Kaczka i królik wchodzą do baru
Poglądyzm zasadza się na naszej skłonności do opowiadania się po jednej ze stron i do dzielenia poglądów na „słuszne” i „niewłaściwe”, „dobre” i „złe” – podobnie ludzi. Przyjrzyj się rysunkowi poniżej. Co widzisz? Kaczkę? Królika? Jest to złudzenie optyczne zawierające j e d n o c z e ś n i e wizerunek kaczki i królika. Według Wikipedii, która, jak wiemy, jest skarbnicą wiedzy wszelakiej, rysunek pochodzi z niemieckiego czasopisma humorystycznego, gdzie pojawił się z podpisem informującym z grubsza, że kaczka i królik byłyby dwoma zwierzętami, które z największym prawdopodobieństwem zwróciłyby na siebie uwagę.
Iluzja z kaczką/królikiem nie tylko daje nam pewien wgląd w to, co bawi Niemców, ale też znakomicie opisuje mechanizmy, za sprawą których mamy skłonność do opowiadania się po jakiejś stronie w różnych kwestiach. Rysunek został przywołany w jednym z odcinków mojego podcastu w London School of Economics (LSE), w którym opowiadałem o zagadnieniach polaryzujących społeczeństwo. Z różnych powodów stał się inspiracją do powstania tej książki.
![]()
Kiedy pierwszy raz spojrzysz na rysunek z poprzedniej strony, zobaczysz tylko jedno ze zwierząt. Większość ludzi nie potrafi samodzielnie dostrzec drugiego. Nawet kiedy dowiedzą się o jego istnieniu, czasami mają kłopot z tym, żeby je zauważyć. A kiedy już im się to uda, mimowolnie wracają do pierwszego. Oba zwierzęta są przez cały czas obecne na rysunku, a mimo to nikt z nas nie potrafi zobaczyć ich jednocześnie. Trzeba włożyć wysiłek w to, żeby przypominać sobie – czy innym – o ich istnieniu. Nasze mózgi wolą proste życie. W zetknięciu z jakąś kwestią szybko zaczynamy ją postrzegać albo jako kaczkę, albo jako królika. A kiedy już tak się stanie, nic specjalnie nas nie zachęca, żebyśmy próbowali dostrzec zagadnienie w całej jego niewątpliwej złożoności. Zwyczajnie zbyt dużego wysiłku wymagałoby rozważenie wszystkich zalet i wad każdej dostępnej pasty do zębów – a co dopiero tego, na którą partię polityczną powinniśmy zagłosować lub kogo polubić. Tak więc opowiadamy się po jakiejś stronie i się jej trzymamy. Zdarza się, że szybko przywiązujemy się do swojego stanowiska i nie przyjmujemy do wiadomości, że istnieją inne perspektywy. Prostota bycia tylko kaczką lub tylko królikiem przynosi nam znacznie większe ukojenie od złożoności, jaką niesie ze sobą ambiwalencja. Wyraźnie nie lubimy niejednoznaczności. Zastanów się, kiedy ostatni raz zmieniłeś lub zmieniłaś zdanie w jakiejś ważnej sprawie. Czy kiedykolwiek zdarzyło ci się dostrzec kaczkę tam, gdzie wcześniej widziałeś lub widziałaś królika? Zwykle zauważamy tylko te informacje, które potwierdzają nasze obecne przekonania. Jeżeli natykamy się na fakty, które nie potwierdzają naszych poglądów, zwykle odrzucamy je jako nieprzekonujące lub pozbawione związku z tematem. W rezultacie jeszcze bardziej utwierdzamy się w pierwotnym stanowisku.
Jednocześnie coraz trudniej jest nam uwzględniać dane, które nie pasują do naszych przekonań. W badaniu, które przeprowadziłem niedawno z kolegami, wykazałem, że ludzie deklarują silniejsze poparcie dla restrykcyjnych ograniczeń w czasie covidu, jeżeli uważają naukowców za źródło wskazówek moralnych. Co istotne, dokonaliśmy rozróżnienia na wiarę w naukę opartą na „solidnych podstawach” i na „bezpodstawną”. Choć podział ten jest w sposób oczywisty nieostry i niewątpliwie niedoskonały, do uzasadnionych przekonań zaliczyliśmy na przykład takie: „Szczepionki na covid skutecznie zmniejszają liczbę hospitalizowanych pacjentów i zgonów z powodu covidu”, a wśród mylnych przekonań naukowych znalazły się stwierdzenia w rodzaju: „W przypadku lokalnego wybuchu epidemii powinno się zamknąć otwarte przestrzenie publiczne (plaże, parki)”. Osoby opowiadające się za restrykcjami w jeszcze większym stopniu popierały lockdowny niezależnie od tego, czy dowody naukowe opierały się na solidnych podstawach, czy były mylne.
Jak sugerują odkrycia neuronauki, każdym z naszych przekonań zarządza sieć neuronów, które wzmacniają się nawzajem dzięki powtarzającym się połączeniom, potęgując owo przekonanie za sprawą pobudzających sprzężeń zwrotnych. Wynikałoby z tego, że faktycznie trudno jest nam zmienić przekonanie, nawet jeżeli stykamy się z informacjami, które mu przeczą. Nic dziwnego, że większość z nas nie modyfikuje swojego stanowiska mimo napływu nowych danych i pozostaje przy jego pierwotnej wersji. Dopiero po przekroczeniu pewnego progu, zwanego punktem krytycznym, nagromadzone dowody pozwalają zmienić przekonanie z jednego stabilnego stanu na inny – niemniej potrzeba wiele, żeby do tego doszło. Co więcej, trwamy przy naszych przekonaniach i światopoglądach, mimo że często opierają się na bardzo wycinkowych zbiorach danych i są kształtowane przez drobne, a czasami całkowicie pozbawione znaczenia czynniki. Na przykład bliskość Wielkanocy wpływa na to, które zwierzę zauważy-my w pierwszej kolejności – w tym wypadku mamy większe prawdopodobieństwo dostrzec na rysunku królika8. Łatwiej jest nam trwać przy swoich przekonaniach, kiedy je upublicznimy. Mamy tu do czynienia z tym samym mechanizmem, który pomaga nam schudnąć, jeżeli zobowiążemy się do tego przed innymi9. Cenimy sobie konsekwencję. Przyznaję, że zdarza mi się zajmować publicznie stanowisko (oczywiście oparte na solidnych podstawach…), którego raczej nie byłbym gotów zmienić, nawet gdyby po-jawiły się liczne dowody wskazujące, że powinienem to zrobić. Uważam na przykład, że korzyści płynące z treningu uważności (mindfulness) są mocno przereklamowane albo że nikt t a k n a p r a w d ę nie lubi spędzać czasu z dziećmi poniżej trzeciego roku życia. Potrzeba konsekwencji sprawia, że mam psychologiczną motywację do znajdywania dziur we wszystkich dowodach świadczących o zaletach praktykowania uważności lub o tym, że obecność małych dzieci może autentycznie sprawiać człowiekowi radość. Ten proces motywowanego rozumowania polegający na odrzucaniu dowodów sprzecznych z naszymi przekonaniami dodatkowo utwierdza nas w ich praw-dziwości10. Mówimy sobie, że słusznie opowiedzieliśmy się wcześniej po właściwej stronie, a teraz wykazujemy się jeszcze większą mądrością, umiejąc poradzić sobie z wszystkimi wątpliwościami na temat „trafności” naszych przekonań. Chciałbym podkreślić, że ta książka nie ma sprawić, że zaczniesz dostrzegać królika tam, gdzie wcześniej widziałeś lub widziałaś kaczkę. Moim zamiarem nie jest zmiana twoich przekonań. Zależy mi po prostu na tym, żebyśmy wszyscy nauczyli się przyjmować do wiadomości – OTWIERAĆ się na to – że inne osoby mogą w uprawniony sposób widzieć królika tam, gdzie my widzimy kaczkę. Nieprzypadkowo użyłem słowa „otwierać” i świadomie zapisałem je wielkimi literami. Jak przekonasz się później, z liter jego angielskiego odpowiednika – EMBRACE – stworzyłem łatwy do zapamiętania akronim, który pomaga zwiększać tolerancję dla odmiennych przekonań i przekuć teoretyczne pragnienie ograniczenia w sobie poglądyzmu na praktyczne działania. Wszyscy bywamy od czasu do czasu nie-tolerancyjni, mimo że generalnie uważamy się za osoby otwarte na innych. Książka ta jest skierowana do wszystkich, którzy są do jakiegoś stopnia poglądystami, a jednocześnie wmawiają sobie czasem, że cechuje ich tolerancja.
Czyli do wszystkich.
Moim pierwszym intelektualnym idolem był (na początku lat dziewięćdziesiątych) profesor Alan Williams z Uniwersytetu Nowojorskiego. Na drzwiach jego gabinetu wisiała tabliczka z napisem: „Bądź rozsądny. Zrób to po mojemu”. Williams uważał, że kaczka jest kaczką, niemniej osobiście byłem świadkiem sytuacji, kiedy zmieniał zdanie po zapoznaniu się z lepszymi argumentami. Byłem niesamowicie dumny ze słów, których użył w jednym ze swoich najważniejszych artykułów, dziękując mi za to, że pomogłem mu ukształtować jego stanowisko „z typową dla siebie polemicznością”. Ponieważ czytasz tę książkę, wiem, że już teraz można cię zaliczyć do kategorii osób bardziej tolerancyjnych. Wyzwaniem będzie dla ciebie zatem przeciąganie mniej tolerancyjnych osób ze swojego otoczenia na pozycje słabszego poglądyzmu. Nie mam wątpliwości, że Alan pomógł mi stać się bardziej tolerancyjnym człowiekiem. Nie zapominajmy, że większość rzeczy w naszym życiu jest zaraźliwa. Z pewnością można to powiedzieć o niedoli, ale nie mamy powodów przypuszczać, aby z poglądyzmem miało być inaczej. Nie zapominaj o tym, jak wiele możesz uczynić dla osób wokół siebie.
Możesz potraktować tę książkę jako próbę obniżenia temperatury w naszych relacjach z innym i, a nie w samym sposobie, w jaki ze sobą debatujemy. Postanowiłem zostać naukowcem, ponieważ chciałem prowadzić badania nad interesującymi mnie zagadnieniami, poszerzać wiedzę, a od czasu do czasu nawet zmienić swoje poglądy na jakiś temat. Co najistotniejsze, chciałem móc debatować z innymi ludźmi na temat różnych idei. Zawsze uwielbiałem dyskutować i nadal lubię słuchać odmiennych opinii, zwłaszcza na tematy, o których wiem relatywnie niewiele.
Chciałbym żyć w świecie, gdzie ci, którzy widzą kaczki, i ci, którzy widzą króliki, równie łatwo mogą zostać przyjaciółmi, co wrogami – a nawet wyskoczyć razem na piwo.
Fragment pochodzi z książki „Poglądyzm. Jak przestać nienawidzić ludzi, z którymi się nie zgadzamy” Paula Dolana, która niedawno ukazała się nakładem Wydawnictwa Port.
Książkę można kupić tutaj: https://www.empik.com/pogladyzm-dolan-paul,p1720378624,ksiazka-p