawozdawca „Kuriera Lwowskiego” informował czytelników: „Pomiędzy Bielskiem a Żywcem, u stóp Beskidów leży, mało u nas znana, miejscowość Bystra, w której lwowianin, dr. Jekeles, założył w bieżącym roku zakład leczniczy, w rodzaju, jakiego dotychczas nie znano w Galicji. Sama miejscowość została przez matkę naturę nader hojnie obdarowaną. Ze wszech stron otoczona wspaniałymi szczytami Karpatów, posiada powietrze, które już samo uzdrawia”. Trudno chyba o lepszą reklamę, a doktor Jekels (z powodu głośnych skandali, których bohaterem był jego brat Leon, adwokat, skrócił sobie nazwisko z „Jekeles” na „Jekels”) wykorzystał te zachwyty, publikując anonse w prasie i wydając w kilku językach broszury informacyjne na temat pensjonatu. Pacjenci wychwalali Jekelsa „za jego nadzwyczajną sumienność i dbałość o zdrowie kuracjuszów”, a „niemniej ważną zaletą jego zakładu” była „niezwykła taniość”.

Zapolska zweryfikowała te entuzjastyczne opinie pod koniec maja 1906 roku. Od pierwszych godzin pobytu w bystrzańskim sanatorium była traktowana przez lekarza w sposób nieempatyczny, wręcz brutalny. Nie zważając na protesty pacjentki, narzucił jej swoją wolę i poddał surowej kontroli. Traktował ją jak rozkapryszone dziecko. Zmuszał do spożywania pokarmów, do których czuła wstręt i których unikała, nawet gdy była zdrowa. Kazał jej jeść do oporu, a potem wymiotować, i znowu jeść... Odmawiał produktów, które najmniej jej szkodziły.

Zdaniem Jekelsa pisarka cierpiała na schorzenie na tle nerwowym. Z takimi bowiem problemami zgłaszali się do niego bogaci i znani kuracjusze (swego czasu podleczył cierpiącego na neurastenię znanego artystę malarza Juliana Fałata, który w podzięce za troskę podarował mu piękną akwarelę; ba, podobno nawet Józef Piłsudski poszukiwał w Bystrej równowagi ducha). Potyczki z lekarzem tyranem Zapolska opisywała w listach do męża, krytykując przy okazji warunki, jakie panowały w sanatorium; nie były one wcale tak rewelacyjne, jak opisywano w reklamowych folderach. Dość wspomnieć, że pisarka skarżyła się na...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy