Dołącz do czytelników
Brak wyników

Małpa w kąpieli

29 marca 2022

NR 4 (Kwiecień 2022)

Krzesło po prababci

0 499

Idę czytać do wanny – nie z wygody, ale z zagonienia. Planuję się ukryć w łazience przed mężem i dziećmi i złapać (mały) oddech. Wiadomo, że w łazience można się nie tylko ukryć, ale i zachować godność, udając konieczność przeprowadzenia skomplikowanych zabiegów higienicznych. No więc wanna jest moim szampanem i truskawką z czekoladą, ale bez wyrzutów sumienia. Jest już późno, nikt nie powinien mieć żadnych potrzeb koniecznych do zrealizowania tu i teraz. Zamierzam czytać w wannie również z innego powodu – podobno w kąpieli nie można zasnąć, więc może uda mi się trochę podgonić lekturę.

Kiedy przychodzi śmierć, zabiera nie tylko osobę, ale i jej pamięć, całą jej przeszłość i łączność z poprzednimi pokoleniami. Zawsze za późno przychodzi nam do głowy, a potem męczy całymi latami wyrzut, że powinniśmy byli ze zmarłymi krewnymi porozmawiać za ich życia, zapytać, spisać, poszukać zdjęć. Taki właśnie wątek – łączności między pokoleniami – wybiera na temat główny Annie Ernaux, jedna z najważniejszych francuskich współczesnych pisarek. 
W Latach opowiada właśnie o pamięci, o tym, że z czasem lepiej pamiętamy własne dzieciństwo niż wydarzenia ostatnich dni, że właściwie stale funkcjonujemy w dwóch płaszczyznach czasowych, że ciągle w przeszłości jesteśmy zanurzeni. Wspomnienia są synchroniczne, zdaje się mówić autorka. Dużo bardziej niż pamięć społeczna interesuje ją przeszłość rodzinna, wyimki z pamięci prywatnej, osobiste, bardzo subiektywne wspomnienia. Pisze ona: „Podobnie w naszej pamięci istnieją nasze małe dzieci obok naszych rodziców i szkolnych kolegów. I my będziemy pewnego dnia we wspomnieniu naszych dzieci pośród wnuków i ludzi, którzy jeszcze się nie narodzili”. Pamięć ocala i łączy, spaja około sto lat, bo taką ramę czasową trzech-czterech pokoleń jesteśmy w stanie przywołać. 
 

Annie Ernaux, Lata
Przeł. Krzysztof Jarosz
i Magdalena Budzińska
Czarne 2022


Zawsze ogarnia mnie niesamowita czułość, gdy moje dzieci siadają na krześle, które mam po mojej prababci, jedyny mebel, jaki zabrałam z przestronnego domu rodzinnego do ciasnego krakowskiego mieszkania w bloku. Bo nagle na moich oczach łączy się pięć pokoleń, tego samego drewna podłokietników dotykają ręce, które nigdy nie mogłyby się spotkać, bo moja prababcia zmarła, kiedy sama byłam małą dziewczynką, urodziła się zaś dokładnie sto lat przed moim synem. A gdyby wziąć pod uwagę jeszcze postać jej męża, mojego pradziadka (choć nie wiem, czy lubił...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy