Dołącz do czytelników
Brak wyników

historia psychologii

28 września 2016

Wielki uczony, niezwykły człowiek

38

Prof. Robert Zajonc, jeden z najznakomitszych psychologów społecznych, zmarł 3 grudnia 2008 w swoim domu w Stanford, w Kalifornii. Nigdy nie zapomniał o swoich polskich korzeniach i chętnie wspierał naukowców z Polski. Oto jak wspominają Profesora psychologowie, którzy mieli okazję spotkać Go na swojej naukowej drodze.

Dr hab. Rafał Ohme, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej:

Profesor czekał na mnie na lotnisku w San Francisco, w swoim sportowym, srebrnym BMW. Założył czarne Ray-Bany, z głośników leciała wesoła młodzieżowa muzyka. Był rok 1995, miał wtedy 72 lata. Gdy znaleźliśmy się w Jego gabinecie na Wydziale Psychologii na Uniwersytecie Stanforda – zaprosił mnie do siebie, aby porozmawiać o prowadzonych przeze mnie badaniach – na wstępie, ku mojemu przerażeniu, powiedział szczerze, że pozmieniały się plany i nie może mi poświęcić tyle czasu ile planowaliśmy. W pokoju siedziała Sheila Murphy, z którą napisał słynny artykuł „Affect, Cognition, and Awareness”. Poprosił, abym od razu przeszedł do sedna. Sam się dziwię, co wtedy zrobiłem. Powiedziałem: „Samo opisywanie, kim jest Pan dla polskiej psychologii i jak wiele Pan dla nas wszystkich znaczy zajęłoby mi z godzinę. Opisywanie projektu, który chciałem pod Pana okiem wykonać – drugą. Jak mniemam, nie mam tyle czasu. Zatem niech Pan pozwoli, że opowiem o wszystkich niedoskonałościach w waszym artykule”. I opowiedziałem.

Zamiast wracać skąd przyjechałem – zostałem z nimi przez kilka kolejnych dni. A później co roku przyjeżdżałem do Stanford na zaproszenie i koszt Profesora, aby rozmawiać o afekcie, prowadzić badania z podprogowymi ekspozycjami, chodzić na zajęcia, wygłaszać referaty i... kserować połowę biblioteki. W 2008 roku też byłem, ale Profesor już się w pracy nie pojawiał. A teraz, dzisiaj... jest tam, gdzie znają odpowiedzi na wszystkie zagadki.


Prof. dr hab. Grażyna Wieczorkowska, Uniwersytet Warszawski, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej:

Jego prace słyną z elegancji metod badawczych i klarowności wyjaśnień skomplikowanych fenomenów. Jego żona, prof. Hazel Markus, upatrywała źródeł elegancji prac Boba w Jego dobrym przygotowaniu matematycznym wyniesionym z przedwojennego polskiego liceum. Zawsze poszukiwał regularności i uniwersaliów, cenił jasność i prostotę. Był „minimalistą” w każdym calu – nie tracił czasu na „bezpłodną” komunikację. Jego maile były krótkie. Kiedy nie miał nic interesującego do powiedzenia, po prostu nie odpowiadał. Był surowy w osądach innych. Parę razy słyszałam, jak mówił o kimś uznanym, że ma on/ona „mały umysł” (s/he has a small mind). Był surowy, a jednak doktoranci uwielbiali Go. Chętnie słuchał ich, gdy mówili o swoich pomysłach badawczych. Jego pierwszy doktorant – prof. Eugene Burnstein do dziś ze wzruszeniem opowiada, jak Bob spędził parę dni w laboratorium pomagając mu zbudować sprzęt do eksperymentu.

Pracę naukową Zajonca charakteryzowało podejmowanie nowych, niepopularnych tematów. Zaczynał badać interesujące Go zjawisko, publikował inspirujące wyniki, a kiedy inni podążali za Nim, On zmieniał obszar zainteresowań. Jak wyliczyła Suzan Fiske, takie zmiany Jego zainteresowań badawczych miały miejsce mniej więcej co 5 lat. Zajonc wyznaczał trendy w psychologii społecznej. Sam twierdził, że źródłem Jego naukowej energii jest... irytacja, bo nie może znieść głupoty.

Inną cechą, która, oprócz wybitnej int...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy