Dołącz do czytelników
Brak wyników

Małpa w kąpieli

14 października 2020

NR 9 (Listopad 2020)

Koniec świata

37

Postępująca katastrofa ekologiczna wymusza wymyślenie nowego języka, bo do tej pory dość ściśle trzymaliśmy się podziału na dziedziny – dzisiaj zaś to, co wypracują naukowcy, biolodzy, fizycy, glacjolodzy, musi być opowiadane przez pisarzy, bo inaczej ich twarde dane w żaden sposób nie zostaną zrozumiane przez społeczeństwo. I tak właśnie pisze Andri Snær Magnason, islandzki autor, który w książce O czasie i wodzie spina wspomnienia swoich dziadków z lat pięćdziesiątych XX wieku i badania lodowców z twardymi liczbami serwowanymi przez współczesnych klimatologów. W jego esejach o naturze (rozumianej jako wspólnota ludzko-nieludzka, bo nie odróżnia on życia ludzkiego od życia zwierząt) ujawnia się precyzyjny splot wątków literackich, kulturowych i naukowych. Nad tym wszystkim zaś unosi się „ja” autora, ale nie „ja” zachwycone własną erudycją, ale „ja” przerażone tym, jak postępuje rozkład, rozpad świata. Magnason patrzy na niego z góry, z perspektywy islandzkich lodowców. Jednocześnie podkreśla, że taka perspektywa właśnie pozwala lepiej widzieć zmiany, bo świat dzikiej przyrody islandzkiej znika właśnie stopniowo, roztapia się. Lodowce, które wcześniej zagarniały olbrzymie tereny, teraz są suchymi języczkami martwego śniegu. 
Katastrofa klimatyczna pokazuje wyraźnie kryzys wyobraźni – i o tym w dużym stopniu pisze Magnason. Nie potrafi objąć umysłem myśli, że świat, jaki znamy, właśnie się kończy, że w ciągu najbliższych kilku lat musi przestać produkować i używać czegokolwiek, co wytwarza dwutlenek węgla, posługiwać się plastikiem, wydobywać węgiel itd. Sądzimy, że taka zmiana jest niemożliwa i – po cichu – ciągle liczymy, że ktoś wymyśli jakiś wspaniały wynalazek, który odwróci losy Ziemi, bo przecież mamy na to kilkadziesiąt lat. Badania mówią jednak, że w 2050 roku będzie ju...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy