Dołącz do czytelników
Brak wyników

Małpa w kąpieli

19 maja 2022

NR 6 (Czerwiec 2022)

Dziedziczenie choroby

0 806

Idę czytać do wanny – nie z wygody, ale z zagonienia. Planuję się ukryć w łazience przed mężem i dziećmi i złapać (mały) oddech. Wiadomo, że w łazience można się nie tylko ukryć, ale i zachować godność, udając konieczność przeprowadzenia skomplikowanych zabiegów higienicznych. No więc wanna jest moim szampanem i truskawką z czekoladą, ale bez wyrzutów sumienia. Jest już późno, nikt nie powinien mieć żadnych potrzeb koniecznych do zrealizowania tu i teraz. Zamierzam czytać w wannie również z innego powodu – podobno w kąpieli nie można zasnąć, więc może uda mi się trochę podgonić lekturę.

Melancholia, weltzchmerz, depresja – to właściwie nazwy dość zbliżonych stanów psychicznych. Dzisiaj szczególnie aktualne, bo związane z ujawnianiem nowych obszarów wykluczenia i zdejmowaniem tabu z chorób psychicznych. Jak szybko postępuje to zjawisko, najlepiej dowodzi powieść Meg Mason, wydana po polsku w popularnej serii powieściowej, szybka lektura na jedno popołudnie. Niby powieść obyczajowa, niby tylko dla kobiet, ale z zupełnie innym ciężarem – główna bohaterka, Martha, uprzywilejowana, dobrze wykształcona, z niezłą pracą, mężem i domem, miota się sama ze sobą i w końcu decyduje się podjąć leczenie. Być może przesądziło o tym jej przekonanie, że już bardziej nieszczęśliwa być nie może, a być może krach małżeństwa. Martha w końcu ląduje na terapii i zaczyna przyglądać się swojemu życiu z dystansu, zaczyna konfrontować swoje sądy o świecie i bliskich z tym, co wychodzi na wierzch w czasie terapii. 
Można zarzucać Mason tani psychologizm, bo wiadomo, że problem musi sprowadzić się do rodziców, ale wolę myśleć o tej fabule jako o ujawnieniu wykluczenia klasowego. Pisałam już o tym temacie kilka razy, może dlatego, że staje się on nową obsesją naszych czasów. Ale Mason pisze właśnie pod prąd różnych głównych wyobrażeń na temat chorób psychicznych i tego, w jaki sposób funkcjonują one w społeczeństwie. Po pierwsze nie nazywa nigdy choroby swojej bohaterki, z premedytacją ten fakt ukrywa. Nie ma bowiem znaczenia, jak nazywa się to, na co cierpi Martha. Po drugie, pokazuje odwrotny rodzaj wykluczenia – zupełnie dorosła kobieta w procesie terapii przypomina sobie własne nastroje z okresu nastoletniego, własne huśtawki nastrojów z czasu dojrzewania i odkrywa, że to, co wydawało się jej męką dorastania, było już w gruncie rzeczy po...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy