Dołącz do czytelników
Brak wyników

I , psychologia jako nauka

17 listopada 2015

Jestem wnuczką kata

20

Kiedy dowiedziałam się, że moja babcia była konkubiną Amona Götha, poczułam rozczarowanie. Jak można było żyć w obozie koncentracyjnym u boku komendanta? Ale zdałam sobie sprawę, że przecież ja też popełniam błędy, a czasem postępuję nieludzko...- mówi Jennifer Teege.

JENNIFER TEEGE jest córką Niemki i Nigeryjczyka. Gdy miała cztery tygodnie, matka oddała ją do domu dziecka. Potem trafiła do rodziny zastępczej, a w wieku siedmiu lat została adoptowana.
Do siódmego roku kontakt utrzymywała z nią jej biologiczna babcia, Ruth Göth.
Sześć lat temu dowiedziała się, że jej biologiczna matka była córką Amona Götha (zwanego „katem z Płaszowa”), komendanta obozu koncentracyjnego w Płaszowie i likwidatora gett żydowskich w Krakowie i Tarnowie.
Jennifer Teege przez cztery lata mieszkała i studiowała w Izraelu. Od roku 1999 pracuje jako copywriter w branży reklamowej. Mieszka w Hamburgu, ma męża i dwoje dzieci. Niedawno ukazała się jej książka Amon. Mój dziadek by mnie zastrzelił.

ANDRZEJ LIPIŃSKI: – Miała Pani 38 lat, gdy dowiedziała się, że jest wnuczką jednego z najbardziej znanych oprawców nazistowskich. Czym było dla Pani odkrycie tej rodzinnej tajemnicy?
JENNIFER TEEGE
: – Takie mroczne tajemnice są wyniszczającą siłą... Brak wiedzy na temat własnej historii i prawdziwych źródeł owej tajemniczej otoczki obecnej w moim życiu wywoływał we mnie wewnętrzny dysonans. Czułam, że coś się w moim życiu nie zgadza, choć nie potrafiłam znaleźć konkretnej przyczyny tego przeświadczenia. Zanim odkryłam prawdę, miałam wrażenie, jakbym mieszkała w domu bez drzwi – nie ma jak wydostać się z niego, by dowiedzieć się, co jest na zewnątrz. Odczuwałam nieustanne emocjonalne rozdarcie. Ten wewnętrzny balast objawiał się stanami depresyjnymi.

Prawdę odkryła Pani zupełnie przypadkowo, gdy w jednej z hamburskich bibliotek trafiła Pani na książkę opisującą szczegółowo historię Pani matki i jej ojca, a Pani dziadka – Amona Götha.
– Początkowo byłam w ogromnym szoku. Dowiedziałam się szczegółów z mojego dzieciństwa, o których nie miałam pojęcia. To była pierwsza trauma, z którą musiałam sobie radzić. Podczas pierwszego pobieżnego przeglądania książki informacja o tym, że moja matka jest córką komendanta obozu koncentracyjnego, nie miała dla mnie większego znaczenia. Prawdziwym dramatem w tamtej chwili było dla mnie to, że matka, której brakowało mi przez tyle lat, nagle opowiada o sprawach, które całe życie przede mną ukrywała. Proces konfrontacji z faktami opisanymi w książce – ze zbrodniami popełnionymi przez mojego dziadka – i wynikająca z tego kolejna trauma, nastąpiły z pewnym opóźnieniem. I nawet jeśli było to zaledwie kilka godzin później, to z psychologicznego punktu widzenia jest to długi czas.
Wisząca nade mną przez wiele lat pierwotna trauma rodzinnego tabu i konieczność rozprawienia się z wiedzą o okrucieństwie, za które był odpowiedzialny mój dziadek, to dwa różne aspekty. One z czasem połączyły się, stając się nowym balastem. Ale teraz, kiedy znam całą prawdę, inaczej do niej podchodzę, umiem wpisać ją w moje obecne życie. Wiem, jak bardzo ta rodzinna przeszłość ukształtowała moje życie, jednak dziś już nie ma ona tak niszczącej mocy jak kiedyś. Sama treść tajemnicy nie jest już istotą problemu – z nią prędzej czy później można sobie poradzić.

Ale nazwisko Amona Götha było Pani już wcześniej znane – ze studiów czy chociażby z filmu „Lista Schindlera”? Przeglądając książkę, nie skojarzyła Pani, o kim w niej mowa?
– Naturalnie znałam to nazwisko i oglądałam wiele lat wcześniej „Listę Schindlera”, ale nie pamiętałam szczegółów. Po odkryciu książki potrzebowałam ponad pół roku, żeby otrząsnąć się z pierwszego szoku. W tym czasie nie byłam w stanie zagłębić się w ten temat, nie potrafiłam tego wszystkiego ogarnąć, czułam się zupełnie wyczerpana i odcięłam się od świata. Dodatkowym obciążeniem okazał się obejrzany następnego dnia film dokumentalny o mojej matce
– widziałam ją wtedy po raz pierwszy od niemal dwudziestu lat. W tym filmie pokazano również egzekucję dziadka. Była to tak obezwładniająca dawka emocji, że nie czułam się wtedy na siłach, by rozprawić się z historycznym tłem tamtych wydarzeń.

Odbiór tego tła zmienił się, gdy dowiedziała się Pani, że poprzez historię własnej rodziny jest Pani związana z ówczesnymi sprawcami?
– Dzisiaj spoglądam na ten niechlubny fragment niemieckiej historii z dwóch różnych perspektyw. Początkowo moja wiedza na temat Holocaustu ograniczała się do informacji ze szkolnych podręczników. Potem, gdy studiowałam historię i przez długi czas mieszkałam w Izraelu, mój stosunek do Holocaustu stał się bardziej osobisty. Obecnie jest on jeszcze bardziej intensywny dzięki świadomości, że cała ta historia wiąże się ze mną i moją rodziną. Obie te perspektywy muszę teraz ze sobą pogodzić. Holocaust jest dla mnie otwartym rozdziałem.

Nigdy nie poznała Pani swojego dziadka, ale łączy was Pani babcia – towarzyszka życia Götha, jego wielka miłość i być może jedyny bliski mu człowiek. Ta, która żyła u boku zbrodniarza odpowiedzialnego za masowe mordy, obdarzyła Panią – ciemnoskórą, niearyjską wnuczkę – ciepłem i miłością. Miała dwie twarze, dwie różne osobowości?
– Dobre i złe strony odkrylibyśmy z pewnością w każdym człowieku, u większości z nas te różnice nie są jednak tak jaskrawo widoczne. Moja babcia nie miała dwóch twarzy, przed wojną żyła i postępowała tak samo jak po wojnie. Zresztą to samo można powiedzieć o dziadku – on też był człowiekiem posiadającym zarówno wady, jak i zalety. Jego dobra strona nie była naturalnie tak widoczna i najprawdopodobniej wyrażała się wyłącznie w jego stosunku do mojej babci. Ich związek
wydawał się harmonijny. Z relacji jednej ze służących wynika, że babcia miała „łagodzący wpływ na zachowanie Götha”.

Była przykładem na to, że każdy z nas nosi w sobie zdolność funkcjonowania w dwóch zupełnie różnych rzeczywistościach jednocześnie?
– Tak. Zresztą to dotyczy każdego człowieka. W przypadku takich ludzi jak mój dziadek z reguły nie odważylibyśmy się wygłosić podobnej tezy, żeby nie posądzono nas o bagatelizowanie jego postępowania. Ale musimy mieć prawo to stwierdzić – i powinniśmy o tym mówić.
Ludzie tacy jak Amon Göth nie byli marionetkami, nad którymi zło przejęło kontrolę niczym mroczna instytucja. Za postępowaniem Amona Götha kryje się jego długa biografia uwarunkowana przez różne czynniki – proces socjalizacji, predyspozycje genetyczne i wiele innych wpływów decydujących o tym, jacy jesteśmy. Uważam to za bardzo istotną kwestię – trzeba zrozumieć i wciąż przypominać o tym, że żaden człowiek nie rodzi się zły czy dobry, lecz dopiero w procesie indywi­dualnego rozwoju nabywa takich, a nie innych cech. Potrzebna jest silnie rozwinięta empatia, żeby w masowym mordercy dostrzec człowieka; potrzebna jest ona również do tego, żebyśmy wszyscy potrafili żyć ze sobą w harmonii. Jeśli zabraknie empatii, to okrucieństwa, które znamy m.in. z czasów drugiej wojny światowej, mogą znowu stać się realnym zagrożeniem.

Wróćmy do Pani babci i jej relacji z Amonem Göthem.
– W dzieciństwie babcia była dla mnie kimś niezwykle ważnym, w stosunku do mnie zawsze bardzo miła i opiekuńcza. Nie nazwałabym jej świętą, ale na tle moich niełatwych stosunków z matką odegrała w moim życiu ogromną rolę. Kiedy dowiedziałam się, że była konkubiną Amona Götha, poczułam ogromne rozczarowanie i w pierwszym odruchu wyparłam tę informację – nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak można było prowadzić takie życie jak ona. Najpierw musiałam zdusić w sobie potrzebę odrzucenia babci, by potem zintegrować ją z dziecięcą miłością do niej. W tym procesie dużą przeszkodą okazało się to, że wtedy byłam już osobą publiczną i zdawałam sobie sprawę, że moje wypowiedzi będą odbierane inaczej. Obawiałam się, że jeśli wypowiem się o mojej babci pozytywnie, czy wręcz przyznam, że ją kochałam, zostanę posądzona o wybielanie jej niechlubnej biografii. Odczuwałam wewnętrzny przymus publicznego tł...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy