Agnieszka Czubak: Od ponad czternastu lat dzielisz się przekazem niedualności i medytacji bezpośredniej. Gdybyś miała najprościej o tym opowiedzieć, co byś powiedziała?
POLECAMY
Patrycja Pruchnik (Nitya): Niedualność, medytacja bezpośrednia mówią o naszej podstawowej rzeczywistości, o czymś, do czego dostęp ma każdy człowiek.
Bardzo często jesteśmy jednak tak mocno przesłonięci myślami, odczuciami i emocjami, które są jedynie na powierzchni, że skupiamy się wyłącznie na tej „wtórnej rzeczywistości”. Z czasem zaczyna nam się ona wydawać prawdą.
Medytacja bezpośrednia, Satsang i niedualność przekierowują uwagę na to, co jest w nas pierwotne, oryginalne i pierwsze. Żeby mogły pojawić się myśli czy jakiekolwiek doświadczenia musi istnieć przestrzeń, z której one wypływają.
Dla mnie odkrycie tej podstawowej rzeczywistości okazało się przełomowe i w dużym stopniu wyłączyło cierpienie psychologiczne wynikające z brania myśli za fakty.
Kiedy odkrywamy, że jest w nas przestrzeń naturalnego świadkowania, naturalnego bycia, wolna od zmartwień i cierpienia, jest to bardzo doniosłe wydarzenie. Przechodzimy po prostu z mentalnego cierpienia do wolności.
Niedualność nie jest ścieżką, w której szlifujemy umysł czy przyjmujemy cokolwiek na wiarę. Tutaj łączymy się z tym aspektem w nas, który jest stały, spokojny, przytomny i wolny.
![]()
Agnieszka Czubak: Jestem ciekawa, czy na Twoje postrzeganie rzeczywistości wpływa kontakt z naturą. Mam tu na myśli nauczyciela, o którym często wspominasz – Ramana Maharshiego. Pamiętam Satsang, który prowadziłaś spod góry Arunachala w Indiach. Czy jakoś to łączysz? Czy kontakt z naturą może wspierać to głębsze połączenie, o którym mówisz?
Patrycja Pruchnik (Nitya): Dla mnie obserwacja natury była i nadal jest bardzo ważną wskazówką, która wyjaśnia również to, jak funkcjonuje człowiek.
Kiedy przyjrzymy się naturze bez oceniania i bez naszej wewnętrznej narracji, zobaczymy, że działa samoistnie. Zmieniają się pory roku, przyroda wzrasta i przechodzi przez różne fazy. W naturze nie ma osobnych podmiotów – drzew, kwiatów czy zwierząt – które funkcjonowałyby same przez się, bez związku z całym otoczeniem.
Tak samo człowiek. Według mojego postrzegania funkcjonuje na identycznych zasadach jak cała natura – samoistnie, pod wpływem środowiska, wychowania i socjalizacji. Ulega tym wszystkim wpływom.
Natomiast poprzez różnego rodzaju wierzenia – religijne, filozoficzne czy własne przywiązania – zaczęliśmy żyć tak, jakbyśmy nie byli częścią natury, lecz całkowicie odrębnymi bytami, które same o sobie stanowią.
Przyglądanie się sobie podczas medytacji pokazało mi, że moje myśli, działania i emocje również powstają zgodnie z uwarunkowaniami tego ciała. Nie jestem indywidualnym sprawcą każdej myśli czy każdego odruchu. One są uwarunkowane tak samo jak natura.
W tym sensie spojrzenie na naturę może pomóc nam zobaczyć, że nasz umysł działa podobnie i że nie jesteśmy z tego procesu wyłączeni.
Natomiast jeśli nawiązujemy do tego, o czym mówił Ramana Maharshi, to wskazywał on jeszcze na jeden aspekt naszej natury – naturę nieprzejawioną, czyli samą Jaźń, samo bycie.
Kiedy kontaktujemy się z tym aspektem w sobie, odkrywamy coś absolutnie fundamentalnego. Jest w nas przestrzeń, która naturalnie pozostaje spokojna i samoświadoma.
Przywracanie sobie tej perspektywy sprawia, że nawet w najtrudniejszych okolicznościach życiowych jesteśmy w stanie ochłonąć z własnych psychologicznych uwarunkowań i automatycznych reakcji. Kontakt z tą świadomą przestrzenią często przywraca przytomność i spokój.
Kontaktowanie się z tym nieprzejawionym aspektem naszej natury przywraca nam trzeźwość i harmonizuje nasze życie. A obserwacja przyrody pomaga nam również lepiej zrozumieć samych siebie.
Agnieszka Czubak: Czy masz swoje doświadczenie kontaktu z naturą, które wyjątkowo wpłynęło na Ciebie, które zapamiętałaś i sprawiło, że poczułaś otwarcie tej większej, głębszej przestrzeni obecności?
Patrycja Pruchnik (Nitya): Tak, miałam wiele takich doświadczeń. Paradoksalnie jednak dla mnie natura to nie jest tylko przyroda i sposób, w jaki ona funkcjonuje. Taką naturą było dla mnie, uwaga, na przykład przebywanie w moskiewskim metrze.
Miałam wtedy około dwudziestu lat i przyszło do mnie spontaniczne doświadczenie, które później wielokrotnie pojawiało się w moim życiu. Wtedy jednak po raz pierwszy zobaczyłam je tak wyraźnie.
To metro jest ogromne. Są tam setki tysięcy ludzi. Pamiętam, że kiedy wyjeżdżałam schodami do góry, nagle przyszło do mnie odczucie, które dosłownie mnie przeszyło. Zobaczyłam, że cała ta rzeczywistość dzieje się samoistnie. Wydaje nam się, że każdy z nas gdzieś idzie, bo taki ma plan albo załatwia swoje prywatne sprawy. A ja zobaczyłam, że te nasze prywatne sprawy są zsynchronizowane z całością. Że również tam wszystko działa w ten sam sposób.
To, że jest to metro zbudowane przez człowieka i że przebywają tam setki tysięcy osób, niczego nie zmienia. Na głębszym poziomie wszystko dzieje się samoistnie.
Podobnie mam, kiedy lecę samolotem. Wznosimy się coraz wyżej i nagle ta indywidualna perspektywa zaczyna się oddalać. Widzę Ziemię, ludzi, którzy z tej wysokości wyglądają jak maleńkie punkty. Każdy gdzieś zmierza, coś robi, a jednocześnie wszystko po prostu się dzieje.
Jest jeszcze coś, co chyba wszyscy intuicyjnie czujemy, kiedy jesteśmy w kontakcie z przyrodą. Nasz umysł zaczyna synchronizować się z jej rytmem i cichnie. Dlatego tak często do niej lgniemy. Nawet nie zauważamy, że spontanicznie wyłącza się ta nadmierna analiza.
Agnieszka Czubak: Bardzo fajnie, że podałaś przykład metra w Moskwie, bo często myślimy, że natura to tylko las, morze czy góry, a ona jest równie wyraźna w mieście.
Patrycja Pruchnik (Nitya): Dokładnie.
Agnieszka Czubak: Mówisz, że nasz umysł synchronizuje się z naturą. Jakie masz zdanie na temat niedualności i badań? Profesor Qing Li, który będzie gościem naszego kongresu, przeprowadził wiele badań dotyczących spadku poziomu kortyzolu i poprawy koncentracji dzięki kontaktowi z przyrodą. Czy myślisz, że takie badania mogą wspierać ludzi, czy to jest coś tak naturalnego, że właściwie nie są potrzebne?
Patrycja Pruchnik (Nitya): Myślę, że każde badanie daje nam kolejny dowód na to, że to ma sens. Jeżeli ktoś prowadzi badania, które potwierdzają to, co intuicyjnie czujemy, to jak najbardziej jest to wartościowe.
Myślę, że czasem nasz umysł potrzebuje usłyszeć wprost: „Słuchaj, to działa”. Intuicyjnie bardzo często to czujemy, ale kiedy dostajemy jeszcze naukowe potwierdzenie, po prostu łatwiej nam z tego skorzystać. Łatwiej uwierzyć, że jeśli potrzebuję odpoczynku, to kontakt z przyrodą naprawdę będzie mi sprzyjał.
Agnieszka Czubak: Mam potrzebę dopytać Cię o połączenie duchowości ze światem nauki. Często ludziom wydaje się, że to dwa przeciwstawne światy. Jak Ty na to patrzysz? Czy z perspektywy nauczycielki Satsangu mogą się wzajemnie uzupełniać?
Patrycja Pruchnik (Nitya): Może zacznę od tego, jak rozumiem duchowość, bo to jest dosyć istotne. Nadal funkcjonuje przekonanie, że duchowość dotyczy jakichś zaświatów albo czegoś mistycznego, odległego czy wyłącznie religijnego.
Dla mnie duchowość i życie to jedno. Nie widzę rozróżnienia pomiędzy duchowością i nieduchowością. Potrafię jedynie odróżnić to, co jest wewnętrzne - świadkującą obecność – od tego, co jest zewnętrzne, czyli doświadczeń.
Nauka zajmuje się badaniem doświadczeń. Wszelkie formy dociekania naukowego są częścią życia i są użyteczne. Dla mnie nauka również jest wyrazem natury. Nie widzę tutaj żadnego oddzielenia.
Ciekawe jest również to, że współcześnie naukowcy coraz częściej zauważają, że osoba prowadząca badanie także powinna zostać w nim uwzględniona. Jeszcze do niedawna nauka skupiała się wyłącznie na świecie zewnętrznym, pomijając samego obserwatora.
To jest dla mnie fascynujące, że również dzisiaj nauka zaczyna to dostrzegać, że obserwator wpływa na wynik badania.
Ja nie widzę oddzielenia pomiędzy życiem duchowym, a życiem.
![]()
Agnieszka Czubak: Chciałam Cię zapytać, skąd czerpiesz siłę. Poprowadziłaś ponad dziewięćdziesiąt tygodniowych odosobnień i setki spotkań poświęconych przebudzeniu i wolności. Wiele osób czerpie z tego, co dajesz. Z tego, co wiem, nie opierasz się na żadnej technice, certyfikacji czy superwizji, a to, co mówisz, jest żywe i głęboko porusza ludzi. Jak sama utrzymujesz ten stan? Czy wystarczy po prostu przypominać sobie, kim się jest?
Patrycja Pruchnik (Nitya): Mam poczucie, że to naprawdę wydarzyło się samoistnie i nadal się wydarza.
To rozpoznanie, że nie jestem tylko myślami ani tylko ciałem, że rzeczywistość dzieje się sama i że jest coś we mnie, co widzi, patrzy i pozostaje absolutnie wolne, było dla mnie tak ogromnym wstrząsem, że jego echo trwa do dziś.
Nigdy nie miałam pomysłu, żeby zostać nauczycielką Satsangu. Nie przypuszczałam, że będę się tym zajmować ani że poprowadzę tyle spotkań i odosobnień. To w ogóle nie był mój plan na życie. Kiedyś chciałam zostać pianistką, koncertować albo uczyć gry na fortepianie.
Ten wgląd był jednak tak silny, że pojawiło się ogromne zaufanie do tego i pasja. Mam poczucie, że to właśnie ona prowadzi mnie do dziś.
Co ciekawe, sama nie mam potrzeby przekonywania kogokolwiek. Nie mam ochoty mówić ludziom: „Chodźcie, bo wiem coś, czego wy nie wiecie”. Natomiast kiedy widzę po drugiej stronie otwartość, pytania albo cierpienie mentalne, naturalnie pojawia się we mnie energia do dzielenia się.
Pojawiają się słowa, pojawia się prowadzenie. Nigdy nie wiem, jakich dokładnie słów użyję, a mimo to od piętnastu lat widzę, że trafiają do ludzi i coś w nich poruszają.
Powiem zupełnie szczerze, dla mnie to jest cud.
Agnieszka Czubak: A jednak mówisz, że nie zawsze jest łatwo…
Patrycja Pruchnik (Nitya): Nie, nie zawsze. Mam do tego głębokie zaufanie i nie potrafię już patrzeć na życie inaczej.
Kiedy od tylu lat spotykam się z ludźmi, widzę, że to zaufanie czasem się w nich pojawia, a później słabnie. To rodzi wiele wyzwań, zarówno dla nich, jak i dla mnie.
Moja droga wyglądała inaczej. Ja nawet nie szukałam przebudzenia. Ono wydarzyło się podczas choroby, kiedy zobaczyłam, że nie jestem wyłącznie myślami ani tym, co widzę. Nie próbowałam tego osiągnąć. To po prostu się wydarzyło.
Dzisiaj, kiedy o przebudzeniu mówi się coraz więcej i ta wiedza jest szeroko dostępna, staje się ona również atrakcyjna dla umysłu. Pojawiają się pytania: „Co mi to da?”, „Co dzięki temu zyskam?”. Wielu ludzi próbuje dojść do tego przez sam intelekt i kolejną rzecz, którą można zdobyć. Jednak tutaj zdobywa się paradoksalnie wtedy, kiedy się traci.
Mam poczucie, że od piętnastu lat to ja uczę się od ludzi, tego, jak ich prowadzić do tego rozpoznania. Moje własne doświadczenie było natomiast całkowicie spontaniczne.
Agnieszka Czubak: Jestem ciekawa programu Nitya Pro, który prowadzisz dla terapeutów, psychologów i psychoterapeutów. Jak to, czym się dzielisz, może wspierać osoby, które na co dzień pomagają innym i starają się być z nimi w głębokim kontakcie?
Patrycja Pruchnik (Nitya): W pewnym momencie prowadzenia odosobnień i spotkań zauważyłam, że bardzo dużą część uczestników stanowią terapeuci, psychologowie i osoby pracujące z ludźmi. Wielu z nich czuło, że czasem brakuje im jeszcze głębi w prowadzeniu drugiego człowieka.
Już wiele lat temu pojawiła się we mnie potrzeba stworzenia cyklu spotkań właśnie dla tej grupy – o tym, jak niedualność i Satsang mogą wspierać osoby, które pomagają innym.
Czasem spotykam się z takim podziałem, że: „albo Satsang, albo psychoterapia”. Albo że to, o czym mówię, stoi w sprzeczności z psychologią, terapią czy nauką. Ja tego tak nie postrzegam.
Satsang jest dla mnie metapoziomem wszystkiego. To poziom niewiedzy, milczenia, naturalnego połączenia ze sobą. I kiedy terapeuta czy nauczyciel świadomie kontaktuje się z tym miejscem, bardzo naturalnie przekłada się to na jego pracę.
Pojawia się większe zaufanie do samego procesu, więcej wewnętrznego spokoju i mniej potrzeby kontrolowania. A to odczuwa również osoba, z którą pracujemy. Dlatego uważam, że niezależnie od metody taka praca staje się po prostu głębsza.
Ja również od czasu do czasu korzystam z terapii i z różnych narzędzi psychologicznych. Natomiast dla mnie podstawowym poziomem jest poziom Świadomości, czystego bycia. To z niego wszystko wypływa, a nie z naszych wyobrażeń o tym, jak coś powinno wyglądać.
Wydaje mi się, że właśnie w pomocy drugiemu człowiekowi to jest kluczowe – opróżnić się z własnych projekcji i osądów, żeby naprawdę móc być z drugim człowiekiem.
Agnieszka Czubak: Też uważam, że ta pusta przestrzeń, wolna od pomysłów i projekcji, jest kluczowa w towarzyszeniu drugiemu człowiekowi, zwłaszcza w relacji terapeutycznej.
Agnieszka Czubak: Będziesz gościnią kongresu „Zaopiekowani w stresie – natura jako źródło zdrowia psychicznego”, dlatego chciałam Cię na koniec poprosić o kilka zdań dla osób, które szukają ukojenia w naturze.
Patrycja Pruchnik (Nitya): Zaczęłabym od tego, że jeśli czujesz, że czegoś Ci brakuje, doświadczasz mentalnego cierpienia albo jesteś po prostu zmęczony czy zmęczona tempem współczesnego świata, to chcę Ci powiedzieć, że jest inne spojrzenie. Jest perspektywa, która nie jest ucieczką od życia ani zaprzeczeniem temu, że jesteśmy ludźmi. Istnieje perspektywa, która pomaga wrócić do trzeźwości, równowagi i prostoty.
Gdyby ktoś wiele lat temu powiedział mi, że Satsang, niedualność i spotkanie z własną głębią mogą zakończyć moje nieustanne zewnętrzne poszukiwania, chyba bym w to nie uwierzyła.
A jednak właśnie tak się stało. Zniknęła ogromna część poczucia oddzielenia, neurozy, poczucia winy, wstydu i dumy – wszystkiego tego, co na co dzień przysparza wiele bólu.
Dlatego czuję, że spotkanie z niedualnością i z własną naturą może być dla wielu osób początkiem czegoś naprawdę ważnego.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o planowanym kongresie wejdź na www.lacznoscznatura.pl/kongres/ i zarezerwuj swoje miejsce.
Chcesz poznać program niedualność dla profesjonalistów wejdź na: www.nitya.pl/pro/
Z Patrycją Pruchnik (Nitya) rozmawiała Agnieszka Czubak, prezes Fundacji Instytut Psychologii Stresu.