Dołącz do czytelników
Brak wyników

Praca i pieniądze , Praktycznie

12 lipca 2016

Firma na językach

86

Posłuchaj, jak mówią ludzie w Twojej firmie, a dowiesz się, jaka choroba ją trapi. Język, który jest symptomem choroby, pozwala także uleczyć ją.

Kiedy wchodzisz do jakiejś firmy, wchodzisz w jej specyficzną kulturę organizacyjną, z którą nierozerwalnie związany jest pewien język. Stopniowo uczysz się go, tak jak uczysz się oprogramowania, którego używa firma: poznajesz dzięki niemu merytoryczne obowiązki, i obowiązujące sposoby wchodzenia w relacje ze współpracownikami. Nasiąkasz językiem firmy, stopniowo zaczynasz mówić tak, jak „się” tu mówi.

Język, jakim się w takim wypadku posługujesz, sporo mówi o twojej firmie, a także o pozycji, jaką w niej zajmujesz. Słuchając firmowego języka, można się wiele dowiedzieć o panujących w danym przedsiębiorstwie stosunkach interpersonalnych, atmosferze. Z języka, którym posługują się pracownicy i ich szefowie, można dowiedzieć się bardzo wiele o kondycji firmy oraz zagrożeniach, jakie przed nią stoją.

Język zamknięty
Zaadresowanie tych issues to będzie niezły challenge, ale jeżeli requesty nie będą just on time, a ludzie nie będą przestrzegać policy, tylko shortcutować, to feedbacki będą kiepskie, nie wyrobimy Kej Pi Ajów.

Czytelnicy, którzy nic nie zrozumieli, mają prawdopodobnie szczęście pracować w firmach i instytucjach używających otwartego języka. Jednak liczba firm, w których używa się języka zamkniętego, stale rośnie.

Ach, te wszystkie polsko-angielskie spotkania w pół drogi! Adresowanie potrzeb, feedbackowanie się na każdym kroku! Kobiety na maternity liwie, mężczyźni w kritikal situation! Apruwale, skillsy, czelendże! Jak ma się odnaleźć w tym ktoś, kto nie rozumie – a przyznać się głupio?
Mój amerykański znajomy, nowojorczyk Steve, w Krakowie nauczył się bez akcentu dwóch słów po polsku: zdziwionego naprawdę? i potwierdzającego na pewno...

Steve utrzymywał, że posługując się wyłącznie inteligencją emocjonalną, nauczył się rozróżniać sytuacje kwalifikujące się do naprawdę? od tych kwalifikujących się do na pewno... i w ten sposób był w stanie przez długie minuty uchodzić w rozmowie z Polakami za Polaka. Steve rozmawiał, choć nic nie rozumiał. Kosztowało go to niewiele. Jednak w rzeczywistości firmowej stawka jest większa niż na towarzyskim spotkaniu. To, że nic nie rozumiesz, może mieć poważniejsze konsekwencje.

Jaki jest problem z językiem zamkniętym? Jednym jest warstwa estetyczna, codzienne niechlujstwo języka – ale to razi tylko językowych estetów. Poważniejszy problem, jak się wydaje, polega na tym, że jeśli coś jest zamknięte, to, siłą rzeczy, jest wykluczające – i niektórzy pozostaną niejako na zewnątrz tego języka. Na firmowych zebraniach ci, którzy nic nie rozumieją, wyglądają dokładnie tak samo jak ci, którzy rozumieją wszystko – jedni i drudzy zgodnie kiwają głowami. Ale ci, którzy nie rozumieją, doświadczają w kontakcie z językiem zamkniętym tego, czego większość z nas doświadcza, patrząc rozszerzonymi oczami na urzędowe pismo, wyniki badania lekarskiego czy pismo prawnicze.

Język zamknięty tworzy więc iluzję komunikacji z tymi, którzy go nie rozumieją. Ale tak jest tylko na początku – bo w niedługim czasie opanujesz tych kilkadziesiąt słów i wejdziesz niejako do środka tego języka. Ciągle jednak będziesz mówić językiem obcym – nie takim, jakim myślisz, kiedy budzisz się rano. Oznacza to, że posługiwanie się nim będzie zużywać energię, która mogłaby być z większym pożytkiem użyta gdzie indziej.

Język podwójny
Pomyśl o najważniejszej, najbardziej wartościowej, najpiękniejszej rozmowie, jaką kiedykolwiek odbyłeś. Choć nie wiem nic o twoim życiu, wiem na pewno, że była to rozmowa w języku pojedynczym – czyli takim, w którym ludzie mówili prosto z serca; że w tej rozmowie „tak” znaczyło „tak”, a „nie” znaczyło „nie”, że siła tej rozmowy leżała też w prawdziwości tego, co było mówione – i że ta prawdziwość była źródłem energii przepływającej między tobą a twoim rozmówcą.

Koniecznym, choć niewystarczającym warunkiem dobrej rozmowy jest „pojedynczość” języka (być może z wyłączeniem rozmów o podtekście erotycznym, gdzie podwójność bywa elementem uwodzenia). Na przeciwległym biegunie leży język podwójny – taki, w którym słowa znaczą coś innego niż znaczą. Taki język jest często nadmuchany, nieadekwatny, przerośnięty, a jego celem jest uzyskanie takiego opisu rzeczywistości, który będzie dobrze wyglądał w firmowym raporcie.

Byłam kiedyś umówiona na rozmowę z klientem w siedzibie firmy. Pani z HR nie zastała przy biurku menedżera, który miał wziąć udział w naszym spotkaniu. Poszła więc do kuchni, gdzie rzeczony menedżer stał oparty o drzwi i, zarykując się ze śmiechu, prowadził z kolegą rozmowę, jakby żywcem wyjętą z filmu „Kac Vegas”. Rozmowa dotyczyła piątkowej imprezy – tego, kto i jak bardzo się upił oraz co wtedy zrobił. Pani z HR, zastawszy menedżerów w środku tej żywiołowej wymiany, uśmiechnęła się uprzejmie i skonstatowała: Ach, dobrze, widzę, że pracujecie nad budową relacji.

Tak jak w tym przykładzie, rzeczywistość odzwierciedlona w języku podwójnym jest więc odprasowywana, lukrowana, malowana na zielono – po to, żeby służyć swojej „raportowej” wersji. Tak jak w innym głośnym filmie – „Truman Show”, kiedy pseudorzeczywistość była jedną wielką reklamą czegoś, co jej twórcy chcieli sprzedać.
Strzeż się, jeśli ludzie w twojej firmie mówią eleganckim, odprasowanym językiem – bo opis rzeczywistości, jaki dostaniesz, będzie tak odmienny od tego, co ludzie naprawdę myślą, jak odległy jest ten język od języka, którym posługują się w sytuacjach nieformalnych. Dostajesz po prostu nieprawdziwe informacje. A pod spodem rośnie opór – jak zawsze wtedy, kiedy ludzie są zmuszeni do robienia czegoś nie po swojemu.

Dobitnym a równocześnie uroczym przejawem tego oporu jest gra, która cichaczem zawojowuje sale konferencyjne w wielu firmach – „Bullshit bingo” (ja sama dowiedziałam się o tej grze od jej amatorów, na szkoleniu otwartym, w którym uczestniczyli pracownicy chyba siedmiu firm – i wszyscy wiedzieli, o co chodzi!).

Działa to tak: przed spotkaniem firmowym każda z osób uczestniczących w grze tworzy listę słów, które, jej zdaniem, szybko zostaną wypowiedziane (ponieważ te słowa właśnie są podstawą codziennego, sztucznego, przewidywalnego języka firmowego). Wpisuje je w tabelkę (będzie ona pewnie zawierała takie słowa jak challenge, support, feedback, performance – i parę innych, specyficznych dla danej firmy). Kiedy dane słowo pada – najczęściej z ust szefa czy szefowej – gracz „odhacza” to słowo w tabelce.

Wygrywa ten, którego lista jako pierwsza zostanie wyczerpana. Teoretycznie powinien wtedy wstać i krzyknąć „bingo!”, ponieważ jednak gra ma charakter konspiracyjny, najczęściej gracze umawiają się na jakiś znak – stuknięcie, chrząknięcie albo zdanie, które ma wypowiedzieć zwycięzca. „Spotkania już nigdy nie będą dla mnie nudne!” – reklamuje w internecie grę jeden z jej wielbicieli. I tak oto rozwija się podziemie oporu w stosunku do podwójnego, przewidywalnego języka.

W każdej firmie, gdzie króluje język podwójny, jest też miejsce, do którego ludzie przychodzą, żeby mówić „pojedynczo”, żeby rozmawiać o tym, jak jest naprawdę. W firmach produkcyjnych, w których pracownicy są dowożeni „na zakład” autobusem firmowym, takim miejscem bywa ten właśnie autobus; kiedyś były to palarnie, w biurowcach bywają stołówki, windy, ławki przed firmowym budynkiem. Winda mówi, że będą zwalniać – mówią ludzie. Autobus mówi, że będzie fuzja.
Jeżeli język jest zamknięty i podwójny, istnieje też duże ryzyko, że stanie się też językiem manipulacji, a nie rozmowy.

Język manipulacji
Pani Kasiu, jak pani będzie rozmawiała z tymi swoimi o tej trzystasześćdziesiątce, to pani z nimi tak konkretnie porozmawia, dobrze? Niech tam pani polukruje trochę, a i przypomni sytuację na rynku pracy może, bo nie chcemy, żeby nasz performance był zaniżony w stosunku do innych działów, prawda?
Gdyby przełożona wygłosiła powyższy tekst do swojej podwładnej, co tak naprawdę zostałoby powiedziane? Spróbujmy to przetłumaczyć: „wypakować” prawdziwe znaczenie z manipulacyjnego opa...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy