Dołącz do czytelników
Brak wyników

historia psychologii

18 października 2016

Dwaj panowie ze szpulkami

63

Czy nuda może być ciekawym tematem eksperymentu psychologicznego? Okazuje się, że tak. Udowodnili to dwaj uczeni z uniwersytetu stanfordzkiego: Leon Festinger i James Merrill Carlsmith. Dokładnie przed pół wiekiem przeprowadzili badania, które weszły do kanonu prac z zakresu psychologii społecznej.

Krótkie, lecz bardzo emocjonalne wspomnienie pośmiertne o Leonie Festingerze, opublikowane w „American Psychologist”, zmarły niedawno Robert B. Zajonc rozpoczął od słów: „Pisarz science fiction, Stanisław Lem, sugerował, że gdyby Newton i Galileusz umarli w dzieciństwie, mechanika klasyczna pojawiłaby się tylko z nieznacznym opóźnieniem. Ale gdyby Dostojewski został stracony, a Picasso zginął podczas I wojny światowej, nie byłoby «Zbrodni i kary» czy «Guerniki»”. Rozwijając tę myśl, Zajonc wyprowadził konkluzję, że gdyby nie istniał Leon Festinger, nie mielibyśmy teorii dysonansu poznawczego, a psychologia społeczna nie byłaby taką, jaką jest dzisiaj.

Z muzyki do psychologii
Pierwsza żona Festingera, Mary Oliver Ballou (1917-2006), absolwentka Indiana University i Eastman School of Music, była utalentowaną pianistką. Zdolności te odziedziczył ich syn Richard Fes[-]tinger (ur. 1948), który jest profesorem muzyki w Kalifornii, znanym i cenionym kompozytorem amerykańskim. W muzyce, jak wiadomo, używa się terminu „dysonans”, oznaczającego interwał niezgodnie brzmiący. Festinger przejął i rozpowszechnił to pojęcie w psychologii – w znaczeniu sprzecznych ze sobą relacji w obrębie poznania. Z punktu widzenia biografii Festingera jest rzeczą nieco osobliwą, że to właśnie on był twórcą tej koncepcji. Kreśląc kilka słów o sobie, uczony ten napisał: „Gdy przybyłem do Iowa, nie interesowałem się psychologią społeczną. W rzeczy samej nigdy nie miałem zajęć z psychologii społecznej”. Szybko jednak nadrobił tę zaległość. Gdy w roku 1951, realizując grant Fundacji Forda, podjął się badań nad wpływem i komunikacją społeczną, być może nie wiedział jeszcze, że doprowadzą go one do wypracowania teorii, która poruszy psychologów na całym świecie.

Każda idea ma swoich pionierów. Już Epiktet (ok. 55-135 n.e.), filozof grecki, kontynuator stoicyzmu zauważył, że niepokój u ludzi wywołuje postrzeganie rzeczy, a nie sama rzecz. Wynika z tego istotne założenie teorii poznawczych – że myślenie wpływa na zachowanie. Badania Festingera wpisywały się w to stwierdzenie. Jego teoria dysonansu poznawczego „zdetronizowała” założenia behawioryzmu, który jeszcze w latach 50. ubiegłego wieku był podstawą całej amerykańskiej psychologii.

W pewnym sensie koncepcja ta stanowiła nowatorski przyczynek do psychologii motywacji. Teoria dysonansu zakłada, że ludzie gromadzą pewne przekonania (lub szerzej: dane poznawcze), będące wycinkiem jakiejś ogólnej wiedzy. Dane te można ze sobą porównywać, a rezultatem tego procesu jest konsonans, dysonans lub brak związku. Z punktu widzenia motywacji istotne są dwie pierwsze formy relacji. Stanem pozytywnym jest tu konsonans, który pojawia się w sytuacji zgodności równocześnie występujących elementów poznawczych. Dysonans natomiast jest stanem przykrym, powstającym w sytuacji sprzeczności lub wzajemnej negacji takich elementów. Festinger uważał, że dysonans jest podobny w swym działaniu do popędu oraz że uruchamia on działania zmierzające do likwidacji sprzeczności. Od siły dysonansu zależy również siła dążenia do jego usunięcia.

Kontrowersyjny zarobek
W tym roku mija 50 lat od znanego eksperymentu, który Leon Festinger przeprowadził wspólnie ze swym studentem J. Merillem Carlsmithem na grupie 71 studentów z niższych lat psychologii. Badanie polegało na przydzieleniu ochotnikom do wykonania nudnej i czasochłonnej czynności. Przez pierwsze pół godziny mieli za zadanie przekładać 12 szpulek z tacy na stół, a następnie układać je na niej z powrotem. Po upływie tego czasu badany dostawał nowe polecenie: obracania 48 klocków ułożonych na drewnianej tablicy o ćwierć obrotu przez kolejne pół godziny.

Celem eksperymentu było oczywiście wywołanie u badanych negatywnej opinii o wykonywanych zadaniach. Po zakończeniu bezsensownej pracy studenci przydzielani byli losowo do dwóch grup. Osoby z grupy kontrolnej pytano jedynie o ich odczucia na temat badania. Pozostałym mówiono, że znaleźli się w grupie, która wykonywała zadanie bez wcześniejszej informacji na jego temat oraz że była jeszcze grupa druga, której członkowie otrzymywali informacje o eksperymencie przed wejściem do laboratorium. Niestety, mówił eksperymentator, student, który zwykle przekazuje opinie osobom z drugiej grupy jest...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy