Dołącz do czytelników
Brak wyników

Lekcje z życia

29 czerwca 2020

NR 6 (Czerwiec 2017)

Miłość

102

Wszystko, co przeżyliśmy, pozostaje w nas na zawsze. Nieszczęśliwe zakończenie nie unicestwia tego, co było wcześniej.

Doświadczenie nieszczęśliwej, niespełnionej miłości jest jednym z najczęstszych powodów, dla których ludzie szukają pomocy w gabinecie psychoterapeuty. Cierpieć z powodu miłości można wprawdzie z różnych przyczyn, dwie są jednak najczęstsze. Pierwsza ma charakter zewnętrzny – to odrzucenie: ktoś kogo kocham, odmawia mi wzajemności. Czasem dlatego, że wybiera kogoś innego, a czasem kochać już po prostu nie chce lub nie jest w stanie (Kocham ciebie. Dlaczego ty mnie nie?). Druga ma swoje źródło wewnątrz nas samych – to niezdolność do podjęcia decyzji: o głębszym zaangażowaniu się w związek z konkretną osobą lub o uznaniu konieczności wyboru pomiędzy uczuciami, którymi darzy się dwie różne osoby (Kocham, ale boję się bardziej zbliżyć. Kocham, ale nie wiem, z kim chcę być).

POLECAMY

Miłość nieszczęśliwa zawsze jest źródłem cierpienia – potrafi boleć bardzo i długo. Czasem całe życie... Cierpieć oczywiście nie chcemy. Pielęgnujemy więc w sobie nadzieję na przeżycie tej szczęśliwej, oczekujemy od niej, że nie będzie boleć i że się nie skończy, póki będzie trwać życie. Tyle tylko, że taka miłość zdarza się niesłychanie rzadko. Prawdę mówiąc, znam tylko jedną parę, mężczyznę i kobietę, którzy jako bardzo młodzi ludzie pokochali się swoją pierwszą miłością, pobrali się, urodzili i wychowali dzieci, wspólnie się zestarzeli i ciągle mogą powiedzieć – a ja, znając ich, nie mam powodów, by im nie wierzyć – że to, co ich łączy, ciągle się rozwija, przemienia, dojrzewa... Wielka i jedyna miłość na całe życie jest możliwa. Czy jednak możemy mieć pewność, że jest nią właśnie ta, którą przeżywamy? Jak już, to raczej doskonale wiemy, że nie była nią żadna z tych, których doświadczyliśmy do tej pory i które się zakończyły. Czy oznacza to jednak, że istotą doświadczania miłości jest ból z powodu tego, co minęło, i lęk przed tym, co nadejdzie? Na pewno nie.

Spotkałem kiedyś człowieka, który przez całe swoje życie kochał góry. Wędrował po nich, wspinał się, zdobywał coraz to nowe szczyty. Aż do momentu, gdy zdiagnozowano u niego chorobę Parkinsona. Wkrótce prawdziwie alpinistycznym wyzwaniem stało się dla niego wejście po schodach na pierwsze piętro. W...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy