Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , Praktycznie

20 kwietnia 2017

Kompromis niejedno ma imię

91

Kompromis wymaga zdolności do dialogu. Jeśli jej nie ma, to nie można zbudować jego rzetelnych podstaw. Musi też wystąpić zdolność do wyjścia sobie naprzeciw. Nie można zakładać, że kompromis ma prowadzić do uwzględnienia racji tylko jednej strony.

Kompromis jako pojęcie ma różne konotacje. W świecie anglosaskim są one dobre: kompromis rozumiany jest jako skuteczne narzędzie rozwiązywania problemów politycznych. Polacy są na ogół podejrzliwi wobec pojęcia kompromisu i dlatego u nas ta konotacja jest jeśli nie zła, to w każdym razie niechętna. Ale kompromis różne ma imiona. Nie tylko dlatego, że każdorazowo dotyczy innej sytuacji i tylko w jej kontekście tak naprawdę może być oceniany. Ma różne imiona także dlatego, że można mówić o różnych jego poziomach.

POLECAMY

Można więc mówić o kompromisie z samym sobą, w jednostkowych decyzjach i wyborach. Często bywa on po prostu równoznaczny z oportunizmem. Ale ci, którzy idą na taki kompromis, mogą mieć pewne racje i zazwyczaj nie godzą się na to, by ich decyzje widzieć jedynie w kategoriach oportunizmu. W okresie Gierka, a więc bardziej już pragmatycznego komunizmu, wielu ludzi (ekonomistów, menadżerów) zapisywało się do PZPR, sądząc, że jedynie wtedy będą mogli coś zrobić. Nie usprawiedliwiam tego, tylko racje te wyjaśniam. Prędzej czy później owe racje okazywały się złudzeniem, a pozostawał ten kompromis z samym sobą, z własnymi zasadami.

Drugi poziom kompromisu, częstego w polityce, występuje przy tworzeniu koalicyjnych rządów. Dzieje się to w różnych krajach. Taki kompromis wymaga trudnych uzgodnień, ale i pewnego stopnia wspólnego widzenia sposobów rozwiązywania problemów, przed jakimi staną rządzące koalicje. W kraju demokratycznym nie może to być kompromis z ugrupowaniami skrajnymi, które odrzucają samą demokrację. Wymaga on też pewnego minimum wzajemnej rzetelności partnerów.

Trzeci i najpoważniejszy rodzaj kompromisu występuje wtedy, kiedy trzeba wybrać historyczną drogę postępowania. W polskiej myśli historycznej i publicystyce politycznej trwa niekończąca się dyskusja o margrabim Wielopolskim. Czy należało przeć do powstania styczniowego, czy dążyć do kompromisu, który dawał jakieś szanse polskim instytucjom? Są takie spory, które pozostają w historii nierozstrzygnięte. I ten pewnie do nich należy.

Istniał też spór dwóch wielkich orientacji politycznych Romana Dmowskiego i Józef Piłsudskiego – z jednej strony orientowania się na Rosję i szukania może najpierw autonomii, a później pełnej niezależności dla Polski; z drugiej stawiania na niepodległość, ale związanego przynajmniej na początku z państwami centralnymi. Piłsudski też na pewien kompromis musiał pójść, bo swoje legiony tworzył u boku Austrii. I choć zapewniał im polskie orły na czapkach i polskiego ducha, własne dowództwo, to jednak były one podporządkowane dowództwu austriackiemu. Do czasu, bo później Piłsudski dał się internować w Magdeburgu, i to było jego odejście od państw centralnych.

Z kolei w Rosji wybuchła rewolucja. Dmowski nie musiał już orientować się na Rosję, lecz na państwa zachodnie. Od Rosji Radzieckiej, hołdującej wtedy światowej ekspansji rewolucji, nie mógł się spodziewać drogi do rozwiązania niepodległości Polski. Spór o orientację trwał potem długo, podskórnie powracał w Polsce niepodległej, a jednak i Dmowski, i Piłsudski w decydujących momentach potrafili ze sobą współpracować. Tak było wtedy, gdy Piłsudski został naczelnikiem państwa, a Dmowski i Paderewski reprezentantami Polski w konferencji wersalskiej. Tak było również w momencie największego zagrożenia w 1920 roku.

Te wielkie sytuacje historyczne zdarzyły się też w naszych czasach. Miałem możność uczestniczenia w trzech takich sytuacjach historycznych, które wymagały zdolności do kompromisu. Pierwsza z nich to porozumienia sierpniowe w 1980 roku. Musieliśmy uznać tamtą władzę państwową, a rządzący otworzyć możliwość powstania niezależnego ruchu związkowego i politycznego. Druga sytuacja to Okrągły Stół. Warunkiem rozpoczęcia rozmów było tu przywrócenie „Solidarności”.

Ale porozumienie wymag...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy