Dołącz do czytelników
Brak wyników

Małpa w kąpieli

22 czerwca 2022

NR 7 (Lipiec 2022)

Ona płacze, ja bym pospał…

0 588

Idę czytać do wanny – nie z wygody, ale z zagonienia. Planuję się ukryć w łazience przed mężem i dziećmi i złapać (mały) oddech. Wiadomo, że w łazience można się nie tylko ukryć, ale i zachować godność, udając konieczność przeprowadzenia skomplikowanych zabiegów higienicznych. No więc wanna jest moim szampanem i truskawką z czekoladą, ale bez wyrzutów sumienia. Jest już późno, nikt nie powinien mieć żadnych potrzeb koniecznych do zrealizowania tu i teraz. Zamierzam czytać w wannie również z innego powodu – podobno w kąpieli nie można zasnąć, więc może uda mi się trochę podgonić lekturę.

Mieszkam na wprost szpitala, po drugiej stronie dość wąskiej, osiedlowej ulicy i kiedy zawieje wiatr albo na liściach jest trochę mniej drzew, z parkingu dochodzi do mnie dziecięcy płacz, a zawsze – niezależnie od pory roku – sygnał karetek budzących nocą śpiących strażników przy bramie. Mój syn w przedszkolu tak często był chory na ostre zapalenie ucha, że byliśmy często nocą gośćmi tego parkingu przy szpitalu i kiedy się przeprowadzaliśmy, stanął na balkonie i powiedział: „Patrz mamo, teraz będziemy tak blisko, że nie będziemy musieli jeździć na pogotowie samochodem”. 

Często jednak, kiedy słyszę te odgłosy płaczu, czasem ostre hamowanie, myślę o osobności doświadczenia, o tym, że tuż obok, na tym parkingu, rozlewa się ból, gotuje się niepokój, zaczyna się żałoba. A ja pięćdziesiąt metrów dalej prowadzę swoje zwykłe życie. I właśnie o nieprzekładalności doświadczenia, o granicy, jaką wyznacza ciało i skóra, opowiada książka Jakuba Sieczki, dzisiaj lekarza anestezjologa, który przez kilka lat pracował w pogotowiu. I choć wiadomo, że takie opowieści, snute jeszcze przez kogoś o medycznym wykształceniu, będą trzewiowe i ostre, to Pogo jednak zaskakuje. Bo nie jest to tylko katalog nieszczęść, krwi, zawałów, połamanych kości i zgruchotanych czaszek, ale przede wszystkim historia o tym, jak szybko budują się w człowieku mechanizmy obronne przed cudzym nieszczęściem, na wstępie już i tak całkiem sprawne. Praktycznie oznacza to po prostu, że w pogotowiu nie da się pracować przez całe życie, bo bombardowanie cudzym nieszczęściem, śmiercią, lękiem i żałobą jest tak silne, że grozi albo szaleństwem, albo popadnięciem w jego odwrotność, czyli obojętnością i wyjątkowym cynizmem. Sieczko już...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy