Chore ciałko

Małpa w kąpieli

Kiedy prowadzę moją córkę do przedszkola i coraz rzadziej pozwala się ona wziąć za rękę, nigdy nie myślę o kruchości jej ciała. Ta ręka jest żywa, ruchliwa, drobna i ciepła, więc rzadko kiedy pozwala na jakąkolwiek myśl o słabości. W jej dłoni kryje się raczej nadzieja, oczekiwanie na wzrost, na przygodę, gotowość do wyrwania się, machania i wskazywania palcem. Ale kiedy ta dłoń spoczywa na poduszce wieczorem, już nieruchoma, ukołysana, rozluźniona, to zanim wymknę się na palcach z ciemnego pokoju, zalewa mnie zawsze niewielka i już coraz lepiej kontrolowana fala niepokoju. To w ogóle nie fair, że przyszłym rodzicom nikt nie mówi o cyklu przypływów i odpływów zachwytu i niepokoju, o dwóch falach i dwóch prędkościach uczuć: między skrajną miłością i skrajnym przerażeniem, między wybieganiem w przód i cofaniem się w czasie, zawsze do chwili porodu, gdy w gruncie rzeczy traci się panowanie nad tą drugą osobą, która już nigdy nie zniknie z żadnej myśli, jaka przebie...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy