Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia w działaniu

14 czerwca 2020

NR 2 (Luty 2018)

(Nie)toksyczna bliskość

109

Nie ma rodziców idealnych. Często popełniamy błędy i to jest OK. Ale musimy pamiętać, by je rozpoznać i naprawić, zmierzyć cierpienie dziecka i przeprosić. Isabelle Filliozat

Daria Grabda: Niektórzy codziennie dzwonią do swoich matek, inni tylko w wyjątkowych sytuacjach. Niektórzy radzą się rodziców w najdrobniejszych sprawach, inni w ogóle nie szukają u nich wsparcia. Co sprawia, że więź między dzieckiem a rodzicem jest tak niezwykła? 

POLECAMY

Isabelle Filliozat: Więź rodzica z dziec­kiem jest najtrwalsza i wpływa na nas silniej niż jakiekolwiek inne relacje. Powstaje w momencie poczęcia dziecka i nie zostaje zerwana z chwilą śmierci rodziców, bo ich obraz nosimy w sobie przez całe życie. Więź zrodzona w pierwszych dniach życia, zacieśniająca się przez kolejne miesiące i lata, staje się modelem wszystkich przyszłych relacji. Nie wybieramy jej. Możemy wybrać, czy chcemy być przyjacielem danej osoby, możemy wybrać partnera, z którym spędzimy życie, ale nie wybieramy sobie rodziców. 

To jedyna relacja, która tak dynamicznie zmienia się przez całe życie. Najpierw jest to relacja między dzieckiem i dorosłym, następnie między nastolatkiem i dorosłym, później dwojgiem dorosłych, potem dorosłym i osobą starszą. Na początku dzieci są całkowicie zależne od rodziców, z czasem zdobywają coraz większą niezależność – aż do momentu, w którym to starzejący się rodzice zaczynają być coraz bardziej zależni od dzieci.

W książce Jestem na ciebie zły, ale cię kocham opisuje Pani kontakty Jacqueline z jej rodzicami. Są one powierzchowne i opierają się w dużej mierze na przyzwyczajeniu. Jak wynika z przedstawionych przez Panią historii, więź łącząca dziecko i rodzica bywa czasami wręcz destrukcyjna. Dlaczego tak się dzieje?

Stworzenie między dzieckiem a rodzicem satysfakcjonującej więzi nie zawsze jest możliwe. Wyparte emocje rodzica i rany z dzieciństwa bardzo często wpływają na to, jak zachowuje się on wobec dziecka i nie pozwalają na stworzenie prawidłowej relacji. Rodzic, który odrzuca dziecko, rywalizuje z nim, upokarza je, jest wobec niego gwałtowny, może zaburzyć jego rozwój. Dziecko kocha swojego rodzica, ale ten nie zawsze kocha dziecko. Rodzic może być tak zestresowany, tak poszkodowany przez własne dzieciństwo, że stworzenie więzi, której potrzebuje dziecko, nie zawsze jest możliwe. Co więcej, rodzice bardzo rzadko zdają sobie z tego sprawę. Mówią czasami do dziecka „kocham cię”, choć je odrzucają. Dziecko jest całkowicie zdezorientowane. Gdy rodzice w ten sposób wyrażają swoje uczucia, więź jest niszcząca. Dziecko staje się partnerem rodzica w grze, podporządkowuje się potrzebom starszego. 

Jeśli dziecko ma prawdziwy obraz rodziców, może powiedzieć „mama się zdenerwowała” zamiast „jestem niedobry” lub „tata znów odstawia szopkę” zamiast „jestem nic niewart”. To nie obciąża jego psychiki; dziecko rozwija w sobie rezyliencję i nie grozi mu odczuwanie negatywnych konsekwencji w przyszłości. Jeśli natomiast nie rozpoznaje realnych stosunków w rodzicielskiej grze o władzę, chroni się, tworząc wyidealizowany obraz rodziców jako z natury dobrych i kochających, i dochodzi do wniosku, że to ono jest winne. Uznaje siebie za złe, niegodne, niezdarne...

Jakie rany mogą zadać rodzice? 

Rodzice krzywdzą swoje dzieci, gdy je biją, obrażają, gdy nie wsłuchują się w ich emocje, gdy egzekwują posłuszeństwo, zamiast uczyć odpowiedzialności, gdy krzyczą, wykluczają dziecko. Szkodzą za każdym razem, gdy przerażają i zawstydzają. Krzywdzą dziecko, gdy nie poświęcają mu wystarczającej uwagi i miłości, na które dziecko zasługuje i których potrzebuje. Czasami trudno wykryć przypadki nadużywania władzy. A może przyjmować ono różne formy – od delikatnego klapsa w rączkę niemowlęcia po obwinianie: „tak się dla ciebie poświęcam, że nie masz prawa mnie zasmucać”, od oceny: „jesteś złośliwy” po odrzucenie: „nie lubię płaczących dzieci”, od szantażu emocjonalnego w rozmaitych postaciach: „już nie kochasz mamusi?”, przez polecenie fryzjerowi bez konsultacji z dzieckiem: „krótko proszę”, aż po wybór kariery: „będziesz lekarzem”. Wachlarz możliwości wydaje się nieskończony. Dorosły najczęściej nawet nie jest świadomy, że dopuszcza się nadużycia. Wydaje mu się normalne, że narzuca dziecku posłuszeństwo.

Nie zauważa, że w ten sposób odbiera mu wolność. Zdecydowanie trudniejsze jest wsłuchiwanie się w potrzeby dziecka i zastanawianie, jaką przyjąć postawę, aby najlepiej wspomagać jego rozwój. 

Do nadużywania władzy dochodzi zawsze, gdy potrzeby dziecka nie są respektowane, a jego samego nie postrzega się jako odrębnej jednostki. Naturalne i konieczne jest wykorzystywanie władzy rodzicielskiej do zapewnienia dziecku ochrony. Do jej nadużycia dochodzi, gdy dziecko jest upokarzane, niedoceniane, gdy manipuluje się jego wewnętrznymi drogowskazami, jakimi są emocje, i pozbawia się je możliwości samodzielnej oceny rzeczywistości oraz decydowania o własnym życiu. Nie ma rodziców idealnych, często popełniamy błędy, i to jest OK. Ale musimy pamiętać, by je rozpoznać i naprawić, zmierzyć cierpienie dziecka i przeprosić.

Przemoc to nie tylko bicie, krzyki i wyzwiska. W książce pisze Pani o „rodzicach kwokach”. W jaki sposób oni krzywdzą dzieci?

Rodzice kwoki nie pozwalają dzieciom działać na własną rękę i podejmować ryzyka, bo we wszystkim je wyręczają. Zawsze są w pobliżu, aby usuwać przeszkody z ich drogi i równać teren pod pretekstem ochrony. Zaspokajają potrzeby i pragnienia dzieci, nim zostaną one wypowiedziane, a nawet rozpoznane. Kontrolują, choć wydaje się, że jest zupełnie inaczej – przecież są tacy oddani i dobrzy. Troska o dzieci nie jest szkodliwa, ale kiedy zbytnio je nadzorujemy, wówczas nie pozwalamy im rozwijać autonomii i osobistej mocy. Mam wrażenie, że współcześni rodzice rozkładają nad dziećmi zbyt duży parasol ochronny. Są one zawsze pod nadzorem. Mają bardzo mało okazji do samodzielnego poznawania świata, podejmowania ryzyka i odczuwania swojej sprawczości.

Napisz list

Isabelle Filliozat proponuje dorosłym dzieciom napisanie listu do rodziców, w którym opowiedzą o swoich cierpieniach z dzieciństwa.
„Napisz do rodziców. Pisz bez ładu i składu wszystko,co tylko ci przyjdzie do głowy, bez owijania w bawełnę, aby się tego pozbyć. Nie zachowuj w sobie żadnej goryczy. Wylej wszystko na papier. Pozwól sobie na krytykę, a nawet wyzwiska. Masz wyplenić z siebie nienawiść. Usuń z siebie wszystko, wraz z korzeniami. Pisz i rysuj. Sięgaj po kredki, flamastry, farby, aby wrzucić na papier złość i inne emocje. Nie dbaj o styl, możesz bazgrać, gryzmolić, aby wyrysować nadmiar gniewu. Świadomie spal pierwsze listy. Potem wsłuchaj się w dziecko, które żyje w tobie. Skup się na swoich potrzebach. Zajmij się sobą. Z wolna objawi się, czego potrzebujesz, skonkretyzuje się świadomość siebie. Gdy w twoich słowach i w twoim sercu nie będzie już cienia krytyki, będziesz gotowy/gotowa, aby napisać list, który wyślesz rodzicom.”

Źródło: Isabelle Filliozat, Jestem na ciebie zły, ale cię kocham, Wydawnictwo Esprit, 2017

 

Dlaczego rodzice ranią dzieci?

Intencją rodzica nie jest wewnętrzne rozbicie dziecka. W pewnym sensie jest to skutek uboczny wojn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy