Dołącz do czytelników
Brak wyników

Style życia

2 grudnia 2019

NR 12 (Grudzień 2019)

Wstyd wstydu?

130

Dziś wciąż w wielu środowiskach i grupach społecznych, m.in. w niektórych społecznościach religijnych, seksualność i inne naturalne potrzeby ludzkie są piętnowane i represjonowane. Dlatego ludzie poddani presji społecznej takich systemów często zapadają na choroby psychiczne, wpadają w depresję, cierpią na zaburzenia lękowe albo stają się agresywni.

AMELIA LIPIŃSKA: Czy bez wstydu bylibyśmy w stanie przeżyć? Do czego jest on nam potrzebny?

POLECAMY

JOACHIM BAUER: Nie, nie przetrwalibyśmy bez uczucia wstydu, które rozwinęło się w nas dlatego, że jesteśmy istotami społecznymi. Dzięki naszej konstrukcji neurobiologicznej jesteśmy idealnie przystosowani do życia we wspólnocie. Więź z innymi i przynależność do grupy to najlepsza wykształcona ewolucyjnie recepta na dobre życie – i na przeżycie. Wykluczenie z grupy jest dla jednostki poważnym zagrożeniem, dlatego zawsze było źródłem lęków i stresu. Zachowanie zgodnych relacji z innymi wymaga od nas trzymania się ściś­le określonych reguł. Wstyd pojawia się w sytuacjach, w których rozbieżność między naszym zachowaniem a ustalonymi normami daje nam podstawy do obaw, że inni członkowie grupy źle nas ocenią, przestaną nas szanować albo wręcz będą nami pogardzać. Jest to stan, w którym sami patrzymy na siebie oczami innych, a że jest to uczucie niezbyt przyjemne, najpierw próbujemy nasze „występki” ukryć. Kiedy nam się to nie udaje, zaczynamy się wstydzić.

AMELIA LIPIŃSKA: Dlaczego w takim razie niemowlęta nie wstydzą się swoich zachowań?

Człowiek, by móc doznawać poczucia wstydu, najpierw musi wiedzieć, kim jest, czyli musi posiadać tzw. tożsamość. Wymaga to zdolności rozróżniania pomiędzy „to jestem ja” a „to są inni”, świadomości istnienia relacji między „mną” a „nimi”. Niemowlę doświadcza naturalnie całej gamy przeżyć, ale subiektywną przestrzenią tych doświadczeń jest niemal wyłącznie jego własne ciało. Odczuwa przyjemność, potrafi wyrażać niechęć, zna ból, uczucie głodu czy stan opuszczenia, ale nie wie jeszcze, kim jest. To mała czująca istotka pozbawiona tożsamości. Z czasem, kiedy pojawia się świadomość, że istnieją inni, z którymi wchodzimy w relacje, którzy nas oceniają i sami są obiektem naszych ocen i przyczyną naszych emocji, z reguły między drugim a trzecim rokiem życia, rodzi się zdolność odczuwania wstydu. Trzyletni malec podkradający smakołyki z szafki, przyłapany na tym „wykroczeniu” będzie się wstydził, bo ma już w pełni rozwiniętą świadomość, ze złamał ustalone przez mamę lub tatę reguły.

ANDRZEJ LIPIŃSKI: Odczuwanie wstydu jest zatem zjawiskiem z gruntu innym niż takie uczucia jak strach, złość, smutek albo radość?

Tak. Wstyd należy do tzw. emocji społecznych, podobnie jak duma, będąca jego przeciwieństwem, oraz poczucie winy. Są to emocje wtórne, które pojawiają się i rozwijają w procesie socjalizacji. Wrodzone są jedynie emocje pierwotne, takie jak radość, złość, nienawiść czy smutek. Przyczyny wstydu są naturalnie silnie uzależnione od czynników kulturowych. W wielu państwach islamskich skąpo odziana kobieta będzie odczuwać silny wstyd w miejscu publicznym, bo w jej kulturze obowiązują rygorystyczne normy regulujące kwestie ubioru. W kulturze zachodniej większość kobiet raczej nie traktuje podobnych reguł poważnie. Natomiast przeciętna Europejka mogłaby odczuwać wstyd, gdyby wyszło na jaw, że mąż traktuje ją jak służącą, co z kolei nie byłoby powodem do wstydu dla wielu kobiet w tradycyjnych społeczeństwach wschodnich. Oprócz wymienionych przykładów istnieje oczywiście mnóstwo uniwersalnych „nagannych” zachowań, które wywołują poczucie wstydu we wszystkich ludzkich kulturach.

ANDRZEJ LIPIŃSKI: Zygmunt Freud uważał, że zanik poczucia wstydu może być pierwszą oznaką zaburzeń psychicznych. Czy to prawda?

Tak. Wstyd jest oznaką normalnej, zdrowej dyspozycji psychicznej, co nie znaczy, że zdolność wstydzenia się sama w sobie nie może przybierać patologicznych form. Tożsamość witalnej i zdrowej emocjonalnie jednostki jest niejako umiejscowiona w dolnych partiach płata czołowego mózgu. Powyżej tych sieci neuronalnych rezyduje obserwator wewnętrzny, kontrolujący nasze zachowania. U zdrowej psychicznie osoby oba te obszary są prawidłowo rozwinięte i pozostają w stanie równowagi. W przypadku jej zakłócenia, np. wskutek choroby albo urazu mechanicznego, zdolność odczuwania wstydu może zostać silnie ograniczona albo nawet całkowicie zaniknąć. Człowiek postępuje wtedy w sposób niekontrolowany i w ogóle nie przejmuje się tym, jak widzą i oceniają go inni. Takie zachowanie rzeczywiście może być oznaką choroby psychicznej. Czujność naszego wewnętrznego krytyka może zostać ograniczona również pod wpływem alkoholu albo narkotyków, dlatego tak często młodzi ludzie nadużywający tych środków dopuszczają się różnych szaleństw, których w stanie pełnej kontroli nigdy by nie popełnili, i których potem strasznie się wstydzą.

ANDRZEJ LIPIŃSKI: Jeżeli wstyd jest tak silnie związany z obecnością innych, to człowiek żyjący na samotnej wyspie w zasadzie w ogóle nie powinien doznawać tego uczucia?

Wstydzimy się mniej i rzadziej, kiedy nikogo nie ma w pobliżu. Ale wyrzucony na samotną wyspę rozbitek nosi w sobie już tak wiele uwewnętrznionych reguł własnej kultury i świata, z którego przybył, że najprawdopodobniej nawet w swoim odosobnieniu przynajmniej w jakimś zakresie będzie przestrzegał wielu z nich, by chociaż w części zachować poczucie więzi z ludzką społecznością. Ale wiele kwestii życia codziennego, np. dotyczących ubioru, z całą pewnością będzie traktował ulgowo.

ANDRZEJ LIPIŃSKI: W takim razie kiedy i czego moglibyśmy się wstydzić, gdy jesteśmy sami?

Inni są obecni w naszym życiu zawsze i wszędzie, nosimy ich z sobą w naszych myślach, w wyobraźni. Mózg pełen jest wewnętrznych obrazów i postaci, które towarzyszą nam nieustannie, nawet wtedy, gdy jesteśmy zupełnie sami. To naturalny stan ludzkiej psychiki. Wstyd jest całkowicie zdrowym stanem emocjonalnym, stanowi rodzaj drogowskazu ułatwiającego nam orientację w labiryncie życia społecznego i alarmuje nas w sytuacjach, które mogą stać się zagrożeniem naszej pozycji w grupie. Prawdziwy problem pojawia się wtedy, gdy intensywność wstydu wykracza poza te naturalne granice. Często, np. na skutek rygorystycznych metod wychowawczych, nawet najdrobniejsze potknięcie czy najbardziej łagodne naruszenie reguł współżycia natychmiast stawia w stan pogotowia wewnętrznego cenzora, który niczym więzienny strażnik włącza alarm, kontroluje każdy krok i totalnie ogranicza wolność jednostki. W takich przypadkach mamy do czynienia z zaburzeniami psychiki, które wyrażają się w postaci nerwic, napadów lęku albo depresji. Osobie cierpiącej na taką dolegliwość każdy powód do radości, każde źródło przyjemności wydaje się zakazanym owocem.

Nie możemy wstydzić się naturalnych emocji i potrzeb – miłości, złości, błędu.

 

AMELIA LIPIŃSKA: Dlaczego nieraz wstydzimy się własnego zachowania dopiero po jakimiś czasie, jakby z opóźnieniem?

W niektórych sytuacjach nasz wewnętrzny stróż istotnie uaktywnia się z pewnym opóźnieniem. W życiu z reguły zachowujemy się stosunkowo spontanicznie, w towarzystwie innych ludzi często jesteśmy naturalni, reagujemy żywo i emocjonalnie na ich gesty i słowa, ulegamy nastrojom i poddajemy się naturalnemu biegowi zdarzeń. Wtedy z lekka usypiamy naszego wewnętrznego obserwatora i chcemy jedynie cieszyć się życiem, chcemy się bawić i nie sprawdzamy na każdym kroku, czy postępujemy zgodnie z jakimiś regułami. Kiedy następnego dnia wewnętrzny cenzor ponownie dochodzi do głosu, jesteśmy znów pod jego silnym wpływem i zaczynamy zadawać sobie pytania: Po co ja to wczoraj powiedziałem? Co ja najlepszego zrobiłem? Jak ja teraz wyglądam? Aktywność naszego wewnętrznego stróża i stopień surowości jego ocen są bardzo zróżnicowane, zależą od wielu czynników – od naszej chwilowej dyspozycji, od pory dnia i różnych innych uwarunkowań zewnętrznych, stąd często w pewnych sytuacjach otwieramy się bardziej, niż byśmy chcieli, i dopiero po czasie tego żałujemy.

AMELIA LIPIŃSKA: Czasami wstydzimy się też tego, że wstydziliśmy się już wcześniej. Można się wstydzić własnego wstydu?

Tak, to się zdarza. Taka spirala wstydu może się bardzo łatwo nakręcić, zwłaszcza u ludzi o wysokim stopniu wrażliwości: najpierw się czegoś wstydzę, potem wstydzę się tego, że się wstydziłem, a potem jeszcze tego, że wstydziłem się własnego wstydu itd. Często są to osoby, które szybciej niż inni czerwienią się ze wstydu. M...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy