Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny , Otwarty dostęp

10 marca 2020

NR 3 (Marzec 2020)

Osaczeni troską

232

To normalne, że chcemy chronić partnera i otoczyć go opieką, gdy jej potrzebuje. Jednak nadopiekuńczość ma niewiele wspólnego z miłością i może zniszczyć związek. Co się kryje za skłonnością do nadopiekuńczości i jak się przed nią ustrzec?

Historia rozpoczyna się zwykle w domu rodzinnym. Niektórzy rodzice nadmiernie i przesadnie angażują się w życie swoich dzieci. Starają się „za bardzo” i, niestety, wyrządzają im krzywdę. W pułapkę nadopiekuńczości wpadają z powodu własnych, nieuświadomionych lęków. Boją się, że dzieci nie poradzą sobie bez nich, że spotka je coś złego. Pokazując świat jako niebezpieczne miejsce, odbierają dzieciom wiarę we własne siły i sprawczość. Chcą wszystko kontrolować, by sami mogli się czuć spokojnie i bezpiecznie. Organizują dzieciom liczne zajęcia dodatkowe, żeby wiedzieć, co dzieci robią, gdzie są. Wszystko to odbywa się pod przykrywką dbania o bezpieczeństwo i właściwy rozwój. 

POLECAMY

Młodzi ludzie wchodzą w wiek dorosły z komunikatem, że nie są gotowi do niezależności, do podejmowania własnych decyzji, że nie powinni ufać własnym wyborom. Często mają problem z tożsamością, nie wiedzą, kim są i czego pragną, potrzebują. Dotychczas to rodzice wszystko wiedzieli lepiej. Nadopiekuńczy rodzice myślą, że wychowują dzieci, a tymczasem wychowują dorastających ludzi na dzieci. Zamiast zabraniać dziecku różnych aktywności z powodu własnego strachu, lepiej porozmawiać o możliwościach pokonywania barier. Prawdziwa pomoc to pozwolenie dziec­ku na rozwijanie się we własnym tempie, na błądzenie, szukanie rozwiązań, przeżywanie porażek, zdobywanie umiejętności potrzebnych do radzenia sobie i budowania poczucia własnej wartości. To wspieranie i mądre towarzyszenie, a nie wyręczanie. 

Wielu rodziców ma szczere intencje, jednak wpada w sidła lęku przed zagrożeniami, na jakie życie narazi ich dzieci – przed nabiciem guza, złamanym sercem. Ale tylko w takich warunkach może rozwinąć się kreatywność, psychiczna odporność, umiejętność pokonywania przeciwności losu. Jeśli od urodzenia każdy nasz krok jest dyktowany, a wszystkie decyzje podejmowane za nas, to w dorosłym życiu będziemy zagubieni, możemy cierpieć, znieczulać się nawet alkoholem czy narkotykami, okaleczać się, byle nie czuć pustki. Każde dziecko potrzebuje wyzwań, wolności wyboru, nawet porażek, aby stać się kreatywnym, zdrowym dorosłym. 

Nad kim tak się trzęsie?

Często nadopiekuńczość wykazują matki, co może wynikać z przejętych wzorców zachowań rodzica, neurotycznej osobowości, utraty dziecka w przeszłości, zaburzenia relacji w małżeństwie, samotnego macierzyństwa. Takie kobiety są niepewne swoich kompetencji macierzyńskich, oczekują stałego wsparcia i potwierdzenia słuszności swoich działań. Niepewność i lęk kompensują nadmierną opieką, w dziecku lokują niezaspokojone emocjonalne potrzeby. Ich nadopiekuńczość może wynikać w pewnym stopniu także z potrzeby dominacji. Nadopiekuńcze matki traktują dziecko jak swoją własność, próbują przeżyć życie za nie, nie postrzegają go jako odrębnej jednostki, która ma pełne prawo do rozwoju swoich indywidualnych cech, a w przyszłości do realizacji swoich potrzeb i planów życiowych.

Oczywiście nadopiekuńczy bywają także ojcowie – jeśli są nadmiernie kontrolujący, nieadekwatnie wymagający, niedojrzali, lękowi, nie pozwalają dziec­ku spotykać się z rówieśnikami, to nie zaspokajają potrzeb dziecka, troszczą się głównie o własne potrzeby. Zdarza się, że nadopiekuńczy ojciec czyni ze swojej córki partnerkę emocjonalną w opozycji do matki, co przynosi zgubne skutki. W przyszłości córka może bać się mężczyzn i mieć poczucie winy, a także problemy z własną niezależnością. Może być mniej asertywna, podświadomie szukać nadopiekuńczego partnera – w pewnym sensie podobnego do ojca, choć na poziomie świadomym chce partnera całkiem innego niż ojciec. 

Z kolei synowie nadopiekuńczych ojców mogą rozwinąć słabe ego, czego skutkiem jest nadmierna impulsywność.

Lęk rodziców powinien należeć tylko do nich i to ich zadaniem jest się z nim uporać. Gdy przenoszą swój strach na dzieci, te w dorosłym życiu mogą mieć trudności w relacjach. Osoby wychowywane przez nadopiekuńczych rodziców jako partnerzy bywają roszczeniowe, próbują manipulować bliską osobą, oczekują pomocy przy najmniejszych trudnościach. Taka postawa utrudnia bliski kontakt. Jednocześnie brak akceptacji pogłębia poczucie osamotnienia. Dorośli wychowani przez nadopiekuńczych rodziców często czują się bezradni, wyobcowani, mają zaburzenia depresyjno-lękowe, nie radzą sobie z wyzwaniami, jakie niesie codzienne życie. Wykręcają się i kłamią, nie wierzą we własne możliwości, nie potrafią podejmować decyzji. Nie ufają sobie, są niepewni i wycofani. Obawiają się oceny i krytyki. Jednocześnie często zmieniają zdanie, pytają o nie innych. Taka osoba, jako dziecko nadopiekuńczego rodzica, nie miała szan...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy